Reklama

Z pamiętnika „Bitka” - 9

Tygodnik Echo Powiatu
08/05/2007 14:45
Kontynuujemy publikację wspomnień Wojciecha Pioruna (1900 - 1983) - dowódcy II plutonu VI kompanii IV batalionu AK obwodu „Skowronek”.

Pamiętnik mojego pradziadka obejmuje lata 1900-45. Jednak skupia się on w nim głównie na swojej działalności w AK i pobycie w obozach: Oświęcimiu, Mauthausen i Linz. Wspomnienia te wraz z nim spisała jego córka Czesława Maria Bugaj, i to właśnie dzięki jej uprzejmości możemy je publikować.

Część jedenasta

Pozostawałem nadal w szpitalu. Tymczasem Rolnicki wyszedł i wrócił do swojego poprzedniego bloku. Po czterech dniach przyszedł mnie odwiedzić i przyniósł mi 4 pieczone ziemniaki. W zamian dostał trzy porcje chleba. Teraz mogłem pomagać innym i dawać im dodatkowe porcje. 18 czerwca Matczak zachorował na tyfus. Chciałem go odwiedzić, ale nie miałem ubrania. Wystarał się o nie Janek Majkut. Naszyłem na nim swoje numery i poszedłem odwiedzić Matczaka. Był nieprzytomny. Po obiedzie przyszedł do mnie Janek Majkut z „Tatą”. „Tata” powiedział mi, abym został w szpitalu za wszelką cenę. Powiedział, że porozmawia o tym z kapłanem, i że nie mogę pójść do bloku nr 1, bo tam na pewno mnie wykończą. Kapłan musiałby w tym celu wymyślać dla mnie nowe choroby.
Przeniosłem się na III piętro - bliżej pieca. Tam miałem dobry punkt obserwacyjny i sam spałem. Teraz mogłem pomagać innym współwięźniom. Pewnego razu Skiba poprosił mnie, abym poszedł do kantyny i przyniósł ślimaki, sałatkę i musztardę. Dał mi na to talon. Z domu otrzymywał 40 marek miesięcznie. Pieniądze te szły do kantyny i tam za otrzymane talony mógł nabyć coś z żywności. Tam były różne rzeczy absolutnie więźniom do niczego nie przydatne, oraz ograniczony asortyment artykułów spożywczych jak: marynowane ślimaki i śledzie w beczce, raz na tydzień margaryna i zupa obozowa. Ślimaki po przyniesieniu usmażyłem - były dobre.
Niektórzy otrzymywali z domu paczki i papierosy, za które można było wszystko zdobyć. Kupowało się za to mleko, ziemniaki z kuchni SS. Dzielono się, za małą pomoc, jedzeniem. Każdy walczył jak mógł z oświęcimską biedą.
Jako sanitariusz musiałem również wynosić trupy z bloku. Ubranie zdejmowało się z trupa, wynosiło z bloku i zawoziło samochodem do krematoriów. Krematorium paliło się dzień i noc.
29 czerwca Matczak zmarł na tyfus. Był to duży cios dla mnie. Razem wstąpiliśmy do organizacji, razem nas aresztowali, razem wywieźli nas do Oświęcimia. Jemu udało się uniknąć bicia. Myślałem czy i mnie czeka taki sam los, ale bardzo chciałem żyć i dlatego wyrwałem się z przygnębienia.
W tym czasie bardzo dużo modliłem się i prosiłem Boga, aby dane mi było powrócić szczęśliwie do rodziny.
W końcu i ja zachorowałem na krwawą dyzenterię. Przez cały dzień nic nie jadłem, później wg wskazań doktora Wiśniewskiego spaliłem chleb na popiół i zjadłem. Drugiego dnia byłem już zdrowy. Po czterech dniach choroba jednak powróciła. Powtórzyłem tę samą kurację, ale choroba miała znacznie większy przebieg. Męczyłem się tym razem przez dwa dni, jednak udało mi się wydobrzeć.
Nareszcie dostałem z domu paczkę i list. Cieszyłem się nie tyle paczką, co listem. W końcu już wiedziałem, że żona jest na wolności. Z listu wynikało, że w domu jest wszystko w porządku.

Pewnego razu przyszedł do mnie Kapłan i powiedział mi, abym przestrzegł ludzi w bloku, aby zaprzestali rozmów na tematy polityczne. Powiedział mi, że na nasz oddział ma przyjść dobrze odżywiony Holender władający siedmioma językami, i że jest szpiegiem. Majkut wpadł na wspaniały pomysł. Ubrał Holendra inaczej niż wszystkich. Dał mu krótką niebieską koszulkę i różowe spodenki. Uprzedzeni więźniowie byli ostrożniejsi. Szpieg chodził po całym bloku szpitalnym. Codziennie chodził na badania. Po trzech dniach zmarł i poszedł do krematorium. Nim Niemcy się zorientowali już go nie było. Zmarł również drugi więzień, który chodził do SS. Przyjechała specjalna komisja, która miała zbadać przyczynę zgonu. Niemcy jednak nic nie wykryli i dali spokój aż do dnia 28 lipca. W tym dniu przyszedł nakaz, aby wszyscy więźniowie przygotowali się do przeprowadzki do nowych bloków. Tego dnia przyszły ręczne wózki dla ciężko chorych. Ja z obsługą zabrałem tylko naczynia. Nie zdążyliśmy nawet odejść, a już kobiety zajmowały nasz szpitalny blok. przenieśliśmy się do nowego, znacznie wygodniejszego szpitalu, który nie był podzielony na sztuby.
Szpital składał się z 32 bloków. Tu każdy chory miał swoje łóżko, w porównaniu z tamtym szpitalem, był to luksus. Nie było plagi poprzedniego szpitala - pcheł. W każdym bloku była waga dziesiętna, ubikacja. Dostałem blok nr 11. Byłem razem z doktorem Kapłanem i Majkutem, wszyscy jako sanitariusze. W nowym szpitalu roznosiłem jedzenie i czyściłem menażki.
Cały teren obozu został podzielony na pola. Każde pole obejmowało 32 bloki otoczone podwójnie blokiem kolczastym. Wartownik ponad całym polem siedział na tzw. gołębniku i miał obracający CKM. Każde pole oznaczone było inną literą.

Do moich obowiązków należało również krojenie chleba i margaryny. Mieliśmy oddzielną kajutę z kranem, pod którym myło się menażki.
Miałem pierwsze łóżko od kajuty lekarza na dole.
Zapoznałem Janusza Wolskiego z Warszawy. Brał on udział w odbiciu więźniów przejeżdżających z Pawiaka na Al. Szucha. Gdy się wycofywał, został ranny w nogę. Nie mógł już uciekać. Uwalniając innych, sam wpadł w ręce Niemców. Tak dostał się do Oświęcimia. Zaprzyjaźniliśmy się i dzieliliśmy wzajemnie paczkami. Trzymaliśmy się razem ze Skibą.
Żona przysyłała mi duże i dobre paczki. Wieczorem smażyliśmy z cebulą ślimaki. W dzień baliśmy się to robić, bo na oddział przychodzili niemieccy lekarze.
Ludzie coraz więcej chorowali, śmierć zbierała obfite żniwo. Majkut został skierowany na kuchnię i tam gotował obiady dla ciężko chorych. Miałem wstęp na kuchnię i przynosiłem te obiady dla wszystkich lekarzy i swoich ludzi.
Pewnego razu znalazł się w szpitalu „Kowalski” - „Hofman” - Lubowski Ignacy, ten, który mnie wsypał. Przyszedł do szpitala z popękanymi żylakami. Pomogłem mu, mimo mojego wielkiego żalu do niego. Został w szpitalu, pomagał mi. Po pewnym czasie rozniosło się w szpitalu, że to on wsypał cały sztab powiatowy. Zaczęli wytykać go palcem. Więcej na rozmowy nie wychodził. Zmywał menażki w kajucie i nie pokazywał się na dużej sali.

Tymczasem zaczęły się komisje badające karty i chorych. Ja już byłem zdrowy, musiałem uważać i chować się. Nie wolno było mnie zatrudniać, gdyż byłem z bloku izolacyjnego. Takich jak ja było kilku.
Na mój blok dostał się Jerzy Gliwny - człowiek chory i wygłodniały. Gdy nosiłem obiady, najpierw poszedłem do niego. Zjadł aż cztery miski zupy. Obawiałem się, że wygłodzony organizm nie przyjmie na raz takiej ilości jedzenia. Po obiedzie natychmiast zasnął. Ja chodziłem bardzo niespokojny i ciągle do niego zaglądałem. Ale wszystko skończyło się dobrze. Młody organizm wszystko wytrzymał, a sen długi i mocny dobrze mu zrobił. Po trzech dniach wyglądał już zupełnie inaczej. Dokarmialiśmy go przez cały okres jego pobytu w szpitalu. Więcej porcji i chleba mieliśmy dzięki „Tacie”. On zatrzymywał trupy w blokach do wieczora i na nich otrzymywał dodatkowe porcje jedzenia. Tu organizacja też sprawnie działała i kto dostał się pod jej opiekę, nie zginął. Mnie wystarczały paczki z domu, ale i nimi się dzieliłem. Każdy, kto zwrócił się do mnie z prośbą o pomoc, nie odszedł z pustymi rękami.

Przeniesiono mnie do bloku nr 15. Tam miałem mały pokoik na górze. Cały blok był pusty. Drzwi zamykałem na klucz. Pewnego dnia z rana, gdy schodziłem na dół, zobaczyłem, że wszystkie łóżka są zajęte, i że na jednym leży po parę osób. Przechodząc usłyszałem moje nazwisko. Odwróciłem się i zobaczyłem Tylmana - Żyda z mojej ulicy. Zaskoczony zapytałem, skąd on się tu znalazł. Odpowiedział, że przywieźli go z Treblinki, gdzie panuje tyfus. Był bardzo głodny. Wróciłem na górę i przyniosłem mu trzy porcje chleba. Natychmiast je zjadł. Obiecałem, że wieczorem też mu przyniosę. Nie zdążyłem, bo po śniadaniu jego i resztę Żydów wzięli do krematorium.


rysunki i opracowanie
Łukasz Majewski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości