Naprawdę już nie wiem, co mogłoby sprawić, żeby obywatele mojego miasta poszli za mną... – załamuje ręce jeden z kandydatów na posła. Nagle słyszy głos z góry: - Zwołaj jutro ludzi nad Bzurę, sprawię, że przejdziesz rzekę suchą nogą. Wtedy ci uwierzą. Kandydat zwołał mieszkańców nad brzeg, pozdrowił wszystkich i zaczyna stąpać po falach. Wszyscy oniemieli, tylko dwóch kolesiów siedzących przy winku rodzimej produkcji przygląda się temu cudowi bez emocji, a jeden mówi: - Popatrz Józuś, nawet pływać nie umie. Ludzie u nas są naprawdę dziwni, najpierw nie poszli do wyborów, by potem krytykować kandydatów, że mandatu nie zdobyli: - Wiedziałem, że się nie dostaną, to po co miałem głosować – powiedział jeden znajomy. I nie pomogły żadne obiecanki, bo ludzie z góry wiedzieli, że przed wyborami można obiecać wszystko, nawet zbudowanie mostu tam, gdzie nie ma rzeki. Nieopatrznie postąpił jeden z naszych polityków, obiecując kiedyś zbudowanie mostu tam, gdzie rzeka była. I teraz ma z tym problem, a gdyby zrobił jak wyżej, sprawa byłaby prosta. Nie ma rzeki, nie ma mostu. Choć bywają wyjątki, jak w stolicy, gdzie most wzdłuż rzeki postawiono. Chociaż prawdę mówiąc, polityk sam na ogół nie wierzy w to, co mówi, dlatego jest zaskoczony, gdy mu inni uwierzą. Tak więc, obiecanki cacanki, a potem to tylko straszą, żeby za często nie otwierać lodówki, bo freon się wydziela i dziura ozonowa oraz budżetowa coraz większa. Dlatego ogłoszenia w prasie i plakaty wyborcze nie przyniosły w Sochaczewie powodzenia żadnemu z dwunastu lokalnych kandydatów. Wyborcze hasła zapewniające, że kandydat ma power i możliwości, by naprawiać świat, nie przekonały mieszkańców. Może lepiej by było, gdyby się trochę nad sobą poużalali, bo u nas ludzie uczuciowi i lubią niedorajdy. Zamiast buńczucznego hasła, mógłby taki pojęczeć, że ma wrzoda, że żonie portfel ukradli, że mu zaczęły wychodzić włosy, a na dodatek malucha mu obtarli. Socjotechnika wyborcza naszych zawiodła, a przecież wiadomo, że rasowy ( nie mylić z razowym) polityk, aby zdobyć mandat, zrobi wszystko... nawet patriotą zostanie! A tu dwie najmocniejsze lokomotywy swoich partii w mieście i powiecie, Tomaszewski i Popiołek, w sejmowych fotelach nie zasiądą. Ale ich partie owszem. W ogóle, gdyby to zależało od nas, to zupełnie inny byłby rozkład miejsc w Sejmie. PiS układałby się teraz z Samoobroną, a na premiera delegowano by Renatę, bo ma maturę, zaś Rokita musiałby obejść się owsem. Na sochaczewskich wsiach wygrała Samoobrona, przed drugą partią chłopską PiS-em, bo tam też chłopy jak spod ksero, jeden w drugiego stoją i tym samym głosem mówią. Natomiast Platforma na wsi przegrała, ale jak miała wygrać, kiedy chłopy platformami to gnój na pole wożą. Chociaż inna na liście Platforma... Janusza Korwina – Mikke, na wsi wypadła równie dobrze jak w mieście, ale to zapewne dlatego, że i rolnik lubi se czasem dziwadło jakoweś pooglądać. Generalnie słabo wypadła Polska Partia Pracy, nic dziwnego jednak, bo w mieście pracy brakuje, na wsi zaś roboty jest od cholery, i to, i to niedobre. Z tych bardziej znanych najgorzej poszło Partii Demokratycznej. 268 głosów w mieście i powiecie razem oznacza, że ludzie uznali, iż Unia jest już wolna. Okazało się też przy okazji, że tylko 19 sochaczewian pragnie Narodowego Odrodzenia Polski, tyle samo na wsiach, z tym, że w Młodzieszynie i Brochowie po jednym. Bo u nas od rodzenia to są kobiety, co im ostatnio też fatalnie, przepraszam za wyrażenie, wychodzi. I to należałoby najpierw poprawić. Stąd moje hasło do nowych parlamentarzystów: „ Zamiast piep... na mównicy, zrób to samo w swej łożnicy”. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze