Trudno mi nie pisać o tym, co mnie nosi. Najgorsze, że w kółko nosi mnie to samo. Mogłabym powracać znów i znów do tych samych tematów, dla samej przyjemności wałkowania tego wszystkiego, co i tak wałkuję cały dzień w głowie, dla przyjemności wałkowania gorejącego placka, z wysokości którego pewien mężczyzna poinformował pewien zespół, że od teraz nazywają się The Beatles, a oni odpowiedzieli mu „Dzięki Ci, panie człowieku”.
Ale do opowiedzenia historii mojego upadku przygotowałam się należycie. Wszystkie dygresje, które noszą tylko mnie, rzuciłam w kąt, zmiotłam wygodne wykręty , wypatroszyłam usprawiedliwienia przystrojone w sformułowania gładkie i gustowne jak fryzury Beatlesów. I oto stoję tu, teraz, jeszcze z nożem rzeźniczym w dłoni, i mówię: posłuchajcie.
Zaczyna się od wyznania. Wyznania przaśnych imprezek w gimnazjum, wyznania rodzinnych uroczystości, wyznania grilla ze znajomymi - wyznania szeptanego w krągłości i pęknięcia dobrze wysmażonej kiełbasy, w samo serce babcinych gołąbków, ulatującego w lepkości i duszącym zapachu sosu, którym polane są klopsiki.
- Jestem wegetarianką – wygłaszałam nieodmiennie w stronę mięsnych przysmaków, a one odjeżdżały z pewną dozą zdziwienia i być może rozczarowania.
Wszystko zmieniło się od ledwie przedwczoraj, kiedy kupiłam skórzane buty, z najprawdziwszej skórzanej skóry, tak samo skórzanej jak moja i Wasza. Wepchnęłam swoje (wciąż wegetariańskie, ale teraz przede wszystkim dwulicowe) stopy w ciało zwierzęcia, w którymś ktoś zrobił dziurki i przewlekł przez nie fluorescencyjne sznurówki. Z nieukrywaną radością i satysfakcją kicałam po sklepie obuwniczym. I nic nie będzie takie samo, moi smutni słuchacze, nic!
- Jestem wegetarianką – będę mówiła, dumna z tego kaprysu buntującej się młodości. A oni spojrzą tylko na moje nowiutkie buty i pomyślą sobie „Oho. Albo ktoś tu jest niezbyt rozgarnięty, albo mamy przed sobą do cna zakłamanego hipokrytę”. Jak to każdy, nieudolnie staram się dbać o wizerunek mój jako człowieka inteligentnego, dlatego z góry uprzedzam – jestem do cna zakłamanym hipokrytą. Nie powinnam, nie, nie powinnam mieć skórzanych butów. I tak brzmi historia mojego upadku, prosta, ale chwytająca ze serce każdego nastolatka rozdartego między potrzebą nieokiełznanego konsumpcjonizmu, a chęcią bycia św. Franciszkiem czy innym dobrym świętym od niezjadania zwierzaczków.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze