Poniedziałkowy wieczór 15 sierpnia. Wszechobecną ciszę w mieście około godz. 20:00 zagłuszyło bicie dzwonów w kościele p.w. św. Wawrzyńca. Do Sochaczewa powrócili uczestnicy grupy błękitnej X Łowickiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. O swoich odczuciach i refleksjach dotyczących rekolekcji w drodze mówią sami pielgrzymi. PRZED WYJŚCIEM Każdy, kto zdecydował się pójść na pielgrzymkę, musiał się dobrze do niej przygotować. Nie mieli z tym większego problemu ludzie, którzy szli już kolejny raz. Pan Henryk, który wybierał się po raz 18. twierdził, że podstawę stanowią wygodne buty i wełniane skarpety. Do tego odpowiednie ubranie, potrzebne rzeczy osobiste, namiot i można ruszać w trasę. Nieco więcej problemów mieli ci, którzy na pątniczym szlaku zjawili się po raz pierwszy. Wielu przyznawało, że początkowo nie wiedzieli, co i w jakiej ilości wziąć. Chodziło głównie o ubrania, prowiant i pieniądze. Tu pomocny okazał się regulamin pielgrzymki zawarty w karcie pielgrzyma - podstawowym dokumencie, jaki musiał posiadać każdy uczestnik. W DROGĘ Grupa sochaczewska, jako część łowickiej pielgrzymki, wyruszyła w piątek 5 sierpnia o godz. 7:00. Wyjście z Sochaczewa poprzedziła poranna msza święta. Pierwszym etapem było dotarcie do Łowicza, skąd następnego dnia, wraz z pozostałymi grupami, spod Bazyliki na rynku rozpoczął się 9-dniowy marsz do Częstochowy. W tym roku z Łowicza wyszło ponad 1600 pielgrzymów. Grupa sochaczewska składała się z 260 osób. Fakt mniejszej liczby uczestników dziwi, gdyż spodziewano się, że ze względu na intencję o szybką beatyfikację Jana Pawła II na szlaku pojawi się więcej ludzi. Pątnicze grono okazało się jednak i tak bardzo różnorodne. Spotkali się ludzie z różnych okolic, w różnym wieku, wszak w pielgrzymce nazywanej młodzieżową mogli brać udział wszyscy chętni, niezależnie od wieku. Wszyscy mieli jeden cel: dojść do Jasnej Góry. Grupie błękitnej przewodził proboszcz parafii św. Wawrzyńca, ks. Piotr Żądło. Jak przyznała pani Zofia, uczestniczka błękitnej, to on wraz z innymi księżmi pielgrzymami wprowadzał tu atmosferę modlitwy i skupienia. W szeregach błękitnych miejsce znalazło również trzech kleryków oraz siostra Teresa Tomczak z zakonu Zmartwychwstanek. DZIEŃ PIELGRZYMA Ci, którzy byli na pielgrzymce kilkakrotnie, z uśmiechem na twarzy mówią, że na kilka dni zamieniają swój codzienny, wygodnicki tryb życia na polowy. Dla „pielgrzymkowych pierwszaków” najbardziej zadziwiające było oderwanie od rzeczywistości. Brak dostępu do komputera i, oficjalnie, telefonów komórkowych sprawiał, że większość traciła rachubę czasu. Paradoksalnie miało to jednak i dobre strony. Między pielgrzymami nie istniały podziały społeczne. Każdy tak samo spał w namiocie, jadł to samo i przechodził tę samą trasę. Mówienie do siebie „siostro”, „bracie” jeszcze bardziej zacieśniało więzy wspólnotowe. Kasia, jedna z pielgrzymujących, podsumowała, że pielgrzymka zbliża do siebie ludzi, bo wszyscy jednoczą się w takim samym trudzie. Na pielgrzymim szlaku dzień rozpoczynał się wcześniej ustaloną pobudką. Na przykład piątego dnia część grup musiała wstać o 4 nad ranem, by o 5:30 dołączyć do pozostałych i uczestniczyć w porannej mszy św. Każda z nich odbywała się w innym, czasem dość nietypowym, miejscu: na boisku, w lesie, na zamkniętym dla ruchu odcinku drogi. Eucharystie koncelebrowane były wielokrotnie przez dostojników kościelnych Diecezji Łowickiej, ks. bp. Andrzeja F. Dziubę i ks. bp. Józefa Zawitkowskiego. Godzinna przerwa na śniadanie po mszy św. poprzedzała rozpoczęcie kolejnego dnia marszu. Na całej trasie nad bezpieczeństwem pielgrzymów czuwał sztab porządkowy. Nie zapobiegło to jednak tragedii, jaka miała miejsce w pielgrzymce warszawskiej, gdzie śmierć poniósł pielgrzym potrącony przez samochód. Czas marszu nie mijał monotonnie. Poświęcony był zarówno na modlitwę, słuchanie wygłaszanych przez księży konferencji oraz na śpiew przy akompaniamencie grupy muzycznej. Postoje, organizowane średnio co 5 km, służyły odpoczynkowi i skorzystaniu z pomocy służb medycznych. Najczęstszym problemem były pęcherze na stopach, omdlenia i ukąszenia. Mieszkańcy miasteczek i wsi, którzy przyjmowali pielgrzymów na postój, witali ich zawsze bardzo ciepło. Dekorowali domy, wychodzili na zewnątrz, wynosili smakołyki. Wieczory na pielgrzymce upływały bardzo szybko. Zaraz po dotarciu na nocleg trzeba było rozbić namiot. Grupa błękitna przychodziła wieczorami na przyrządzony przez ośmioosobową bazę posiłek i ciepłą wodę do umycia się. Dzień kończył Apel Jasnogórski, który najpierw dla wszystkich organizowały poszczególne grupy, a potem każda we własnym zakresie. Czasem towarzyszyły temu zabawa i poczęstunek. O godzinie 22:00 ogłaszano ciszę nocną. Kulminacyjnym momentem pielgrzymki łowickiej było wejście na szczyt Jasnej Góry 14 sierpnia. Zarówno dla „pierwszaków” jak i weteranów pielgrzymek było to wielkie wydarzenie. Setki tysięcy ludzi, rzesze młodych, dziesiątki pieszych pielgrzymek z całej Polski i z zagranicy przybyło na święto Wniebowstąpienia Maryi Panny. Każda grupa zaopatrzona była w swoje transparenty, flagi i proporce, uczestnicy mieli na sobie koszulki w kolorach swoich wspólnot oraz krzyże upamiętniające jubileusz wypraw. Grupa sochaczewska w tym roku reprezentowała jako pierwsza pielgrzymkę łowicką. Modlitwa przed Obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, wieczorna msza, a 15 sierpnia uroczysta celebra z udziałem prymasa Józefa Glempa były uwieńczeniem pielgrzymkowego trudu. DLACZEGO IDĄ? Uczestnicy pielgrzymek mają różne powody, by podjąć się takiego wymiaru pokuty i dziękczynienia. Pani Anna ma problemy zdrowotne. Nie przeszkodziło jej to jednak, by już 12. raz wziąć udział w pielgrzymce. Jak sama powiedziała, jeszcze tydzień przed wyjściem nie czuła, że da radę iść w tym roku. Poza tym nie mogła wziąć urlopu w pracy. Wszystko jednak ułożyło się pomyślnie i na pielgrzymkę zabrała ze sobą syna z narzeczoną oraz koleżankę. Jej główną intencją była prośba o łaskę wyleczenia jej męża z alkoholizmu. Agnieszka zdała w tym roku maturę. Dostała się na wymarzone studia. Na pielgrzymce była już 5 razy. W tym roku szła w intencji dziękczynnej za pozytywne zaliczenie egzaminów i za łaski, jakie na nią spłynęły. Uważa, że powód, dla którego warto iść, zawsze się znajdzie, a sama pielgrzymka stanowi dla niej podładowanie wewnętrznych baterii. Michała matura czeka w tym roku. On jednak nie modlił się o jej dobre wyniki. Mogłoby to dziwić, szczególnie, gdy jego rówieśnicy mieli tylko taką intencję. Chłopak ma umierającego ojca. Prosił o jego ocalenie. „Wszystko w rękach Boga” - mówił z entuzjazmem. Wkrótce dostał telefon. Jego tata znalazł się w szpitalu. Optymizm zmalał. Została modlitwa. Byli też tacy, jak szesnastoletni: Joasia, Konrad i Piotr. Na pytanie, dlaczego idą, odpowiedzieli, że decyzje podjęli spontanicznie, nie mieli konkretnej intencji. Mama siedmioletniej Ady zabrała ze sobą córkę... siódmy raz! Z uśmiechem wspominała pierwszą wyprawę z małym dzieckiem w wózku. Powiedziała, że dziś by tego nie powtórzyła. Szła w intencji dziewczynki, która od września zaczyna naukę w szkole. SZKOŁA ŻYCIA Wielu, którzy nie odważyli się jeszcze wziąć udziału w pielgrzymich trudach, pyta, czy takie przedsięwzięcie coś wnosi? Panie: Lucyna, Stefania i Danuta nie mają wątpliwości. „Pielgrzymka uczy pokory- powiedziała jedna z nich - ludzie na co dzień mają klapki na oczach. Są zagonieni w natłoku obowiązków. Każdy zabiega o swoje dobro. Tu jest inaczej. Pielgrzym musi pamiętać, że nie jest sam, że jest ktoś obok, komu czasem trzeba pomóc, z kim trzeba podzielić się posiłkiem, miejscem w namiocie. To szkoła solidarności międzyludzkiej”. Rekolekcje w drodze służą temu, by zastanowić się nad własnym postępowaniem, by coś zmienić w sobie. Czasem następuje to niespodziewanie. Świetnym przykładem jest pewien młody człowiek, który na pielgrzymkę poszedł, by towarzyszyć swojemu koledze i jego dziewczynie. Początkowo nikt nawet nie pomyślał, że chłopak przejdzie głęboką przemianę duchową, że na koniec pielgrzymki stwierdzi, iż wiara umacnia i pokazuje jak żyć. Żaneta Czyżniewska
Zapraszamy wszystkich uczestników grupy błękitnej, a także osoby zainteresowane, na spotkanie popielgrzymkowe w pierwszą niedzielę września w kościele parafialnym p.w. św. Wawrzyńca.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze