The Washing Machine – Rock’n’roll z wnętrza pralki
Mateusz Dzierżyński: Podobno nigdy nie dajecie plamy – to prawda? Stwierdzenie to tyczy się waszej muzyki, czy też życia osobistego?
The Washing Machine: Dotyczy zarówno muzyki jak i naszego osobistego życia. Rock ’n’ Roll - nie jesteśmy ckliwymi chłopczykami z gitarkami. Zawsze kiedy pada to stwierdzenie mamy przed oczami Josha Homma z QOTSA i Liam Gallaghera z Oasis. Wiadomo, o co chodzi. Nie ma pierdolenia!
MD: Założyć grupę na jakiejś bliżej nieokreślonej imprezie - skąd taka decyzja? Znudziliście się waszymi poprzednimi składami? A może była to chęć spróbowania czegoś nowego?
TWM: Każdy z nas grał wcześniej w innych kapelach. Pewnego razu postanowiliśmy połączyć siły i zrobić coś wspólnego. Stare składy nie miały odwagi i dojrzałości do muzyki, dlatego postanowiliśmy zjednać siły i zrobić coś porządnie. Myślę, że udaje nam się to bardzo dobrze jak na razie (www.myspace.com/washingband).
MD: Większość gwiazd i zespołów decyduje się na karierę zagranicą dopiero po uzyskaniu sukcesu w Polsce - co więc wam strzeliło do głowy z zagraniczną trasą koncertową? W końcu wasza pozycja na rynku jest teoretycznie wciąż niewielka…
TWM: Chyba potrzebowaliśmy nowych wrażeń. Zagraniczną trasę koncertową ochrzciliśmy nazwą "Dirty Money Dirty Tricks". Na tym ponad 2-tygodniowym wyjeździe tak naprawdę zrozumieliśmy, co to jest kapela i o co w tym wszystkim chodzi. Nie są to tylko ładne i modne ciuszki, a koncerty to nie cholerne wycieczki krajoznawcze. Mieliśmy tego pecha, że kolesie z zespołu, z którymi wyjechaliśmy na trasę okazali się totalnymi skurwielami. Nie daliśmy sobie wejść na głowę. Wiesz, kiedy 24 h na dobę przebywasz z osobami, które mają watę zamiast mózgu to w końcu musisz pęknąć. Ostatecznie skończyło sie tym, że pokazaliśmy im środkowy palec a resztę trasy dokończyliśmy samodzielnie. Jeżeli chcą konfrontacji, wiedzą gdzie można nas znaleźć. W tym roku na pewno zawitamy do Londynu z koncertami, ale na obecną chwilę niech pozostanie to tajemnicą. Wszystko wyjaśni się na dniach. MD: W „Łodzi Kaliskiej” odbył się 20 maja 2009 m.in. wasz koncert. Zapis tego wydarzenia ukazał się na składance z alternatywnymi kapelami z całej Polski - była ona dostępna jako dodatek do gazety Wyborczej. Jak czujecie się z takim wyróżnieniem? Możemy założyć, że poznało was nagle ponad 80 tysięcy ludzi…
TWM: Jest to na pewno spore wyróżnienie. Myślę, że dla wszystkich zespołów, które znalazły się na w/w wydawnictwie była to spora reklama. Nie każdy przecież ma sposobność trafić na nasz czy inny zespół. A tak kupuje gazetę, dostaje płytę i zapewne nie wyrzuci jej do kosza, a sprawdzi jej zawartość. Może wówczas ktoś zainteresuje się danym zespołem, może pójdzie nawet na koncert. Nazwa zawsze pozostanie w głowie, a przecież o to chodzi.
MD: Dlatego zdecydowaliście się umieścić na tej składance 2 nagrania „live” - lepiej wypadacie na żywo, niż w idealnie dopieszczonym materiale studyjnym?
TWM: Koncerty od zawsze były dla nas najważniejszym miernikiem jakości zespołu. To one pokazują prawdziwe oblicze zespołu. W dobie tak zaawansowanej techniki nagrywania studyjnego można stworzyć wypicowane do granic możliwości albumy. Nie o to jednak chodzi. W naszym przypadku staramy się uchwycić dany moment zespołu i przenieść to na nagrania. Wracając jednak do tematu przewodniego to założeniem organizatorów koncertu w Łodzi Kaliskiej było pokazanie zespołów od strony koncertowej. Taka jest formuła wydawnictwa. Otrzymujemy nagrany materiał i sami decydujemy, które utwory wejdą na w/w wydawnictwo. Później zostaną one profesjonalnie zmiksowane i trafią na płytę.
MD: Który z waszych dotychczasowych utworów uważacie za najlepszy? A może traktujecie wszystkie swoje utwory na równi?
TWM: Myślę, że każdy utwór traktujemy na równi. Każdy utwór oddaje jakiś moment w historii zespołu. Numery takie jak „You Don’t Know”, „These Days”, „Burn Your Broken Heart” powstały podczas naszego pobytu w Londynie. Do dzisiaj mamy zachowane pierwotne wersje tych kawałków, ale np. kawałek „Komplikacje” został złożony podczas jednej próby i nagrany dosłownie na szybko w drodze pomiędzy następnymi koncertami. Każdy utwór tak, więc pozostaje na równi z innymi, każdy opowiada jakąś historię tego zespołu.
MD: Pełnoprawny longplay - kiedy możemy się go spodziewać?
TWM: Materiał na cały longplay mamy gotowy od dawna. Jesteśmy obecnie zespołem koncertowym, bez płyty, klipu, czy singla, ale na dobrej drodze do wydania płyty :) MD: Słuchacie tylko alternatywnych brzmień? Co znaleźlibyśmy na waszych mp3-jkach, gdybyście je zgubili?
TWM: Oj znalazłoby się sporo ciekawych rzeczy np. Michael Jackson, Crystal Castles, Oasis, The Subways, Blood Red Shoes, Foo Fighters, The Passions, PJ Harvey. Słuchamy bardzo dużo wszelakiej muzyki. Jesteśmy otwarci na nowe brzmienia. Mateusz Dzierżyński m.dzierzynski@wp.pl
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze