Michał i Zosia Jasińscy – cali z nadziei

/ 1 komentarzy / 7 zdjęć
+2

- On lubi ciszę i spokój. Sam jest cichy i spokojny. To okaz cierpliwości – mówi o swoim synu Zosia. Michał ołówkiem przymocowanym do wskaźnika na głowie przeplata włóczkę na krośnie. Nie wiadomo, jak mu się to udaje. A przecież już widać kawałek choinki. Będzie świąteczna makatka. – Ale czasami mam swoje dni – odpowiada mamie. – No pewnie, że masz, jak każdy, czasami też się denerwujesz – śmieją się oboje.

 

Historię Michała sochaczewianie już trochę znają. Wiedzą, jak jest zdolny. Jak pięknie potrafi malować, układać kilkutysięczne puzzle, tworzyć grafiki. Bez użycia wykręconych spastycznie rąk. Tylko wskaźnikiem na głowie. Pamiętają też, jak zbierali nakrętki na windę do domu Michała, w sumie 12 ton. Robili to chętnie, nie tylko z podziwu dla jego mrówczej pracowitości i artystycznej wrażliwości, nie tylko dlatego, że autentycznie współczuli mu nabytej przy porodzie choroby. Ich serca otwierały się, gdy widzieli, jak matka dzień w dzień niesie na plecach dorosłego syna po schodach, by położyć go spać lub znieść na śniadanie.

- Nie raz żeśmy się wywalili – śmieje się Zosia, Michał głośno jej wtóruje. Udało się, dzięki mieszkańcom mają windę. – Teraz w ogóle jest lżej. Michał jest na zajęciach od 9.00 do 15.00, pod dobrą opieką, a ja mogę psychicznie odpocząć – Zosia ma na myśli Środowiskowy Dom Samopomocy przy Zamkowej. 31-letni Michał uczęszcza tu od siedmiu lat. Bardzo lubi to miejsce, bo lubi być wśród ludzi. I uwielbia tworzyć, a tu ma dobre do tego warunki. Tak samo lubił kiedyś swoją szkołę. – Był w niej po prostu zakochany, nauczyciele śnili mu się po nocach. Do dziś utrzymuje z nimi kontakt – opowiada mama i dodaje: - Skończył cały program, bo umysłowo jest bardzo sprawny, tylko to ciało.

To ciało jest bardzo spastyczne. Mama walczy o najmniejszą poprawę od chwili przyjścia syna na świat, kiedy doznał porażenia mózgowego. Nie ustają w rehabilitacji, szukają każdego sposobu na poprawę jakości życia Michała. – To nie jest łatwe, czasami robi się jeden krok do przodu, a trzy do tyłu. Na szczęście jesteśmy otoczeni dobrymi ludźmi. Mam starszych synów, którym pomoc wypływa prosto z serca. Ale też ciągle spotykamy osoby, które nam pomagają. Teraz mamy takiego cudownego wolontariusza, który opiekuje się Michałem w czasie rekolekcji w Niepokalanowie. On bardzo nam pomaga. I…, nie wiem Michał, czy możemy już powiedzieć, no dobrze, powiem, może uda się zdobyć taki nowy lek na spastyczność, podobno bardzo pomaga, oby, tylko nie wiem, ile będzie kosztował… Ale jak wszystko pójdzie dobrze, Michał dostanie ten lek i może naprawdę pomoże – patrzą na siebie i w ich oczach pojawia się błysk. Jasny, promienny, może go powodować tylko ona: NADZIEJA.

- Michał żyje nadzieją cały czas, od dzieciństwa – mówi Zosia. – Pamiętam pierwszy zawód. Tak się modlił, by w czasie pierwszej komunii św. Bóg go uzdrowił. Bardzo przeżył, gdy tak się nie stało. Miał 12 lat, serce mi się krajało, gdy widziałam ten jego smutek wtedy. Ale szybo odzyskał nadzieję i ta nie opuszcza go do dziś. Jest takim optymistą, to on podtrzymuje mnie na duchu.

Nie ma wątpliwości, że mamy też nie opuszcza. Ta nadzieja jest mądra, bo towarzyszą jej miłość i akceptacja. – Nie wyobrażam sobie życia bez niego, bez tego mycia, ubierania, zajmowania się nim.

A przecież nie jest im łatwo, skromne świadczenia ledwo wystarczają na życie, na węgiel co roku brakuje, a gdzie mówić o rehabilitacji, leczeniu, lekach, których potrzebuje sparaliżowany Michał. Zosia woli opowiadać jednak o kalendarzu, który Michał co roku wydaje z pomocą Urzędu Miasta. Ten ostatni właśnie jest w druku, nie mogą się doczekać, gdy go zobaczą i będą mogli rozdać przyjaciołom. Zosia z dumą chwali syna i za te kalendarze, i za piękne obrazy, i za komputer, który, jak mówi, „ma w jednym placu”, za talent, siłę i dobro, które w nim jest. W pewnej chwili wtrąca:

- Michał ma jedno marzenie. Chciałby na godzinę, tylko na godzinę, stanąć na nogi i zobaczyć, jak to jest zrobić samemu choć kilka kroków…

Może się uda, może lek, na który czekają, pomoże. Póki co możemy uszczęśliwić Michała i jego mamę inaczej: pamiętając o nich. Oni tego najbardziej potrzebują.


tekst: Monika Figut

foto: Wiktor Wachowski

 

5
Oceń
(5 głosów)

 


Opinie i komentarze użytkowników (1)


jarl
(2016-12-03 22:19)
+1
Pełen szacunek dla Pana Michała i Jego Rodziny za wytrwałość, optymizm i chęć do działania.

A redaktorzy zamiast skupiać się na opisywaniu historii tych ludzi ( za to HEJT na was), mogliby zorganizować imprezę charytatywną na rzecz Pana Michała.
"Jedz jabłko na złość Putinowi" daliście radę zorganizować. A tu widzę tylko wzruszającą historię, która ma na celu przyciągnąć czytelników.

Jeżeli jest prowadzona zbiórka na leki lub rehabilitację, to proszę aby ktoś w komentarzu podał gdzie można przekazać swoją pomoc. W tym artykule nie wyczytałem takich informacji, a są one istotne.

skomentuj ten artykuł

e-Sochaczew.pl poleca filmy








Reklama Sochaczew