Klaudiusz Grabisna urodził się 44 lata temu w Zabrzu. Urodził się z zespołem Downa, co określiło jego drogę życiową, przynajmniej w początkowym okresie. O to, by nie czuł się wykluczony, walczyła mama Marianna Grabisna. Cały czas próbowała zachęcić go do tej lub innej formy aktywności. Najczęściej odwiedzała z synem warsztaty terapii zajęciowej. Klaudiusz uczestniczył w różnych zajęciach, między innymi brał lekcje gry na gitarze. Niewiele z tego wychodziło. Chłopak był niecierpliwy. Zaraz chciał być wirtuozem i gwiazdą estrady. - Z kolei gdy przynosiłam z pracy duże arkusze papieru, by mógł rysować – mówi pani Marianna – on zamazywał je na czarno. - Badająca go pani psycholog twierdziła, że to bunt. Matka jednak nie opuszczała rąk. Próbowała znaleźć mu zajęcie dające ujście emocjom. Wreszcie trafiła do Sochaczewa. A właściwie wróciła po 50 latach do rodzinnego miasta. Tu była ich rodzina. Między innymi rodzina byłego burmistrza Bogumiła Czubackiego. Klaudiusz trafił do Chodakowskich warsztatów terapii zajęciowej. Było to dokładnie 11 lat temu. Jego zdolności szybko dostrzegła instruktorka plastyki. - Spodobało mi się, jak rysował. Niby to było naiwne, ale jakoś inaczej – mówi Barbara Derda. – Zaczęliśmy więc próbować robić coś razem. Pomyślałam, że te rysunkowe formy, które są wyrazem jego widzenia świata, należałoby wypełnić kolorem. Chciałam, aby jego prace nie były tylko dziecięcym rysunkiem, ale czymś bardziej uniwersalnym, atrakcyjnym również dla osób dorosłych. Po wielu próbach doszliśmy do wypełniania rysunku kropkowaniem, co Klaudiuszowi zaczęło odpowiadać. Przy okazji z prostych rysunków powstawać zaczęły formy o większej przestrzeni, intensywnej kolorystyce i dużym ładunku emocjonalnym. Po paru wystawach (w tym indywidualnych), kilku nagrodach na konkursach i sprzedaniu pierwszych obrazów Klaudiusz Grabisna poczuł swoją wartość. - Kiedyś nawet powiedziałam w towarzystwie – mówi mama Marianna Grabisna – mój kochany Nikiforek! Ale od razu zwrócono mi uwagę, że to nie żaden Nikiforek, tylko artysta Klaudiusz Grabisna. Od tego czasu, gdy syn odbiera telefony, zawsze mówi: Słucham, tu wielki malarz Klaudiusz Grabisna!”. Klaudiusz pytany o inspiracje, o to, skąd biorą się jego stwory, wyjaśnia, że bardzo lubi przyrodę i geografię. I takie filmy ogląda w telewizji. Potem przetwarza je po swojemu. Ale zaraz dodaje, że jest wielkim kibicem Górnika Zabrze, przecież na Śląsku się wychował. Klaudiusz ma jeszcze jedna niespotykaną umiejętność. Potrafi naśladować języki z całej kuli ziemskiej. Wychwytuje natychmiast ich melodię do tego stopnia, że nie znając znaczenia słów, poprzez ich brzmienie wyczuwa nastrój rozmówcy. Bliskie mu osoby są w stanie przytoczyć wiele takich zdarzeń. To fantastyczna rzecz. - Jego twórczość – mówi Barbara Derda – to właściwie zdobienie płótna. Nie zagłębia się w symbolikę czy inne meandry sztuki. Natomiast gdy na obrazy Klaudiusza patrzy ktoś inny, często dostrzega w nich znacznie więcej. Ta twórczość jest tak naturalna jak oddychanie. Jak twierdzi Barbara , Klaudiusz ma już osobowość prawdziwego twórcy. Bardzo dużo maluje i zyskuje uznanie. Pomaga mu w tym warszawskie stowarzyszenie „Awangarda”, które zauważyło tego niekonwencjonalnego artystę dzięki działaniom Barbary Derdy. Teraz to oni organizują mu wystawy, aukcje, uczestniczy w plenerach z artystami zawodowymi. Tam wszyscy są równi. Jeśli zapytalibyśmy, kto jest najlepszym malarzem, to każdy powiedziałby, że on. Im zawsze wszystko się udaje. Podobnie jest z Klaudiuszem, tylko że jemu udaje się rzeczywiście. Bo w sztuce tak właśnie jest. Liczy się tylko talent, świeżość i oryginalność. Po warszawskich ulicach jeżdżą już nawet samochody z maskami udekorowanymi motywami z obrazów Klaudiusza. To duża nobilitacja. Kiedyś prowadził aukcję swych prac razem z Szymonem Majewskim. Zapraszany jest też na bale na przykład prawników, gdzie wszyscy się bawią, ale jest też aukcja obrazów i osiągają one znaczne sumy. Klaudiusz świetnie tańczy. Jest też wielkim estetą. Podobają mu się wyłącznie kobiety przecudnej urody. Na balach obtańcowuje więc wszystkie najładniejsze panie. „Awangarda” sprawiła, że żyje pełnym życiem. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze