Reklama

Wrzuć monetę - felieton

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
24/07/2007 07:47
Niedawno wspominałem na tej stronie o wizycie w Sochaczewie dwójki turystów, którzy chcieli zwiedzić ruiny zamku. Nie zwiedzili jednak, bo nie znaleźli nigdzie punktu sprzedaży biletów wstępu na nasz zabytkowy obiekt. Gdyby bilety kupili i na górę wleźli, to mogliby, choć to byłoby zaskakujące, ale w końcu ludzie mają różne preferencje estetyczne, więc mogliby... zachwycić się widokiem naszego miasta. Proszę zauważyć, jak wielkiego lokalnego patriotyzmu trzeba, aby taką myśl sformułować!
Jakby już się zachwycili, to zapewne zapragnęliby do nas wrócić. A co robi się w takich przypadkach? Oczywiście wrzuca monety do fontanny na głównym placu miasta. Z tej turystycznej fanaberii żyją, a właściwie piją, tysiące smakoszy najtańszych jaboli na całym świecie. Po wizycie wycieczki mają za co ucztować do wieczora. A u nas co? Wodotrysk na placu Kościuszki nie ma misy z wodą, więc turyści nie mają gdzie tych monet wrzucać.
I ja już wiem, dlaczego fontanna nasza się psuje, bo co bardziej spragnieni powrotu do wietrznego miasta Sochaczewa wtykają monety w te dziurki, z których tryska H2O. A co mają robić? Jakbyśmy mieli fontannę jak Pan Bóg przykazał, z basenikiem na wodę, o co postulowałem przed remontem placu, również klienci sklepów przy ul. Pokoju przestaliby być nagabywani o sponsoring na jeden czy dwa złote, bo spragnieni obywatele pilnowaliby utargu przy fontannie, powiększając walory egzotyczne placu.
Niestety mamy co mamy, czyli strzelające z ziemi bicze wodne i nawet szkoda, że są terapeutycznie niewykorzystane, zwłaszcza, że jak słyszałem, ostatnie zapisy na szpitalną rehabilitację przypominały szturm powstańców na Belweder w listopadzie 1830 roku. Podobno szli jak burza, na przedzie ci z łękotkami, potem zwichnięte stawy, a za nimi krzywe kręgosłupy. Wygrali ci najsprawniejsi, których jeszcze opłaca się leczyć. Reszta na bicze na plac Kościuszki. Wystarczy dobrze się nastawić, a i ruchu się zażyje, bo nigdy nie wiadomo, z której dziurki siknie.
Niestety nie dotyczy to turystów, chyba, że zorganizujemy turnusy lecznicze dla połamańców. Słuchajcie, to jest pomysł! Jeździłoby się do Sochaczewa do wód, jak do Ciechocinka. Ile by tu przyjechało kuracjuszek! I kuracjuszy! Interes by kwitł, za przeproszeniem, a prokreacja rosła. Ze dwa sezony i już w najbliższych wyborach, po przekroczeniu 40 tysięcy mieszkańców, wybieralibyśmy nie burmistrza, a prezydenta.
Dość jednak marzeń, trzeba zastanowić się nad tym, gdzie by ci turyści mieli forsę wrzucać. Może z mostu do rzeki, ale wtedy umarł w butach, nikt jej już ze szlamu nie wyciągnie. Mogłoby też dochodzić do wypadków, bo ludzie w potrzebie nurkowaliby do skutku. Zresztą monety mogłyby być połykane przez ryby. A propos ryb, to słyszałem, że w Łowiczu jest taka fontanna z wodą, do której przyjezdni wrzucają moniaki. Do niej ktoś inny wpuścił ryby, ale szybko zdechły. Może nałykały się żelastwa i się potopiły, bo nie mogły wypłynąć na powierzchnię. Tyle, że u nich w Łowiczu mają nie tylko fontannę. Przy Starym Rynku jest mianowicie kamienica, której bramy strzegą dwa krasnale z żeliwa. Istnieje przekonanie, że jeśli się któregoś złapie za nos, to niechybnie do Łowicza się wróci.
Gdybyż i u nas znaleźć takiego z dorodnym nochalem do łapania to problem wody by zniknął. A tak, chociaż Pinokiów ci u nas pod dostatkiem, to wodzić się za nos nie dają. Potrzebne jest nam zatem obfite lanie wody, ale na to zawsze możemy liczyć.

Sławomir Burzyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości