Nie od dziś prowadzone są na terenie Sochaczewa badania wykopaliskowe, ale to, co w ciągu ostatnich czterech lat udało się odkryć sochaczewskim archeologom, zasługuje na szczególne uznanie. Znalezione przypadkowo, przez jednego z właścicieli działek w Chodakowie, fragmenty naczynia ceramicznego, w którym znajdowały się przepalone kości, dały początek badaniom, których efektem było odsłonięcie północno-wschodniej części dużego cmentarzyska ciałopalnego ludności kultury grobów kloszowych. Datowane jest ono na okres od drugiej połowy VI wieku po przełom III/II wieku p.n.e.
Wykopalisko odkryte wiosną 2003 roku odwiedzili niemal natychmiast dyrektor Muzeum Ziemi Sochaczewskiej Maciej Wojewoda wraz z archeolog Anną Marią Wachowską. Potwierdzili oni istnienie dwóch, częściowo zniszczonych grobów, wykonali też dokumentację fotograficzną oraz opisową. O znalezisku poinformowano również płocką Delegaturę Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. Stanowisko, w którym prowadzone są badania, znajduje się pomiędzy ulicami Krzywą, Smolną i Zwierzyniecką, ale, jak sugeruje archeolog Andrzej Tucholski, pierwotnie rozciągać się ono mogło dalej na południe, po prawej stronie drogi z Sochaczewa do Mokasu, a cały cmentarz mógł zajmować obszar ok. 2 ha. To teren w większości zabudowany, z wyjątkiem kilku nieużytkowanych jeszcze działek, które stanowią teraz główny poligon prac wykopaliskowych. Do tej pory udało się odsłonić 23 obiekty archeologiczne, w tym: 11 grobów kloszowych, dwa pojedyncze oraz jeden zbiorowy grób popielnicowy w obstawie kamiennej, sześć grobów jamowych oraz dwie jamy o niewyjaśnionym charakterze i jeden nowożytny wkop zawierający połowę misy. Najliczniejszą grupę z tych znalezisk stanowią groby kloszowe, na których konstrukcję składały się trzy naczynia: popielnica zawierająca przepalone kości ludzkie wraz resztkami stosu pogrzebowego, nakrywająca ją misa oraz klosz z odwróconym do góry dnem. „Jak wynika z analizy antropologicznej, na dotychczas przebadanej partii cmentarzyska, poza jednym mężczyzną z grobu zbiorowego, spoczywają prawie wyłącznie kobiety z dziećmi. W jednym z nich znaleźliśmy prochy 54-letniej kobiety, można by powiedzieć babci, ponieważ w tamtych czasach rzadko zdarzało się, aby ktoś dożył takiego wieku – mówi Andrzej Tucholski. – Na obecnym etapie nie wiemy jednak, czym wytłumaczyć znikomy udział mężczyzn na zachowanej części cmentarzyska. Odpowiedź przyniosą zapewne następne sezony wykopaliskowe i dokładna analiza pozyskanych materiałów kostnych” – dodaje.
Okazuje się też, że z ilością pochowanych osób nie wiązały się okazalsze wyposażenia grobów. W niektórych inwentarzach wystąpiły co prawda, metalowe bądź wykonane z surowców organicznych przedmioty, jednak większość pochówków nie zawierała żadnych „skarbów”. Odkryte na Zwierzyńcu cmentarzysko pełniło swą funkcję na przestrzeni 300 lat i, jak twierdzi Andrzej Tucholski, jego charakterystyka nie odbiega w zasadzie od schematu cmentarzysk kloszowych, które funkcjonowały wówczas na Mazowszu. Zdaniem archeologa snucie dalszych przypuszczeń na temat elementów obrządku pogrzebowego, chronologii czy też panujących wtedy stosunków społecznych, będzie na tym etapie badań nieskuteczne, ze względu na wciąż skąpe i niepełne źródła informacji. Brakuje również środków, aby kontynuować wykopy. Jak jednak zapewnia dyrektor muzeum Maciej Wojewoda, badania wykopaliskowe będą kontynuowane w przyszłym roku. Natomiast, jak co roku, po konserwacji znalezionych przedmiotów, sochaczewskie muzeum zorganizuje mini wystawę. Znaleziska ze Zwierzyńca mieszkańcy będą mogli obejrzeć do końca tego roku. Najciekawsze eksponaty zostaną włączone do stałej wystawy muzeum „Przeszłość w ziemi ukryta – Archeologia Ziemi Sochaczewskiej”.
Martyna Mikulska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze