Z księdzem infułatem Franciszkiem Łupińskim rozmawia Jolanta Śmielak-Sosnowska Ks. Franciszek Łupiński, przez ostatnie 22 lata proboszcz parafii św. Wawrzyńca, w latach 1992-2000 wikariusz generalny diecezji łowickiej, jako jedyny duchowny w naszej diecezji odznaczony godnością protonotariusza apostolskiego czyli infułata (1993 r.) w niedzielę, 18 maja przekazał probostwo swojemu następcy. - 22 lata na probostwie to bardzo długo. Czy pamięta ks. proboszcz początki pobytu w Sochaczewie? - Oczywiście, że pamiętam. Pod koniec kwietnia 1981 roku zostałem wezwany do kurii metropolitarnej w Warszawie. Jadąc tam z innymi księżmi przez Sochaczew, zwróciłem uwagę na kościół, jeszcze wtedy bez tynków zbyt mały krzyż, a wręcz krzyżyk, na wieży kościelnej. Powiedziałem wtedy, że mogliby ci księża z Sochaczewa zadbać o większy krzyż. Godzinę później otrzymałem propozycję objęcia probostwa w Sochaczewie. I rzeczywiście, podwyższenie krzyża było jedną z pierwszych inwestycji po objęciu parafii. - Nominacja na probostwo w Sochaczewie w maju 1981 roku, była jedną z ostatnich, jaką przed śmiercią podpisał ks. prymas Stefan Wyszyński. - Wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Zamach na Ojca Świętego 13 maja, pogorszenie się stanu zdrowia kardynała Wyszyńskiego, a następnie jego śmierć sprawiły, że parafię objąłem dopiero po zakończeniu roku szkolnego. Pamiętam, że była to pierwsza niedziela lipca, piękny, upalny dzień. Byłem bardzo onieśmielony, kiedy ks. dziekan Zygmunt Dejciński, budowniczy naszego kościoła wprowadził mnie na sumie i przedstawił zebranym wiernym. Tak to się zaczęło. (...)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze