
REGULAMIN UDZIAŁU W DYSKUSJI „20 LAT WOLNOŚCI”
1. Udział w dyskusji „20 lat wolności” jest dostępny wyłącznie dla osób zalogowanych w portalu „e-Sochaczew.pl”.
2. Aby wziąć udział w internetowej debacie wystarczy wcisnąć guzik „Komentuj”, widoczny pod tekstem będącym relacją z panelu dyskusyjnego.
3. Jeden użytkownik może zamieścić tylko jeden komentarz.
4. W debacie i konkursie na trzy najcenniejsze komentarze będą brane pod uwagę wyłącznie wpisy spełniające następujące wymogi:
- komentarze podpisane imieniem i nazwiskiem autora;
- dotyczące wyłącznie tematyki 20-lecia.
5. Dyskusja będzie moderowana, wpisy obraźliwe oraz niespełniające powyższych wymogów będą automatycznie usuwane.
6. Debata internetowa prowadzona będzie równolegle na forum e-Sochaczew.pl, zgodnie z dotychczasowymi, obowiązującymi na nim zasadami.
7. Rozstrzygnięcie konkursu na trzy najcenniejsze komentarze nastąpi 1 czerwca br.
8. Uroczyste wręczenie nagród odbędzie się 4 czerwca br.
9. Autorzy najlepszych komentarzy otrzymają nagrody w postaci książek dotyczących najnowszej historii Polski.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Podczas debaty miałem okazję zadać polityko tylko jedno pytanie. Brzmiało mniej więcej tak – czy panów zdaniem udało się w Polsce zbudować nowoczesne społeczeństwo i nowoczesne państwo na miarę Europy. Dlaczego tak, a dlaczego nie.
Moim zdaniem politycy odpowiedzieli cokolwiek pokrętnie. Zapamiętałem ministra Jasińskiego, który mówił, że w sferze edukacji tak, a w sferze więzi społecznych nie. Pozostali z polityków próbowali przekierować temat na organizacje NGO, społeczności lokalne itp. Cóż, mimo że sam z lepszym lub gorszym skutkiem staram się coś lokalnie i społecznie robić, to nie wydaje mi się, żeby to wiele zmieniało.
Nasza debata uwidoczniła mi rzecz znamienną. Oto pytanie o 20 lat naszej wolności, jest już tylko jednym z wielu pytań, jakie ginie w morzu pytań o współczesny świat. Nie tyko nasi politycy nie potrafią na nie odpowiedzieć. Robi się raczej działania mocno pozorowane, jak to czyni m.in. Barrack Obama, z którego zwycięstwa się cieszyłem, ale w którego siłę sprawczą nie wierzyłem i nie wierzę.
Chyba jest tak, że wszyscy: mali, duzi, obgaci i biedni, czujemy potrzebę zmiany, odnowy, jakiejś idei, która mogłaby nas porwać. Swoistego drugiego renesansu, który przywróciłby nam wiarę w sprawczą moc człowieka. Nic takiego nie nadchodzi. Gubimy się jedynie w niczym nie krępowanym konsumpcjonizmie i zupełnie rozwydrzonym języku mediów i Internetu. Wydawało się, że globalny kryzys będzie wiadrem zimnej wody, ale już widać, że do przebudzenia jeszcze bardzo daleko.
Nasza skromna debata uzmysłowiła mi, że nic nie jest dziś kwestią etyczną czy polityczną. Przynajmniej w tradycyjnym rozumieniu tych pojęć. Liczy się jedynie osobliwie rozumiana skuteczność. Dlaczego osobliwie? Ano dlatego, że zupełnie oderwana od naszego życia psychicznego i emocjonalnego. Oto możemy zapewnić obywatelowi plazmowy telewizor, trzy laptopy, mieszkanie i nowe auto, ale nie zastanawiamy się nawet przez moment, czy dzięki temu stał się szczęśliwszy. Przyjrzyjmy mu się bliżej. Jest zestresowany, wisi nad nim kilkanaście kredytów, które powodują wyniszczenie psychiczne i fizyczne, nie ma czasu dla dzieci i nie ma czasu na jakiekolwiek, choćby niewiele znaczące hobby czy pasje. Politycy mówią mu za to. Zrobiłeś wiele, masz to wszystko, ale stać cię na więcej. Możesz mieć jeszcze jeden samochód i jeszcze jeden dom. Podpowiemy Ci jak to zrobić. Weź jeszcze jeden kredyt, będziesz jeszcze szczęśliwszy. Kowalski, Smith i Schmidt łapią się na to. Politycy uczynią ich niewolnikami PKB i banków, w których zaciągnęli swoje kredyty, tylko po to, żeby zagłosowali na nich w kolejnych wyborach. O tak, ten mechanizm się sprawdza.
Co zobaczy Kowalski, kiedy w wieku 60 lat spojrzy wstecz? Myślę, że nie będzie wiele pamiętał ze swojego przeżytego w ciągłym, najczęściej bezsensownym, ruchu życia. Spojrzy tylko na swoje dzieci, które będą takie same jak on trzydzieści lat wcześniej.
Czy można żyć inaczej? Otóż nie. Nie ma trzeciej drogi. W tym świecie albo gnasz, albo trafiasz do rynsztoka. Stąd miliony wykluczonych, których los nie interesuje absolutnie nikogo. Oczywiście problemy te dotykają również Polskę, ale nasi goście nawet się o nie nie otarli. Być może było to wynikiem tak, a nie inaczej postawionych pytań, tym niemniej miałem poczucie pewnego braku.
Coż, prócz moich spostrzeżeń natury ogólnej wypadałoby odnieść się jednak do spraw poruszonych podczas debaty.
Okrągły Stół? Jedna z niewielu rzeczy, którą możemy się pochwalić. Nie warto jej niszczyć. Zarzut, że partia oddawała władzę w sposób kontrolowany jest co najmniej dziwaczny? Z jednej strony przypisuje się jej dawnym działaczom swoistą omnipotencję, z drugiej zarzuca, że nie postąpili jak jakiś święty, który bogactwa rozdał biednym. Kompromis to kompromis. Poza nim jest albo poddanie się, albo rewolucja. Ani jedno, ani drugie nie jest w polityce dobrym wyjściem.
Ordynacja? Przez jakiś czas uważałem że większościowa. Tylko sejm. Dziś już tak nie myślę. W polskich warunkach byłaby niebezpieczna. Może kiedyś, za 100, 200 lat do niej dorośniemy. Na razie nie ma jakichkolwiek wspólnych wartości, które powstrzymałyby „większościowego” zwycięzcę przed wycięciem w pień politycznych przeciwników. Te wartości trzeba wypracowywać.
Gospodarka? Nie znam się na tych problemach, mam tylko pewne intuicje. Jako zjadacz chleba odnoszę dziś wrażenie, że jestem plechą na której żywią się korporacje, a politykom to zupełnie w niczym nie przeszkadza. Nie warto chyba powtarzać tych wszystkich banałów, które powiedziano o kryzysie. W tym miejscu podobały mi się nawet myśl ministra Jasińskiego, choć z PiS mi nie po drodze. Państwo nie powinno ograniczać wolności gospodarczej, ale powinno stać na straży wolności jednostki. Dziś bardzo często wolność ta jest ograniczana nie przez państwowe mechanizmy polityczne, ale przez mechanizmy gospodarcze, którym państwo i politycy w ogóle nie próbują się przeciwstawiać. Długo by o tym mówić.
Rozliczenie PRL? Powiem prowokacyjnie. Jako człowiek, którego młodość powoli zaczyna mijać, przestaje mnie to zupełnie interesować. Wszystkie przestępstwa o charakterze kryminalnym powinny być ścigane. Rozliczać etycznie (cokolwiek miałoby to znaczyć) również można, tylko że pod dwudziestu latach nic już te rozliczenia nie wnoszą. Nie można powtarzać wciąż, że pan X jest zły, a pan Y dobry, bo dobro i zło nie są przedmiotem dowodów, tylko naszej wewnętrznej wolności i oceny.
Po XX latach nie czuję się jak człowiek wolny, ale nie wynika to z ograniczeń politycznych, tylko ekonomicznych i gospodarczych. A przede wszystkim z zalewu bełkotu generowanego przez media tradycyjne i elektroniczne, co mówię ze zgrozą, bo sam w budowaniu tych mediów mam bardzo bardzo mikroskopijny udział.
marc03pol. Nie wiem czy prowokujesz, czy rzeczywiście jesteś przekonany, że politycy nic nie robią. Lubię na teraźniejszość (a nawet na przyszłość) patrzeć historycznie. Od maja 1945 do teraz minęło 64 lata. Jest to chyba najdłuższy okres pokoju w Europie w ciągu ostatnich 500 lat, a może jeszcz dłużej. Powiesz - Jugosławia, racja, ale to też dowód na pracę polityków, że ten konflikt nie rozlał się na cały kontynent. Przypomnę, I wojna, Sarajewo. Nasza bezkrwawa rewolucja, to też efekt pracy polityków. POKÓJ jest dobrem największym i jeśli politycy mają w tym swój udział, a mają, to mogę im wybaczyć wysokie dochody, trudno.
A mnie najbardziej denerwuje fakt, że o naszych problemach rozmawiają politycy, którzy na co dzień nie mają do czynienia z kłopotami "zwykłych" ludzi. Zarabiają krocie, a tak naprawdę nie robią nic.
Jak podkreślano wielokrotnie podczas debaty, Polacy dwadzieścia lat temu, wywalczyli sobie wolność w sposób bezprecedensowy. Jednak czasem łatwiej zmienić ustrój polityczny niż ludzką mentalność. Myślę, że powinniśmy nauczyć się korzystać z wolności.
Polacy często prezentują postawę typu homo sovieticus charakteryzującą się koniunkturalizmem, biernością, znudzeniem i oportunizmem. Zapowiadana w sondażach niska frekwencja w nadchodzących wyborach pokazuje, że niestety nie dorośliśmy do demokracji.
Jak to zmienić? Może właśnie metodą „małych kroczków” poprzez odkrycie, że można kształtować świat wokół siebie zaczynając od „małej ojczyzny”.
W latach 60. ubiegłego wieku para badaczy G. Almond i S. Verba dokonała naukowej i ogólnoteoretycznej systematyzacji pojęcia kultury politycznej. Ich zasługą jest m.in. to, że w pojmowaniu tego pojęcia zaczęto brać pod uwagę rolę instytucji politycznych oraz kwestię tzw. socjalizacji (pedagogiki) politycznej. Almond i Verba zauważyli, iż społeczeństwa postrzegają politykę nie jako autonomiczną sferę życia społecznego, lecz jako zbiór ideałów funkcjonujących w ich świadomości zbiorowej. Pokonanie przez ludzi poczucia alienacji wobec sfery polityki jest - zdaniem badaczy – warunkiem sine qua non tworzenia się obywatelskiej kultury uczestniczącej. Sprawa najważniejsza: te kraje posiadają najwyższy jej poziom, w których istnieją silnie rozbudowane więzi lokalne. Tego typu debata temu celowi właśnie miała służyć.
Pan Minister Jasiński moim zdaniem w części poświęconej modelowi ekonomicznemu trochę uprościł sprawę. Mianowicie spolaryzował dwa rodzaje rozwoju ekonomicznego: etatyzm i liberalizm. W woli wyjaśnienia; w zasadzie liberalizm już dawno temu odszedł od idei państwa nocnego stróża. Nikt współcześnie nie dąży do realizacji tej idei. Współczesna wersja neoliberalna w zasadzie m.in. w wydaniu Miltona Friedmana podkreślała że jednym z największych zagrożeń kapitalizmu są właśnie korporacje ponadnarodowe. A więc proszę nie utożsamiać Platformy Obywatelskiej z XIX wiecznym liberalizmem. To neoliberałowie z drugiej połowy XX wieku zauważyli zagrożenie dla wolnego rynku w nadmiernej sile korporacji transnarodowych. Zaś "Washingon Times" chwali rząd Donalda Tuska za skuteczną politykę gospodarczą i wręcz stawia Polskę jako wzór dla ekipy Obamy w zwalczaniu kryzysu.
Podczas debaty miałem okazję zadać polityko tylko jedno pytanie. Brzmiało mniej więcej tak – czy panów zdaniem udało się w Polsce zbudować nowoczesne społeczeństwo i nowoczesne państwo na miarę Europy. Dlaczego tak, a dlaczego nie.
Moim zdaniem politycy odpowiedzieli cokolwiek pokrętnie. Zapamiętałem ministra Jasińskiego, który mówił, że w sferze edukacji tak, a w sferze więzi społecznych nie. Pozostali z polityków próbowali przekierować temat na organizacje NGO, społeczności lokalne itp. Cóż, mimo że sam z lepszym lub gorszym skutkiem staram się coś lokalnie i społecznie robić, to nie wydaje mi się, żeby to wiele zmieniało.
Nasza debata uwidoczniła mi rzecz znamienną. Oto pytanie o 20 lat naszej wolności, jest już tylko jednym z wielu pytań, jakie ginie w morzu pytań o współczesny świat. Nie tyko nasi politycy nie potrafią na nie odpowiedzieć. Robi się raczej działania mocno pozorowane, jak to czyni m.in. Barrack Obama, z którego zwycięstwa się cieszyłem, ale w którego siłę sprawczą nie wierzyłem i nie wierzę.
Chyba jest tak, że wszyscy: mali, duzi, obgaci i biedni, czujemy potrzebę zmiany, odnowy, jakiejś idei, która mogłaby nas porwać. Swoistego drugiego renesansu, który przywróciłby nam wiarę w sprawczą moc człowieka. Nic takiego nie nadchodzi. Gubimy się jedynie w niczym nie krępowanym konsumpcjonizmie i zupełnie rozwydrzonym języku mediów i Internetu. Wydawało się, że globalny kryzys będzie wiadrem zimnej wody, ale już widać, że do przebudzenia jeszcze bardzo daleko.
Nasza skromna debata uzmysłowiła mi, że nic nie jest dziś kwestią etyczną czy polityczną. Przynajmniej w tradycyjnym rozumieniu tych pojęć. Liczy się jedynie osobliwie rozumiana skuteczność. Dlaczego osobliwie? Ano dlatego, że zupełnie oderwana od naszego życia psychicznego i emocjonalnego. Oto możemy zapewnić obywatelowi plazmowy telewizor, trzy laptopy, mieszkanie i nowe auto, ale nie zastanawiamy się nawet przez moment, czy dzięki temu stał się szczęśliwszy. Przyjrzyjmy mu się bliżej. Jest zestresowany, wisi nad nim kilkanaście kredytów, które powodują wyniszczenie psychiczne i fizyczne, nie ma czasu dla dzieci i nie ma czasu na jakiekolwiek, choćby niewiele znaczące hobby czy pasje. Politycy mówią mu za to. Zrobiłeś wiele, masz to wszystko, ale stać cię na więcej. Możesz mieć jeszcze jeden samochód i jeszcze jeden dom. Podpowiemy Ci jak to zrobić. Weź jeszcze jeden kredyt, będziesz jeszcze szczęśliwszy. Kowalski, Smith i Schmidt łapią się na to. Politycy uczynią ich niewolnikami PKB i banków, w których zaciągnęli swoje kredyty, tylko po to, żeby zagłosowali na nich w kolejnych wyborach. O tak, ten mechanizm się sprawdza.
Co zobaczy Kowalski, kiedy w wieku 60 lat spojrzy wstecz? Myślę, że nie będzie wiele pamiętał ze swojego przeżytego w ciągłym, najczęściej bezsensownym, ruchu życia. Spojrzy tylko na swoje dzieci, które będą takie same jak on trzydzieści lat wcześniej.
Czy można żyć inaczej? Otóż nie. Nie ma trzeciej drogi. W tym świecie albo gnasz, albo trafiasz do rynsztoka. Stąd miliony wykluczonych, których los nie interesuje absolutnie nikogo. Oczywiście problemy te dotykają również Polskę, ale nasi goście nawet się o nie nie otarli. Być może było to wynikiem tak, a nie inaczej postawionych pytań, tym niemniej miałem poczucie pewnego braku.
Coż, prócz moich spostrzeżeń natury ogólnej wypadałoby odnieść się jednak do spraw poruszonych podczas debaty.
Okrągły Stół? Jedna z niewielu rzeczy, którą możemy się pochwalić. Nie warto jej niszczyć. Zarzut, że partia oddawała władzę w sposób kontrolowany jest co najmniej dziwaczny? Z jednej strony przypisuje się jej dawnym działaczom swoistą omnipotencję, z drugiej zarzuca, że nie postąpili jak jakiś święty, który bogactwa rozdał biednym. Kompromis to kompromis. Poza nim jest albo poddanie się, albo rewolucja. Ani jedno, ani drugie nie jest w polityce dobrym wyjściem.
Ordynacja? Przez jakiś czas uważałem że większościowa. Tylko sejm. Dziś już tak nie myślę. W polskich warunkach byłaby niebezpieczna. Może kiedyś, za 100, 200 lat do niej dorośniemy. Na razie nie ma jakichkolwiek wspólnych wartości, które powstrzymałyby „większościowego” zwycięzcę przed wycięciem w pień politycznych przeciwników. Te wartości trzeba wypracowywać.
Gospodarka? Nie znam się na tych problemach, mam tylko pewne intuicje. Jako zjadacz chleba odnoszę dziś wrażenie, że jestem plechą na której żywią się korporacje, a politykom to zupełnie w niczym nie przeszkadza. Nie warto chyba powtarzać tych wszystkich banałów, które powiedziano o kryzysie. W tym miejscu podobały mi się nawet myśl ministra Jasińskiego, choć z PiS mi nie po drodze. Państwo nie powinno ograniczać wolności gospodarczej, ale powinno stać na straży wolności jednostki. Dziś bardzo często wolność ta jest ograniczana nie przez państwowe mechanizmy polityczne, ale przez mechanizmy gospodarcze, którym państwo i politycy w ogóle nie próbują się przeciwstawiać. Długo by o tym mówić.
Rozliczenie PRL? Powiem prowokacyjnie. Jako człowiek, którego młodość powoli zaczyna mijać, przestaje mnie to zupełnie interesować. Wszystkie przestępstwa o charakterze kryminalnym powinny być ścigane. Rozliczać etycznie (cokolwiek miałoby to znaczyć) również można, tylko że pod dwudziestu latach nic już te rozliczenia nie wnoszą. Nie można powtarzać wciąż, że pan X jest zły, a pan Y dobry, bo dobro i zło nie są przedmiotem dowodów, tylko naszej wewnętrznej wolności i oceny.
Po XX latach nie czuję się jak człowiek wolny, ale nie wynika to z ograniczeń politycznych, tylko ekonomicznych i gospodarczych. A przede wszystkim z zalewu bełkotu generowanego przez media tradycyjne i elektroniczne, co mówię ze zgrozą, bo sam w budowaniu tych mediów mam bardzo bardzo mikroskopijny udział.
marc03pol. Nie wiem czy prowokujesz, czy rzeczywiście jesteś przekonany, że politycy nic nie robią. Lubię na teraźniejszość (a nawet na przyszłość) patrzeć historycznie. Od maja 1945 do teraz minęło 64 lata. Jest to chyba najdłuższy okres pokoju w Europie w ciągu ostatnich 500 lat, a może jeszcz dłużej. Powiesz - Jugosławia, racja, ale to też dowód na pracę polityków, że ten konflikt nie rozlał się na cały kontynent. Przypomnę, I wojna, Sarajewo. Nasza bezkrwawa rewolucja, to też efekt pracy polityków. POKÓJ jest dobrem największym i jeśli politycy mają w tym swój udział, a mają, to mogę im wybaczyć wysokie dochody, trudno.
A mnie najbardziej denerwuje fakt, że o naszych problemach rozmawiają politycy, którzy na co dzień nie mają do czynienia z kłopotami "zwykłych" ludzi. Zarabiają krocie, a tak naprawdę nie robią nic.