Parapet, powiadam. Parapet jak sto pirunów. Jak furkocząca furka beczek. I nie ma znaczenia, czy wiem o czym mówię. Raczej nie. Ale parapet to parapet, tak powiadam. Wymachuję ręką w temblaku z kolorowej chusty. Nadymam żagiel mojej niepodważalnej racji.
- Kim są parapety? - Przyznajmy, pytanie mojej koleżanki brzmi złowieszczo. Jest odważne. Kiwam temblakiem w uznaniu. Czuję zakłopotanie. Nie wiem, droga koleżanko. Są ludzie i parapety. Nadążacie? Jeśli nie, jesteście parapetami.
Teraz zmiana scenerii: błąkam się. Jakaś ulica, celu i kierunku brak. Wyprowadzam siebie samą na spacer. Piję herbatę z puszki. Smakuje jak kauczukowa piłeczka obtoczona w cukrze. Albo jak herbata. Albo jak tran z wątroby rekina. Obojętne dla toku opowiadania.
Podbiega do mnie pies. Ma wygląd stworzenia skrajnie nieszkodliwego. Przystaję grzecznie i pozwalam mu się obwąchiwać.
- Bardzo fajny piesek – usiłuję się przypodobać stającej nieopodal właścicielce. Gładzę splątaną, ale miękką sierść psa.
- Jest ślepy – komunikuje starsza pani. Jej ton sprawia, że mój komplement zdaje się być nie na miejscu. I co, nadal uważasz, że to taki fajny piesek? Uczucie zażenowania potęguje koronka stanika, która właśnie postanowiła wychynąć z mojej zbyt luźnej koszulki. Niezręcznie próbuję podciągnąć dekolt. Całe szczęście starsza pani nie wygląda zbyt lubieżnie. A pies jest ślepy.
- Bardzo fajny piesek – powtarzam bez sensu. Odchodzę zgarbiona, jak kompletny parapet.
Tak, parapet. Kiwam głową w stronę koleżanek, symulując głębokie zamyślenie. Na dnie kawy został tylko orzechowy syrop. Postanawiam wychylić go jednym łykiem. Lepka słodycz przemocą zalepia mi gardło, zatyka dziurki w nosie, dusi. Prawie pluję z powrotem do kubka.
- W kawiarni też? – pyta urocza koleżanka, patrząc na temblak. Temblak nie odpowiada. Ja próbuję się uśmiechnąć, niestety, zęby mam zlepione orzechowym syropem. Tak, w kawiarni też. Noszę prawą rękę w temblaku, by zmusić mózg do przerzucenia się na leworęczność. Wspomagam go autoafirmacją i buddyjskimi ćwiczeniami. „Wyglądasz jak debil” – oświeciła mnie (iście buddyjsko) Claudia, gdy tylko zobaczyła mój temblak i wysłuchała wyjaśnień. Tak jak mówiłam, są ludzie i parapety.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze