Zdarzenie które chcę opisać miało miejsce latem 1996 roku. Ktoś mógłby powiedzieć, że minęło już 3,5 roku i nie warto tego rozpamiętywać. Jednakże ludzie o których chcę napisać nadal pracują w sochaczewskiej policji i chodzą po sochaczewskich ulicach. Także w każdej chwili może to spotkać każdego z nas. A więc do rzeczy. Około godziny 22:00 szedłem z moim kolegą Tadeuszem N. ulicą Żeromskiego. Szliśmy od strony Warszawskiej w kierunku ulicy Pokoju. Gdy byliśmy na wysokości Domu Rzemiosła podjechały do nas dwa samochody: czerwony Polonez i zielony stary Volkswagen Polo. Wysiadło z nich dziesięciu chłopaków, którzy z niezrozumiałych dla nas powodów zaczęli nas po prostu bić. Próbowaliśmy uciekać, ale okazało się to niemożliwe gdyż od strony ulicy Warszawskiej nadbiegło dziesięciu kolejnych zbirów. Pierwszy wyrwał im się mój kolega i pobiegł prosto na posterunek policji (to było jakieś 100m). Wpadł zakrwawiony na komendę i powiedział żeby ktoś mu pomógł bo niedaleko biją jego kolegę. Policjanci nawet nie wysilili się na tyle żeby cokolwiek odpowiedzieć. Popatrzyli tylko na Tadka, uśmiechnęli się i powrócili do picia kawy. Tadek nie otrzymawszy oczekiwanej pomocy sam wrócił na miejsce zdarzenia, aby zobaczyć co się ze mną dzieje. Dzielnym chłopakom którzy napadli na nas w proporcji dziesięciu na jednego widocznie znudziło się już kopanie leżącego. Część z nich wsiadła do samochodów, a część spokojnym krokiem wróciła do "Amora" (przechodząc obok posterunku). Wszyscy pewnie zastanawiają się o co tu chodzi. Ja też nad tym myślałem. Przeanalizowałem po kolei wszystkie wydarzenia. W czasie tego napadu zapamiętałem dwóch ludzi: grubasa który uderzył mnie jako pierwszy oraz niewyrośniętego "kurdupla" który najwięcej krzyczał i bił mnie po twarzy gdy inni trzymali mnie za ręce. Otóż powodem tej napaści było to, iż kilka minut wcześniej mijając się z tym kurduplem potrąciłem go ramieniem. Ja nawet na to nie zwróciłem uwagi. Okazało się jednak, że dla tego kurdupla była to zniewaga wymagająca krwi. Pewnie dlatego, iż szedł ze swoją dziewczyną. Musiał jej zaimponować. Zważywszy na jej współczynnik inteligencji takie "zadymy bardzo jej imponują. Szkoda tylko, że nie próbował tego wyjaśnić osobiście tylko pobiegł po swoich kolegów z "Amora", którzy byli też stałymi bywalcami tzw. "Camela". Ale nie to jest w tym wszystkim najciekawsze. W końcu w każdym społeczeństwie trafia się takie "bydło" które braki w swoim intelekcie nadrabia mięśniami i chamstwem (w owym czasie skupisko Sochaczewskiego bydła znajdowało się właśnie w "Camelu"). Najciekawsza była dla mnie reakcja policji. Pomijając to, iż nikt nie miał tam ochoty na interwencję w czasie tego zdarzenia, przebieg śledztwa też był dziwny. Od razu po pobiciu zgłosiliśmy to na policji. Oznajmiliśmy, że zapamiętaliśmy dwie twarze i numer rejestracyjny zielonego Polo. Policjanci zanotowali to i kazali przyjść na drugi dzień. Tak też zrobiliśmy. Spotkaliśmy się z samym komendantem policji który oznajmił, iż właścicielem tego samochodu jest Andrzej Rosiak zamieszkały na ulicy Trojanowskiej 31. Stwierdził też że najlepiej będzie jak sami to załatwimy. Zdziwieni stwierdziliśmy że od tego jest policja. Wtedy dowiedzieliśmy się że sprawę będzie prowadził pan Cieślak. Po kilku dniach dostaliśmy wezwanie. Spotkałem się tam z panem Rosiakiem, który stwierdził że tylko zatrzymał się na chwilę żeby popatrzeć na bójkę. Oczywiście znalazł się na to świadek (rugbista, bywalec "Camela"). Ja w między czasie dowiedziałem się że grubas który uderzył mnie jako pierwszy nazywa się Tomasz Ziomek. Powiedziałem to panu Cieślakowi. On wyjął z kartoteki kilka zdjęć i pokazał mi je. Ja rozpoznałem "grubasa". Pan Cieślak potwierdził, że jest to Tomasz Ziomek. Myślałem że teraz śledztwo ruszy z miejsca. Jakież było moje zdziwienie kiedy po tygodniu dostałem zawiadomienie: "Śledztwo umorzone z braku dowodów". Później dowiedziałem się, iż brat dziewczyny tego "kurdupla" pracuje na policji. Niestety nie wiem jak się nazywa (z chęcią opublikowałbym jego nazwisko). Wiem tylko, że posturą przypomina goryla, jak wszyscy bywalcy "Camela" ma wzrok tęskniący to jedyny sposób w jaki ludzie o ich inteligencji potrafią załatwiać sprawy. Z drugiej jednak strony wątpię aby tacy barbarzyńcy mieli dostęp do Internetu. Przecież przy tak niskim współczynniku IQ nie wiedzą pewnie co to jest modem.
Jacek jacek176@box43.pl
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze