Reklama

Za rok 30 – lecie Solidarności

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
26/08/2009 12:24
Przypomnijmy to jeszcze raz. Kiedy latem 1980 roku suwnicowa Anna Walentynowicz wygrała w sądzie sprawę o przywrócenie jej do pracy w stoczni gdańskiej, zaś dyrekcja zamiast tego wyrzuciła ją na bruk, robotnicy uznali, że miarka się przebrała i rozpoczęli strajk.
Po wielu dniach strajku okupacyjnego, niepewności i obaw, doszło wreszcie do rozmów z delegacją rządową, a ostatecznie do podpisania 31 sierpnia tzw. porozumień sierpniowych. Wśród 21 postulatów, które władza wówczas uznała, najważniejszy był ten akceptujący powstanie wolnych związków zawodowych „Solidarność”. Ludzie masowo przystępowali do związku i już niedługo liczył on około 10 milionów członków. Kilka tysięcy również w Sochaczewie. Cztery lata temu, z okazji 25 lat „Solidarności”, na łamach „Ziemi Sochaczewskiej” ukazały się obszerne wspomnienia kilkorga działaczy tego ruchu w naszym mieście.
Tak wspominała wtedy Danuta Radzanowska, obecna przewodnicząca miejskiej „Solidarności”: „Już wówczas pracowałam w sanepidzie i tu zaczęły powstawać struktury związkowe. Jeszcze wcześniej działalność związkową zapoczątkowały największe sochaczewskie zakłady – Boryszew i Chemitex, ale też Energomontaż, Ceramika, Rejon Dróg Publicznych, MPGKiM. Realnych kształtów sochaczewska ”Solidarność” zaczęła nabierać po pierwszym międzyzakładowym spotkaniu, jakie odbyło się jesienią 1980 r. w ZDK Boryszew. Jego inicjatorami byli ówcześni główni działacze – Andrzej Seniuk, Hanna Król, Paweł Gralak z Chemitexu, Waldemar Stępień z Ceramiki”.
Jak wspomina Danuta Radzanowska, na spotkaniu tym zawiązały się pierwsze, nieformalne jeszcze struktury miejskiej organizacji. Tymczasowym przewodniczącym został Paweł Gralak, który pilotował sprawy związkowe aż do właściwego zjazdu i wyboru formalnych władz. Nastąpiło to dopiero w roku 1981 i wtedy przewodniczącym miejskiej organizacji został Andrzej Seniuk.
„Gdy jesienią 80-tego roku Komitet Założycielski Chemitexu przekształcał się w Tymczasową Komisję Zakładową – wspomina Andrzej Seniuk – pojechaliśmy we dwóch z Pawłem Gralakiem do Warszawy do Regionu Mazowsze, by ją zarejestrować. Pojechaliśmy dwoma różnymi szlakami z obawy przed prowokacjami lub wręcz aresztowaniem i odebraniem dokumentów. Takie były czasy. Udało się jednak i otrzymaliśmy numer niższy od tysiąca, a przecież w kraju były potem dziesiątki tysięcy zarejestrowanych zakładowych związków. Tym numerem się bardzo szczyciliśmy. Jeszcze wcześniej w naszym Komitecie Założycielskim Wolnych Związków Zawodowych znaczącą rolę odegrała Wanda Rogulska, która była wówczas psychologiem zakładowym, miała więc bliski kontakt z pracownikami i wiele im tłumaczyła, wciągnęła też do organizacji męża Janusza. Wielkie zasługi ma również Franek Niewiadomski, który przez zakładowy radiowęzeł informował ludzi o tym co naprawdę dzieje się w Polsce”
Wielu ludzi przewinęło się przez te pierwsze struktury sochaczewskiej „Solidarności” i trudno ich dziś wszystkich wymienić. Ale historia lubi zataczać koło, właśnie kilka dni temu przyszedł do redakcji „Ziemi Sochaczewskiej” list mailowy od Janusza Kowalczyka, pełnomocnika satyryka Jana Pietrzaka, który znalazł w Internecie tamte wspomnienia sochaczewskich działaczy „Solidarności”, publikowane wcześniej w „Ziemi”, a w nich historię opowiedzianą przez Hannę Król o nielegalnym występie Jana Pietrzaka dla członków sochaczewskiej „Solidarności” i czym to się skończyło. P. Kowalczyk szukał kontaktów z osobami które wtedy uczestniczyły w tym koncercie, bo, jak informuje, Jan Pietrzak pisze właśnie książkę wspomnieniową o czasach „Solidarności” i stanie wojennym i pragnie tę sochaczewską historię w niej umieścić. Oczywiście skontaktowaliśmy go z Pawłem Gralakiem, który uczestniczył w tajnym występie Pietrzaka 8 lutego 1983 r. „Było to w głębokim stanie wojennym – opowiada Hanna Król – pojechałam na spotkanie z Pietrzakiem, który śpiewał w jakiejś knajpie pod Warszawą. Zawiózł mnie Jurek Mazippus, bo on wtedy miał samochód. Zaprosiłam Pietrzaka, a on się zgodził i przyjechał do nas do domu Zbyszka Pędowskiego w Konarach. Niestety Mirka Czerniakowska, inżynier z technologicznego, zabrała ze sobą magnetofon i cały występ nagrała (zdaniem Pawła Gralaka robiła też zdjęcia, które później pokazywano mu podczas przesłuchań na milicji). Potem, gdy zrobili jej w pracy rewizję, bo ktoś doniósł, znaleźli taśmę i trafiłam na kolegium w Błoniu” – dodaje Hanna Król. - Pietrzak został oskarżony o to, że w czasie koncertu lżył i wyszydzał władzę. My występowaliśmy jedynie jako świadkowie”.
Sławomir Burzyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama