Wspomnienie o Władysławie Dudzińskim. Bieg ukończyłem
Tygodnik Ziemia Sochaczewska
10/06/2008 12:34
Wspomnienie o Władysławie Dudzińskim. Bieg ukończyłem Kiedy w styczniu tego roku przeprowadzałam z Władkiem wywiad z okazji 45-lecia „Szaraka”, wiedziałam, że od dawna choruje, nie sądziłam jednak, że będzie to nasza ostatnia rozmowa do gazety. On miał zawsze tyle planów, tyle rzeczy do zrobienia. Rozmawialiśmy nawet o 50-leciu klubu... Znałam go od lat 80., kiedy pracowałam w klubie „Cegiełka” i kiedy „Szarak” znalazł tam swoją siedzibę. Władek był wyjątkową osobą. Posiadał w sobie niespożytą energię i taką ogromną pasję, którą zarażał innych. Umiał realizować wielkie przedsięwzięcia, jak choćby motocrossy z udziałem najlepszych zawodników z Polski, ale potrafił też pochylać się nad drobnymi sprawami zwykłych ludzi, swoich kolegów, znajomych. Miał wielkie serce i wyjątkowy dar zjednywania sobie ludzi, umiał rozmawiać ze wszystkimi. Zorganizował setki imprez, wychował rzesze motocrossowców, w kwestii motorów był wielkim fachowcem i niekwestionowanym autorytetem, a jednocześnie człowiekiem niezwykłej skromności. Lubił mówić o innych, o ich osiągnięciach, zasługach. Sam zasłaniał się rondem wielkiego kowbojskiego kapelusza, a przecież miłością do dwukołowców zaraził pół Sochaczewa. Jako zawodnik odnosił wielkie sukcesy, jako trener i działacz sportowy był wiele razy nagradzany, dwukrotnie otrzymał nominację do tytułu Sochaczewianina Roku. Zapewne dlatego w minioną sobotę u św. Wawrzyńca żegnały go tłumy. „ Potrzeba wielkiej uroczystości, aby świątynia była tak zapełniona. I szczególnej osoby – mówił w ostatnim pożegnaniu ks. Maciej Mroczkowski, proboszcz parafii w Kurdwanowie, gdzie od 5 lat Władek organizował słynne cross country.- Zarówno Sochaczew, jak i Kurdwanów zawdzięczają tej osobie wiele”. Władek nigdy się nie skarżył, nawet w ostatnich miesiącach choroby nie narzekał, mówił tylko „wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że wysiadło mi podwozie”. Miał 72 lata, ale ani na nie nie wyglądał, ani pewnie się nie czuł. Do końca zachował duszę dwudziestoparolatka. „W dobrych zawodach wystąpiłem. Bieg ukończyłem. Wiary ustrzegłem.” – takim pięknym fragmentem Ewangelii, w samo południe, w sobotę 7 czerwca, żegnał Władysława ks. Mroczkowski. I mieliśmy wrażenie, że to sam Władek staje przed nami i melduje wykonanie zadania. Odpowiedział mu ryk motorów na kościelnym dziedzińcu i klaksony samochodów towarzyszących w jego ostatnim biegu... Często słyszymy, że nie ma ludzi niezastąpionych. W tym wypadku powiedzenie to nie ma zastosowania. Władka nie da się nikim zastąpić. Jolanta Śmielak - Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze