Reklama

Z pamiętnika Bitka - 3

Tygodnik Echo Powiatu
08/03/2007 09:44

Kontynuujemy publikację wspomnień Wojciecha Pioruna (1900 - 1983) - dowódcy II plutonu VI kompanii IV batalionu AK obwodu „Skowronek”.

Pamiętnik mojego pradziadka obejmuje lata 1900 - 45. Jednak skupia się on w nim głównie na swojej działalności w AK i pobycie w obozach: Oświęcimiu, Mauthausen i Linz. Wspomnienia te wraz z nim spisała jego córka Czesława Bugaj, i to właśnie dzięki jej uprzejmości możemy je publikować.

Maja

Część czwarta

Do Sochaczewa zaczął przyjeżdżać w tym czasie inspektor kpt „Bronisław”. Został drugim zastępcą i przejął część moich obowiązków. Drugi porucznik, nauczyciel z zawodu, Władysław Fronczek pseudonim „Młot“, przejął obowiązki szefa wywiadu. Przybyło paru oficerów, a więc i pracę można było podzielić.
Wywiad został kompletnie obsadzony. Duże zasługi oddał nam Skurczyński. On przechwytywał listy adresowane do żandarmerii i starostwa, które przechodziły przez naszą cenzurę. Pewnego razu przyniósł mi list adresowany do żandarmerii, donoszący, że jeden z moich ludzi Stanisław Krakowiak należy do organizacji i ma zakopaną broń, z dokładnym opisem gdzie. Zaraz zawiadomiłem Krakowiaka i pokazałem mu list. On poznał charakter pisma, jednak nie zdradził mi, kto na niego doniósł. Przeniósł broń w inne miejsce i odtąd był ostrożniejszy.
Po zamieszkaniu u mnie „Wujcia“, zebrania w moim domu odbywały się co tydzień. Na jednym z zebrań Matczak poinformował nas, że ONR i SR chcą się z nami połączyć. Po dyskusji postanowiliśmy zaprosić ich na następne posiedzenie. Przybyli Eugeniusz Żukowski i Pilaciński. Przyjęliśmy do sztabu Żukowskiego i postanowiliśmy, że jego odziały będą częścią naszych oddziałów i w razie akcji zbrojnej będą pod jednym dowództwem.
W tym okresie zaczęły się na terenie Sochaczewa większe akcję sabotażowe: palenie siana, stert ze zbożem, wagonów z transportem wojskowym. Niemcy zgromadzili olbrzymie ilości prasowanego siana na zapleczu pomieszczeń piekarza Grubarskiego przy ulicy Wiśniowej. „Lech“ postanowił zniszczyć to siano, które miało być przewiezione do Rzeszy. Umieścił w słoiku miedzianą płytkę. Z jednej strony nalał wody, a z drugiej kwasu. Szczelnie zakleił. Słoik umieścił w torbie pełnej papierów. Do drugiej, dla zmylenia, włożył bochenek chleba. Wcześniej znalazł i przeszkolił dwóch chłopców, którym dał te teczki.
Musieli pozostawić pakunek na sianie. Chłopcy biegali i koziołkowali przy sianie zwracając na siebie uwagę i jednocześnie nie budząc żadnych podejrzeń. Udający zabawę chłopcy na oczach licznej straży wykonali swoje zadanie.
Siano zaczęło się palić wcześniej niż zaplanowano. Komendant straży poinformowany był o akcji i miał polecone zbytnio się nie spieszyć na miejsce pożaru. Niemcy po akcji ratunkowej, gdy nadpalone siano zlane wodą, nie nadawało się do użytku, kazali podać komendantowi przyczynę pożaru. Niemcy uwierzyli, że siano samo się zaparzyło, wywołując pożar.
Następną akcją było pozbawienie Niemców gęsi i trzech prosiaków. Niemcy tuczyli gęsi i świnie na święta, dla swoich rodzin w Rzeszy. Mieszkali oni naprzeciwko mojego domu. Zabraliśmy najpierw w nocy gęsi i zawieźliśmy samochodem do Warszawy, później tuczniki tym samym sposobem. Dodatkowo na drzwiach ich domu umieściliśmy napis: „Za trzecim razem zabierzemy i was“. Niemcy przestraszyli się i nie narobili o tę sprawę szumu.

Z Londynu otrzymaliśmy niby wieczne pióra - zapalniki cyfrowe. „Lech“ wypróbował je, podkładając na linii od Łowicza do Sochaczewa pod pociągi z transportem wojskowym. Swoją akcją całą żandarmerię z Łowicza i Sochaczewa postawił na nogi. Niemcy byli bardzo zaskoczeni „samozapalającymi“ się pociągami. W całym powiecie zaczęły płonąć sterty ze zbożem. Niemcy byli wściekli. Złapali bosego, mało rozgarniętego chłopca i na placu, na oczach tłumu powiesili go.
Chłopiec nazywał się Józef Ciesielski. Przyprowadziło go dwóch łotewskich żołnierzy, założyli mu pętlę na szyję i spod nóg wytrącili taboret. Chłopiec chwycił rękami linę i lina pękła. Założono mu drugą i gdy zawisł już w powietrzu, jeden z żołnierzy strzelił mu w tył głowy. Ja i „Lech“ ukryci byliśmy za firanką w pokoju Sobczaka i całe zdarzenie obserwowaliśmy. „Lech“ zrobił kilka zdjęć. Zdjęcia te były schowane u mnie w domu, po wyzwoleniu dałem jedno rodzinie zamordowanego.

We wrześniu 1941 roku przyjechał do nas utykający na jedną nogę pułkownik.
Był to lotnik przysłany z Londynu na rozkaz generała Władysława Sikorskiego. Miał zbadać wszystkie lotniska na terenie całej Polski. W przebraniu robotników pułkownik, „Narcyz“ i ja z pomocą administratora z Bielic, dostaliśmy się na teren niemieckiego lotniska. Tam w pobliżu hangarów, udając, że przetrząsamy siano, dokonaliśmy przeglądu lotniska. Pułkownik zrobił mikrofilm, który miał w zegarku. Po przyjeździe do domu zamienił zegarki, zegarek z mikrofilmem ukrył w bucie. Był bardzo zadowolony z przeprowadzonego wywiadu. Za głowę tego pułkownika Niemcy wyznaczyli 350.000 zł. Nie wiem, czy przeżył, więcej o nim nie słyszałem. W dniu 2 listopada 1941 roku na poszerzonej odprawie, w moim domu odbyła się burzliwa narada przy współudziale „Bronisława“ i „Jana“ przysłanych z Warszawy. Odczytano rozkaz gen. Sikorskiego, który mówił o podporządkowaniu wszystkich organizacji wojskowych generałowi Stefanowi Roweckiemu pseudonim „Grot“. „Grot“ został mianowany naczelnym dowódcą Armii Krajowej. Rozkazowi sprzeciwił się „Jan“, natomiast „Bronisław“ podporządkował się temu. Dyskusja trwała całą noc. Rozkazowi nie podporządkowali się Matczak, Żukowski i Pilaciński. Drugiego dnia objeżdżali teren i namawiali naszych ludzi, aby stanęli po ich stronie. Nie udało im się to. Moi ludzie stanęli po mojej stronie. Obce im były poglądy polityczne, pragnęli jedynie w zwartych szeregach walczyć o wolną Polskę. Przy nas pozostało 420 ludzi, przy Żukowskim 50. Rozkazowi Sikorskiego podporządkowało się 6 organizacji działających na terenie Sochaczewa, jedynie ONR i SM się wyłamały.

W nocy z 19 na 20 listopada zostałem aresztowany wraz z moim kuzynem z Warszawy Feliksem Kacprzakiem. Była duża wsypa. Na Daniłłowiczowskiej przesiedziałem osiemnaście dni. Aresztowali m. in. „Kmicica“, „Jana“, „Leona“, razem 72 osoby. Aresztowali również moją żonę Julię i kuzynkę Jadwigę Kacprzak. Nasze dzieci zostały bez opieki. Odwiedzał je i pomagał Stanisław Buczek, dr Pulikowski i dr Franciszek Szadkowski oraz ksiądz Stosio z parafii Kozłów Szlachecki. Dalsza rodzina z Mikołajew przyjechała do dzieci, ale po to, aby zabrać bardziej wartościowe rzeczy, mówili: - Wam już nie będą potrzebne. Na szczęście w porę zjawił się ksiądz Stosio, który przegonił chciwą rodzinkę. „Wiesław“ prowadził pertraktacje z Niemcem Millerem w celu naszego wykupienia. Zarządał 1.500.000 zł. Była to olbrzymia suma. Po targu zostaliśmy wykupieni za 500.000 zł. Zwalniali stopniowo, po kilka osób dziennie. Po zwolnieniu wszystkich aresztowanych organizacja wydała wyrok śmierci na sprzedawczykach Millerze i Boszko. Po powrocie do domu dowiedziałem się, że po Sochaczewie rozniosła się pogłoska, że ja z żoną zostaliśmy zabici. Toteż wielkie było zaskoczenie, kiedy powróciliśmy. W pracy na rzeźni nic się nie zmienilo. Powróciłem na dawne stanowisko. Nyssen wypytywał mnie, za co zostałem aresztowany. Powiedziałem, że za posiadanie fałszywych pieniędzy. On roześmiał się i powiedział, że to musiała być na pewno pomyłka. Dodał, że mam u niego zawsze jak najlepszą opinię.
Duże zmiany zastałem w organizacji. Wszystkie stanowiska zostały obsadzone. Komendantem został kpt. „Orski“. „Narcyz“ został dowódcą IV batalionu pod Kampinosem. Dla mnie początkowo zabrakło miejsca. W organizacji też myśleli, że nie żyję. Dano mi na pewien czas urlop. Początkowo „Orski“, który mnie nie znał, nie miał do mnie zaufania. Sądził, że Niemcy zwolnili mnie w zamian za współpracę. Po moich wyjaśnieniach komendant mianował mnie na kierownika działu gospodarczego i zaopatrzenia. Przybrałem teraz pseudonim „Grzegorz“.

rysunki i opracowanie
Łukasz Majewski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości