Vagitarians - Wywiad „Zawsze wolałem solidny riff od leniwego sunięcia w stworzenie klimatu.”
Vagitarians...Tej kapeli nie muszę przedstawiać nikomu kto interesuje się brzmieniami typu: Stoner, Sludge, czy innym Doom-em. To obecnie najbardziej płodny polski zespół tego gatunku. Warszawska załoga ma na swoim koncie koncerty u boku takich tuzów jak: Crowbar, czy Eyehategod. A także może poszczycić się zwycięstwem w konkursie „Pepsi Rock BattleField 2011”, okraszonym ładnymi koncertami w warszawskim „Hard Rock Cafe”. Obecnie szykuje się do trasy po największych miastach w Polsce, by potwierdzić swoją dominację. O ostatnim, najbardziej szalonym i owocnym roku w dziejach kapeli, debiutanckiej płycie Vagin- „Wood”, niedawno zakończonym festiwalu „Days Of The Ceremony”, działalności ich agencji koncertowej Ceremony Booking, rozmawiałem z gitarzystą i sprawcą całego zamieszania, Piotrem Rutkowskim. Poniżej obszerne fragmenty tegoż wywiadu.
Ch-Fu: Zacznijmy może od Twojego dziecka, czyli festiwalu "Days Of The Ceremony". Proszę o jego podsumowanie.
Piotr Rutkowski: Podsumowanie może być jedno - było pięknie. Każdy uczestnik tego "festu" Ci to na pewno powie. Być może nawet i sam to przyznasz ! (Przyznaję, tak było:) Przyp. Red.) Przeskoczyliśmy poprzeczkę, której nawet nie śmieliśmy sobie zakładać. O ile początek był jeszcze w miarę, jak na warunki nasze stonerowe w Polsce, powiedzmy, normalny, o tyle na Ufomammucie już mnie tknęło, że coś się dzieje i bardzo mocno burzy! Na Flying Eyes oczom nie wierzyłem, na EHG spodziewałem się takiego przemarszu bez brania jeńców... Crowbar zaś uznałbym za opus magnum zarówno w działalności Ceremony Booking, jak i samego Days of The Ceremony. Czterysta osób w Progresji, duża scena, gwiazda naprawdę światowego formatu, to wszystko mówi samo za siebie - udało nam się zorganizować coś naprawdę mądrego.
Ch-Fu: Jaki był twoim zdaniem najciekawszy koncert festiwalu?
P.R: Ja tylko chciałem zafundować dobre wakacje fanom stonera i doomu... W konsekwencji zafundowałem sobie wakacje ze swoimi idolami z niemalże, kurde, dzieciństwa. Dla mnie najciekawszy był Crowbar, po nim Eyehategod, ale ten drugi raczej organizacyjnie, niż muzycznie. Od zeszłorocznego Hellfestu bowiem niczym mnie nie zaskoczyli. W przeciwieństwie do publiki, u której dało się zaobserwować gwałtowny wzrost poziomu patologii w życiu :) (Wzrost poziomu patologii był, a jakże:) Przyp. Red.)
„Z Horisont mieliśmy śmieszne przejścia, gdyż wiadomo jak jest w Szwecji z piciem alkoholu...”
Ch-Fu: Podczas całego festu działo się baaardzo wiele i nikt na nudę na pewno narzekać nie może. Czy jest coś takiego co szczególnie utkwiło Ci w pamięci, jakaś anegdota? Może najdziwniejsza, czy najśmieszniejsza historia związana z jednym wykonawcą, który zagrał podczas "DOTC"?
P.R. : Z Horisont mieliśmy śmieszne przejścia, gdyż wiadomo jak jest w Szwecji z piciem alkoholu :) Chłopcy generalnie przez te trzy koncerty, które im w ramach Days... zorganizowaliśmy nie za bardzo ogarniali, co się dzieje :D Eyehategod też rozrabiali jeśli o to chodzi. Mike Williams był w takim stanie jak podjechali pod FOnobar, że ledwo wniósł gitarę po schodach... Mimo, że był trzeźwy ;) Generalnie wszystkie kapele chciały naprawdę duuużo piwa, nie licząc Ufomammuta i Crowbara ;)
Ch-Fu: Ledwo co skończyła się pierwsza edycja festiwalu, a ludzie zasypują cię propozycjami na temat kapel, które chcieliby by zagrały podczas drugiej odsłony. A jakie są twoje typy. Proszę o top ten kapel, które chciałbyś koniecznie zobaczyć na swoim festiwalu?
P.R. : TO będzie ciężkie, bo to co bym chciał na festiwal, a co sam chciałbym zobaczyć, to czasami dwie różne opcje :) Powiem top ten kapel, które chciałbym ściągnąć w ogóle: Graveyard , Ghost , Electric Wizard , Entombed , Hypnos 69 . Chciałbym też Samsarę zobaczyć, bo niestety Vaginy grały koncert wtedy kiedy robiliśmy w Wawie ich gig (smuteczek), Incoming Cerebral Overdrive jeszcze raz koniecznie, Wino i Connyego Ochsa, Clutch oraz ostatni, choć wcale nie najgorszy, jeśli nie najbardziej pożądany w Warszawie - ORCHID. Próbowaliśmy ich ściągnąć chyba już od półtora roku i nadal nic. Teraz po zmianie wytwórni, może się w końcu uda.
Ch-Fu: Czy jest coś co chciałbyś poprawić w związku z organizacją imprezy, np. zrobić cały festiwal standardowo np. w 3 dni, dzień po dniu? Dochodziły mnie takie słuchy, że rozbicie tego festiwalu w czasie to utrudnienie, szczególnie dla przyjezdnych. Moim skromnym zdaniem to pozytyw, gdyż praktycznie przez prawie dwa miesiące mieliśmy prawdziwe święto stoner-doomu w Polsce. A jak ty się na to zapatrujesz i czy jest możliwe ściągnięcie tych wszystkich kapel w jednym czasie i w 1-2 miejscach?
P.R. : Days of the Ceremony z założenia nie było typowym festiwalem, dlatego też lansowałem określenie "cykl imprez". Jeśli to miałoby być naprawdę święto stonera w Warszawie, to musiałoby zawierać znacznie więcej atrakcji niż pięć koncertów w miesiącu. Człowiekowi musi się zachcieć jechać na te dwa tygodnie, czy trzy do Warszawy te kilkaset kilometrów. Rozumiem, że dla niektórych to było mega utrudnienie. My byliśmy na miejscu i nie bardzo rozumieliśmy problem. Polacy to naród ludzi leniwych, problemem jest jazda 6 godzin do Wrocławia, żeby zobaczyć Melvinsów, a co dopiero jakieś drugoligowe stonery w Wawie :) Zdradzić mogę, co do zmian naszych organizacyjnych, że drugą edycję planujemy rozbić na dwa dni. Pierwszy na początku wakacji, drugi pod koniec. Coś na kształt ROck In Summer w Parku Sowińskiego. (Więcej na temat "Days Of The Ceremony" przeczytacie w obszernej relacji z festiwalu na łamach nowego numeru "Kulturki", przyp.red.)
Ch-Fu: Przejdźmy do twojej macierzystej kapeli jednocześnie zostając jeszcze na chwilę w temacie "DOTC". Jak Ci się grało u boku takich kapel jak: Eyehategod, czy Crowbar? Była lekka trema, spina, czy raczej luz i rutyna?
P.R. : Rutyny to nie byyyło ! Za dobrze się bawię na koncertach, żeby traktować je rutynowo . Muzyka to nie jest coś, co mnie nudzi. Zwłaszcza na koncertach własnego bandu. Mamy spory repertuar, to nie tylko „WOOD”, czy „Flesh And BOnes”, ale także sporo kawałków, które na żadne wydawnictwo jeszcze nie trafiły, nowe utwory... Zawsze zresztą gramy trochę inaczej, bawimy się również inaczej, ludzie reagują też różnie. Na Eyehategodzie było przesympatycznie, zebraliśmy pod sceną sporo osób, daliśmy z siebie wszystko co potem przypłacaliśmy rzyganiem po kątach:) Koncert przed Crowbarem to był prestiż w każdym aspekcie. Przede wszystkim zmierzenie się z profesjonalną, dużą sceną w Progresji. W takich miejscach trzeba mieć już przygotowane tzw show... Po prostu profesjonalizm miejsca zobowiązuje kapelę do starania się. Nie wiem, czy wyszliśmy z tego obronną ręką, grało nam się na pewno przemiło :)
„Sami musimy stworzyć sobie sukces. Jak będziemy mieli już jakąś pozycję, to może Ci wielcy nas zauważą. Żeby nie było wątpliwości - ja chcę mieć zespół, który jest znany i poważany. Granie dla tych samych znajomych w Wawie, mimo, że przyjemne, to nie jest to co chcę robić z kapelą i ze swoją muzyką.”
Ch-Fu: Powoli wychodzicie z Warszawy, która wydaje się być dla was, hmmm nieco zbyt duszna, hermetyczna. Widzę, że szykuje się trasa po największych miastach w Polsce. Opowiedz coś o niej. Czy Vaginy zaprezentują coś specjalnego podczas swoich koncertów.
P.R. : Jest to dobre pytanie ! Na pewno aktualizujemy swój merch. Będą splity z Lucky FUneral, nowe wzory koszulek, specjalne wydanie WOOD zapakowane w drewnianą trumnę z giftami heeh, no i dużo browarów Konstancin heeeh. Muzycznie zaś to będzie misz- masz, albowiem nowe kawałki, które od jakiegoś czasu można słyszeć na naszych gigach nie bardzo oscylują w klimatach znanych z WOOD..
Ch-Fu: Za wami nagranie pierwszej w historii bandu płyty. Dobre recenzje, np. w Teraz Rocku, czy na różnych serwisach internetowych, blogach, koncerty u boku waszych największych bohaterów. Chyba tylko do pełni szczęścia brakuje koncertu przed Downem, czy innym Black Sabbath?
P.R. : Do szczęścia brakuje nam docenienia naszej twórczości i zaproszenia na koncerty ;) Większość imprez, które gramy organizujemy sami, albo przez znajomych naszych. Bardzo rzadko zdarza się, aby ktoś totalnie z zewnątrz zaprosił nas na regularny koncert (A „Kulturka” to co? Przypominamy gig w „Metalowcu”:), Przyp. Red.), tudzież supportowanie jakiś zagranicznych bandów. Troszkę to frustrujące, ale i budujące. Sami musimy stworzyć sobie sukces. Jak będziemy mieli już jakąś pozycję, to może Ci wielcy nas zauważą. Żeby nie było wątpliwości - ja chcę mieć zespół, który jest znany i poważany. Granie dla tych samych znajomych w Wawie, mimo, że przyjemne, to nie jest to co chcę robić z kapelą i ze swoją muzyką. Nie ma mowy o siedzeniu na tyłku i narzekaniu, że gramy koncerty w Wawie bo nikt nas nigdzie nie zaprasza.. Dlatego sami sobie organizujemy i wciskamy się w coraz lepsze towarzystwa :)
Ch-Fu: A jak oceniasz ten ostatni okres waszej, nie bójmy się użyć tego słowa: KARIERY?
P.R.: Nie ma się czego bać :) Generalnie mnożą się okazje, dzieje się sporo, na ciut wyższych obrotach niż w zeszłym roku, jednak do eksplozji vagin, jakkolwiek by to nie brzmiało, nam jeszcze daleko. Recenzji WOOda na całym świecie pojawiło się sporo, jakieś wywiady do tego, wspomniana recka w Teraz ROcku itp. To są oczywiście miłe sprawy, łechtają nasze ego, ale nie pchają kapeli mega do przodu. Pomalutku przecierają szlaki. O karierze zespołu trzeba myśleć jak o inwestycji, robić burzę mózgów a potem ładować niemałą kasę w realizowanie pomysłów. Żeby ktoś chciał zaprosić Cię na profesjonalny koncert i zapłacić Ci godziwe pieniądze, musisz Ty najpierw w kapelę zainwestować. Nic za darmo heh.. Do tego właśnie dążymy - do bycia profesjonalistami w tym co robimy. Jednocześnie jednak dbamy o to, aby na koncertach za bardzo się nie spinać tym wszystkim i wspólnie z ludźmi ładnie się bawić.
Ch-Fu: W tym roku wyjdą praktyczne trzy wydawnictwa waszej kapeli: jest płyta, wkrótce epka akustyczna i split z Lucky Funeral. Pracusie z Was?!:)
P.R.: Ten split to już wychodzi odkąd Lucky FUneral przyjechało do naszego kraju drugi raz, czyli niemal dwa lata heh. Płyta akustyczna także już niemal gotowa, zostały dwa kawałki do dogrania tylko. „Wood” również w zeszłym roku nagraliśmy. Teraz tak naprawdę ciśniemy nowy repertuar, żeby elegancko nagrać nowy pełnowymiarowy album na początku przyszłego roku. Wydaliśmy po wieeeelu perturbacjach WOODa własnym sumptem, wiemy jak to działa. Napewno uwiniemy się z jego następcą szybciej. I to jest piękne.
Ch-Fu: Split z LF wyszedł tylko jako vinyl, czy będzie również wersja CD?
P.R.: Tylko jako winyl. Miał być siedmiocalowy, a tu niespodzianka - mamy splita na 12tocalowym analogu. Na CD nie ma sensu wydawać, gdyż to tylko 15 minut muzyki. Ten split to kolejne nasze okienko na świat no i przymiarka do wydania WOODa i następnych albumów na tym nośniku.
Ch-Fu: Porozmawiajmy chwilę o waszej debiutanckiej płycie. Jakbyś mógł opisać duszne, brudne i ultraciężkie brzmienie jakie uzyskaliście na "Wood"?
P.R.: Dobry wpierdol. Zapraszam na fejsbukowy fan-page dobrego wpierdolu ! A poważniej rzecz biorąc - jest pięknie. Ja gitary nagrywałem przez dwa heady i dwie kolumny na raz, z gainem na maxa. Nie było przebacz, ani zmiłuj. Jak było trzeba
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze