Reklama

Wywiad z Tymonem Tymańskim

Kulturka
18/03/2014 21:29

Jestem pier......m romantykiem.” - wywiad z Ryszardem „Tymonem” Tymańskim


Sowizdrzał, frant, sumienie polskiej alternatywy, happener, wariat z twórczym AD/HD. Założyciel i twórca polskiej sceny yassowej, prowadzący audycje radiową „Ranne Kakao”. A z drugiej strony praktykujący buddysta, ceniący medytację i ciszę nad wielkomiejskim zgiełkiem. Jedyny w swoim rodzaju Ryszard „Tymon” Tymański przed Wami w obszernym wywiadzie jaki miałem przyjemność przeprowadzić po koncercie artysty w sochaczewskiej „Pełnej Qlturce”.

Reklama


Wywiad z Tymonem przeprowadzałem wraz z koleżanką Anetą Tomaszewską w sporym gwarze. Rozentuzjazmowany tłum po ponad dwugodzinnym koncercie Tymon Tymański & The Transistors jeszcze nie doszedł do siebie. Co chwila ktoś robił zdjęcie, prosił o autograf, czy przybicie piątki, a Tymon jak na buddystę przystało, ze stoickim spokojem nikomu nie odmawiał. Pytania zadawaliśmy w zasadzie pomiędzy tymi wszystkimi wydarzeniami stąd ciężko było o składny wywiad. Druga sprawa to jego spisanie. Hałas był taki, że prawie niemożliwością było przebić się przez tę ścianę dźwięków. Jednak mam nadzieję, że efekt finalny nie jest najgorszy.

Reklama

No to zaczynamy!


Łukasz „Ch-Fu” Szewczyk: Zacznijmy nietypowo od „Polskiego Gówna”. Wiadomo, że tkwimy w nim na co dzień, ale kiedy Twoje „Polskie Gówno” wreszcie wypłynie? Jak sprawy zostały posunięte, że tak powiem? Kiedy film ujrzy światło dzienne?


Tymon: Jesteśmy na etapie postprodukcji, więc film został skończony na etapie montażu. Pozostała nam praca nad soundtrackiem, udźwiękowienie i tego typu detale. Tak naprawdę to zostały jakieś trzy miesiące do odniesienia sukcesu jakim będzie zakończenie całego filmu i jego wdrożenie, zaprezentowanie. Ostatnio rzutem na taśmę udało nam się wejść do Film It-u, domu produkcyjnego Darka Pietrykowskiego, producenta znanego z tak wielkich produkcji jak choćby filmy Wojtka Smarzowskiego: „Wesele”, czy „Dom Zły”. Pokazaliśmy pierwsze efekty Wojtkowi Smarzowskiemu i muszę przyznać, że był on pod dość dużym wrażeniem.

Reklama


Ł.Sz: A jaka była właśnie rola Wojtka Smarzowskiego w powstawaniu filmu?


T: Duża. Bardzo nam pomógł, popchnął film do przodu na płaszczyźnie scenariusza. Dał nam wiele cennych porad, co mamy zmienić, co ulepszyć, pomógł również w montażu. Nie olał nas.


Ł.Sz: A co sądzisz o jego nowym filmie „Pod Mocnym Aniołem”?


T: Wiesz, jego ostatnie filmy do końca do mnie nie trafiają. Jego najlepszym moim zdaniem filmem jest „Wesele” i „Róża”. Jestem ich wielkim fanem. Nie powinienem za dużo mówić na ten temat bo bardzo szanuję Wojtka.

Reklama


Ł.Sz: A nie uważasz, że w swoich ostatnich filmach wpadł nieco w taki schemat?


T: Tak, i on o tym wie.


Ł.Sz: Może jest tak jak nawet z tymi największymi reżyserami na świecie jak np Haneke, że wchodzą w jakiś bardziej komercyjny projekt, by móc potem stworzyć coś bardziej artystycznego?


T: Tak, jak każdy reżyser ma swój lepszy i gorszy okres. Film „Dom Zły” był przygotowany np. bardzo długo i dokładnie, a „Drogówka”, czy „Pod Mocnym Aniołem” są robione nieco taśmowo. Ja mu mimo wszystko winszuję, że nadal trzyma poziom.

Reklama


Ł.Sz: Ostatnio, gdy rozmawiałem z Grzegorzem Halamą zarzuciłem pomysł byście przyjechali razem z nim i Robertem Brylewskim, by urządzić projekcję filmu wraz z koncertem. Nie ukrywam, że pomysł ten bardzo mu przypadł do gustu, a Ty co o tym sądzisz? Czy jest planowana w ogóle taka trasa promująca film?


T: Jak najbardziej jestem za. Obecnie myślimy o tym, by film umieścić na największych letnich filmowych festiwalach w Polsce, z Gdynią na czele. Jesteśmy w dobrych rękach Film It-u, więc na pewno z promocją nie będzie problemu. Możemy pracować na spokojnie.

Reklama


Ł.Sz: Brałeś udział w ważnych projektach artystycznych, performatywnych typu TotArt (gdańska radykalna grupa perfomerska działająca od połowy lat 80-tych do początku lat 90-tych, przyp. Red.) Czy myślisz, że czegoś takiego obecnie brakuje? Jest za grzecznie może?


T: Nie wiem czy coś takiego by w obecnych czasach pasowało. Na pewno anarchia jest dobra, ale też przeniosła się do innej przestrzeni jaką jest internet.


Ł.Sz: Wróćmy do wcześniejszych czasów, których krajobraz w Polsce współtworzyłeś. Wiadomo, że było takie zjawisko jak TSA (Trójmiejska Scena Alternatywna, przyp. Red.), z której wyłonił się następnie yass, lata 90-te dla polskiego rock"n rolla były bardzo barwne: grunge itp. klimaty. Obecnie wyczuwasz jakiś nowy trend, który mógłby poruszyć tą polską scenę, młodzież?

Reklama

Aneta Tomaszewska: Nawet nie chodzi o nowy trend tylko o szukanie tego co najważniejsze jest w życiu.


T: Rock jest niestety taką materią, której moc nieco wygasła. Uważam, że rock się skończył, choć może obecnie jest bardziej Barok. Każdy nurt ma swój czas: Rozwoju, rozkwitu i upadku i tak też jest z rockiem. Brakuje jakiegoś pierdo.....ia.


Ł.Sz: A to co robi np. Jack White i Josh Homme? Dla dzieciaków jest to coś nowego, a dla Ciebie?


T: To jest fajne, ale jednak wtórne. Bawi mnie ta idea wskrzeszania surowego rocka i bluesa, ale jednak nie wali na kolana.

Reklama


Ł.Sz: Mówisz, że rock umiera powoli, a jak to wygląda z jazzem obecnie? Śpiewałeś swego czasu: „Polski jazz jebał pies”.


T: Z jazzem jest podobnie bardzo. Uważam, że od 20lat nic nowego nie powstało. Tak samo jest w hip-hopie, muzyce elektronicznej, w rocku. Co nie znaczy jednak, że brakuje ciekawych ludzi, ciekawych artystów. Można zobaczyć pełno freaków w internecie. Mówię raczej o pewnym impecie, brakuje nieco nowej siły. Jest to naturalna śmierć. Rock przestał być młodzieżowy w pewnym sensie. Rock"n roll stracił swój monopol na bunt. Zdezaktualizował się tak samo jak hip-hop. Kiedyś był Elvis, Chuck Berry, Beatlesi, Stonesi, było to jednak w miarę powtarzalne. Istniało kilka stylów: jazz, rock, pop. Obecnie jest tyle stylów, że ciężko się w tym połapać, ale brak jakiejś jasności przekazu, klarowności.

Reklama


Ł.Sz: Wróćmy jeszcze na moment do TotArtu i jego założyciela, Zbigniewa Sajnoga. Wiem, że koleżka odjechał dość mocno w jakieś dziwne klimaty: sekta itp. Z Twojej książki wynika, że prześladował Cię. Utrzymujesz z nim obecnie kontakt?


T: Troszkę. Ja go nie unikam. Zbyszek obecnie kończył przypisy do Biblii. Wiesz, z tysiąc stron, jakieś dziwne klimaty.


Ł.Sz: A Robert Tekieli?


T: Robert Tekieli jest pedałem. Żartowałem oczywiście, nie jest pedałem, nie widziałem go strasznie dawno, ale ma dziwne akcje. Ostatnio np. wynalazł, że serek kozi kosztował w jakimś supermarkecie 6,66zł. On ma swoją własną, prywatną krucjatę. My jesteśmy dla niego synami szatana i wszyscy znajomi, z którymi miał kiedyś do czynienia też. Ja z tymi „Synami Szatana” żyję dobrze. Tak, więc to świr i raczej nie chcę mieć z nim nic do czynienia.

Reklama


Ł.Sz: Wróćmy może do Twojej książki, która niedawno wyszła („Tymon Tymański. Autobiografia. AD/HD”, przyp. Red.). Pojawia się tam wiele nazwisk w kontekście już omówionych zjawisk takich jak: Paweł „Konjo” Konnak, czy Andrzej „Kodym” Kodymowski. Wiem, że byłeś niegdyś fanem Apteki, Pancernych Rowerów, Bóm, Wakacje w Rzymie. W jakiej jesteście obecnie komitywie?


T: Lubiłem Aptekę i to co robił Kodym. Myślę, że jest miłym człowiekiem, trochę przećpanym, ale lubię go...z daleka. Nie jest to osoba z którą chcę się przyjaźnić, ale szanuję go.


Ł.Sz: Powiedz mi jeszcze taką rzecz związaną z książką. Jak Ci się rozmawiało z Rafałem Księżykiem? Wcześniej mu się również fajnie otworzył Robert Brylewski w swojej książce.


T: Bardzo, że się tak wyrażę to gość twórczy, asertywny. Było super.


Ł.Sz: Wasze rozmowy to był zapis spotkań z jakiegoś okresu. Wy się widzieliście? Nie był to wywiad mailowy?


T: Tak, tak. Odbywały się często po moich audycjach porannych „Ranne Kakao”. Rozmawialiśmy po dwie godziny. Często byłem zmęczony. Współczułem mu tego strasznie, bo to był totalny bełkot i później już uzupełnianie tekstu odbywało się drogą elektroniczną. Ta książka nosi znamiona pracy korekcyjnej... mojej, ale również redakcyjnej wydawnictwa. Ma ona ciekawy charakter biograficzny, na co duży wpływ ma „uważność” mojego rozmówcy, jego elokwencja, wiedza muzyczna, nie tylko zresztą.


Ł.Sz: Czujesz, że jest nadal popyt na Tymona? Jak się książka sprzedaje? Ja muszę powiedzieć szczerze, że miałem problemy z zakupieniem jej w Empiku. Pan sprzedawca musiał się jej mocno naszukać i po paru minutach przyszedł z ostatnim egzemplarzem to chyba źle nie jest (śmiech)?


T: Książka sprzedaje się bardzo dobrze. Jestem tym miło zaskoczony. Ja niezależnie od tego co będzie się działo będę się starał robić swoje i nadal będę to robił. Jestem pierdolonym romantykiem.

Ł.Sz: Jesteś sumieniem polskiej alternatywy?


T: Nie róbmy wiesz jakiegoś dziwnego klimatu typu stawianie pomników. Nie ma co dorabiać do tego fałszywej ideologii.


W tej chwili wywiad przerwała kolejna fanka Tymona. Dziewczyna pochwaliła się, że jej syn będzie miał na imię Tymon. Zażartowaliśmy, że jeśli coś nie wyjdzie i będzie córka to mimo wszystko dostanie na imię Tymon.W międzyczasie Tymon rysował dla jeszcze nienarodzonego Tymka gitarę na pierwszej stronie swojej książki


Ł.Sz: Opowiedz mi o tym słynnym zdjęciu, na którym jesteś nago z tym językiem z mięsa.


T: To było z jakimś wołowym językiem. Gazeta, bodajże „Jazz Forum” chciała bym podesłał im zdjęcie do okładki. Miałem inne, ale mojej ówczesnej żonie się ono nie podobało. Powiedziała, że ma lepsze i zrobiła mi własną sesję w Berlinie.


Ł.Sz: Wiadomo, że trzeba promować „Wielkość Artysty” (śmiech)


Aneta: Chciałam Cię spytać o ideały, którymi się kierujesz.


Ł.Sz: „Ideały sierpnia”(śmiech)


Aneta: Czy ideały u Ciebie się zmieniały na przestrzeni dajmy na to dwudziestu lat? Jak wyglądały w latach 70-tych, czasach punkowych, a jak obecnie?


T: Ja jestem artystą nadal alternatywnym, ale ta moja alternatywność powoli spada, że się tak wyrażę. Ponieważ najwięksi artyści nie zadają sobie pytań typu: "Alternatywa czy nie?" W latach 60-tych nie było podziału na pop bardziej czy mniej alternatywny. Oczywiście byli Beatlesi bardziej radiowi, niż np. Doorsi, którzy byli mroczniejsi. Jak np. na płycie „Soft Machine”. Można z perspektywy czasu powiedzieć, że byli bardziej alternatywni. Wiąże się to jednak moim zdaniem z tym, że w latach 70-80 zaczęto robić większą kasę z muzyki, zespoły synth-popowe i w opozycji do nich powstawały np. kapele punk rockowe. Chociaż moim zdaniem to nieco sztuczny podział. Albo masz talent albo nie masz talentu.


Ł.Sz: Wiem, że masz w zanadrzu wiele niewydanych, ale nagranych utworów, czy też nawet całych płyt np. Twojej pierwszej, nowofalowej kapeli, Sni Sredstvom za Uklanianie. Czy zachowały się jakieś nagrania tej kapeli?


W tym momencie wywiad przerwał nieco wstawiony fan Tymona, który zarzucił jemu sprzedaż ideałów i granie komercyjnego chłamu zamiast jazzu. Tymon wybrnął z tej sytuacji z klasą.


Ł.Sz: A Twoje niewydane nagrania z zespołem Miłość i Lesterem Bowie?


T: Jasne, że jest trochę tego i z pewnością kiedyś ujrzą światło dzienne.


Później zeszliśmy na rozmowy prywatne o dzieciach i tak doszliśmy do tematu kapeli syna Tymona.


Ł.Sz: A jak tam Twoje chłopaki. Starszy syn ma swój własny zespół: Fruitcakes?


T: Są na etapie kończenia pierwszej płyty. Muzyka beatlesowsko- marleyowska z wielogłosami.

Trochę grywam razem z synami również.


Ł.Sz: No proszę: kolejny projekt Tymona. Pozazdrościłeś chyba nieco klanowi Waglewskich? (śmiech)


T: Spoko, spoko. Jeszcze trochę czasu i tak będzie.


A: A co gra w domu u Tymona?


T: Przede wszystkim cisza. Pomaga mi uzyskać równowagę. Dużo słucham odgłosów ulicy, muzyki klubowej. Może się zdziwicie, ale np. obecnie często gości w mym odtwarzaczu nowa płyta Beyonce i niejakiego Kenye Westa. Ale ważna jest dla mnie cisza, gdy np. idę na spacer z dzieckiem do parku wtedy jestem wyłączony i wolę posłuchać ciszy niż jakiegoś hałasu.


A: Jaki wpływ na Tymona mają kobiety?


T: Kobiety są cudowne. Bardzo lubię cipki (śmiech) 


A:Czy zmieniają coś w tej ciszy?


T: Tak, oczywiście. Przeszkadzają (śmiech). Tak na poważnie to temat na dłuższą rozmowę. Ja kobiety szanuję. Mam bardzo fajną żonę, bardzo fajną mamę. Mogę z nich żartować, ale dają mi dużo siły, są niezłomne.


Ł.Sz: Oglądałeś „Nimfomankę” Larsa Von Triera?


T: Jeszcze nie.


Ł.Sz: Na koniec takie nieco tendencyjne pytanie: Jak tam Sochaczew Ci się podoba?


T: Bardzo fajne miejsce, bardzo fajni ludzie. Mam dwie przyjaciółki stąd. Panie Rozmarynowskie, które serdecznie pozdrawiam.


Ł i A: My również (śmiech)


Łsz: Powiedz na sam koniec coś specjalnego dla mieszkańców Sochaczewa.


T: Nie jest łatwo mieszkać w Sochaczewie, w Gdańsku, czy w Warszawie również, ale trzeba dać radę, trzeba wytrzymać. Przykładem jest np. ten klub, że można coś ciekawego stworzyć, jakąś kulturę, alternatywę. Tego się trzymajmy.


Ł.Sz: Alternatywa jednak przede wszystkim.


T: Tak jest.


Ł i A: Dziękujemy za wywiad i cierpliwośc.


T: Dziękuję i do następnego razu.


P.S. Serdeczne podziękowania dla „Pełnej Qlturki” za pomoc w realizacji wywiadu.




Wywiad przeprowadzili: Łukasz „Ch-Fu” Szewczyk i Aneta Tomaszewska

Spisał: Ch-Fu

Zdjęcia: Robert „Pasztor” Pasztet

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama