Wiadomo, że święta w szpitalu nie są niczym przyjemnym, ale jest oddział w sochaczewskiej lecznicy, na którym najczęściej, również podczas świąt, bywa radośnie, i nawet jeśli się cierpi, jest to cierpienie nacechowane szczęściem. Tym oddziałem jest porodówka. Święta nie sprawiają, że oddział pustoszeje, porody odbywają się również w Wigilię czy Sylwestra. Ale bywa, że zdarzają się sytuacje nietypowe, które personelowi na długo zapadają w pamięć. Jak choćby ta, która zdarzyła się dość dawno, bo jeszcze w starym szpitalu przy ul.Staszica. Otóż, było to właśnie w święta Bożego Narodzenia, gdy przywieziono kobietę do porodu i szybko na stół, bo brzuch bardzo duży i rozwiązanie tuż, tuż. A ona tylko powtarzała: „Żeby to tylko była dziewczynka, bo chłopaków mam już dwóch!” Urodziła dziecko bez kłopotów, ale przychodzi położna i mówi, że niestety, chciała dziewczynkę, a jest chłopak. Kobieta niepocieszona: „O Boże, ile ja tych spodni się naprasuję, już mam trzech, dwóch synów i mąż, i teraz czwarty?!” Ale położna ogląda ją, bo widzi, że brzuch coś za duży, więc bada i mówi, że będzie jeszcze jedno dziecko. Kobieta nawet się ucieszyła: „A niech już będzie, byle była dziewczynka, byle dziewczynka!” Urodziła drugiego chłopaka. Ale położna ciągle podejrzliwa: „Coś mi się ten pani brzuch nie podoba, jeszcze raz panią zbadam”. Po czym stwierdza, że jeszcze jedno dziecko w drodze. „Niemożliwe!” – tamta na to. „Możliwe”. „Dobra, niech już będzie i trzecie, byle była dziewczynka!” No i był trzeci chłopak. „ Boże – mówi mama – już sześć par spodni będę musiał prasować, ja się wykończę!” A gdy przyszedł ojciec dowiedzieć się o dziecko, a na tamtej porodówce nie wpuszczano ojców do środka, nie mógł zrozumieć, ile właściwie ma teraz dzieci. Pielęgniarka mówi: „Ma pan trzech synów”. A on: „No tak, dwóch w domu, a ten trzeci”. „Mówię, że ma pan trzech synów”. „No, zgadza się”. Długo nie mógł zrozumieć, że synów ma już pięciu. I inna bożonarodzeniowa historia zdarzyła się w latach osiemdziesiątych w PKS-ie z Żyrardowa do Sochaczewa. Jechała nim kobieta ciężarna, a w Bielicach wsiadła mieszkająca tam położna, która jechała na dyżur do szpitala. Było święto, 6 rano, więc autobus niemal pusty. Kobieta nagle zaczęła pojękiwać i stękać. Zainteresowała się nią położna i okazało się, że tamta będzie zaraz rodzić. Kierowca przyspieszył licząc, że zdążą dojechać do miasta, deklarował nawet, że pojedzie aż pod szpital. Niestety, mimo ekspresowej jazdy PKS-u, bóle stawały się tak silne, że kobieta zaczęła przeć i położna odebrała dziecko na ceratowym siedzeniu w autobusie. Dopiero ze stacji wezwano karetkę, która dowiozła położną, młodą matkę i dziecko do szpitala. A swoją drogą, urodzone wtedy w autobusie dziecko, dziś powinno dawno już mieć na tę komunikację bilet darmowy. bus
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze