Reklama

3 milimetry czasu

Tygodnik Echo Powiatu
15/11/2006 12:05
Zaledwie rok temu myśleli, że wszystko jest dobrze. Ale stało się. Nowotwór znów uderzył i to silnie. Guz ma już 1,5 centymetra. Mogą go jeszcze raz spróbować wyciąć chirurgicznie, ale ryzyko jest duże. Lekarze nie ukrywają, że teraz grozi Andrzejowi m. in. obrzęk mózgu, wegetacja, śmierć. Jedyną nadzieją na normalne życie jest nieinwazyjny zabieg za granicą, bo w Polsce jeszcze się go nie robi. Ale wiedzą, że guz, który promienie kobaltu mogą usunąć, nie powinien być większy niż 1,8 centymetra. Zostało więc 3 milimetry czasu, 3 milimetry nadziei na to, że zdołają zebrać pieniądze. Że Andrzej będzie żył.
Iza i Andrzej Andryszczyk mieszkają w Teresinie. Mają dwoje dzieci, 8-letniego Julka i 2-letnią Ingę. Iza jest na urlopie wychowawczym, Andrzej ma skromną rentę, ale cały czas dorabia. Jak sami o sobie mówią, są przeciętną, normalną rodziną. Może z daleka, bo w rzeczywistości są niezwykli. Los wystawia ich już po raz drugi na wielką próbę. A oni znów w wielkiej wzajemnej miłości, w szacunku do innych, w pokorze do życia znajdują wielką siłę, by ją przetrwać. Nie każda choroba zostawia otwartą furtkę nadziei, zwłaszcza tak ciężka. By Andrzej mógł tę furtkę przejść, również inni, również my musimy zdać egzamin z... życzliwości.

Siedem lat temu odkryto u Andrzeja nowotwór mózgu. Guz prawego kąta mostowo-móżdżkowego, tzw. nerwiak, miał 3 na 3 centymetry. Szybko zapadła decyzja o operacji. W 1999 roku lekarze Wojewódzkiego Szpitala Bródnowskiego w Warszawie usunęli Andrzejowi nowotwór. Uszczerbek na zdrowiu był nieunikniony. - Mąż nie słyszy na jedno ucho, nie ma łez, prawa strona twarzy jest częściowo sparaliżowana. Usunięcie błędnika spowodowało, że cały czas grozi mu utrata równowagi.

- Mam jeden wielki huk w głowie. Nie potrafię tego opisać. To tak, jakby pani przyłożyła ucho do wiatraka w komputerze i musiała tego słuchać przez całe życie, w każdej sekundzie. Nie mogę odbierać telefonów komórkowych czy stać w pobliżu mikrofalówki, po kontakcie z tymi urządzeniami czuję się tak, jakby mnie koń kopnął w głowę. Do tego dochodzą częste bóle. Ale to nic, do bólu, do wszystkiego można się przyzwyczaić, choć wydawało mi się to na początku niemożliwe.
- Najważniejsze, że żyje - dodaje z uśmiechem Iza.

Żyje i to intensywnie. Andrzej uwielbia sport. Po długim okresie rekonwalescencji, rehabilitacji, dzięki wielkiej sile wewnętrznej, jako niepełnosprawny zawodnik zrzeszony w SSRON Sochaczew mógł z sukcesem poświęcić się bieganiu. Ukończył 6 półmaratonów i 8 biegów na dystansie 10 km. Ukończył Grand Prix Łomży 2006, zajął III miejsce w kat. wiekowej Rypin 2006 i II miejsce w kat. osób niepełnosprawnych w 2004 roku, a także I, II i III miejsce na różnych dystansach w Zawodach Pływackich dla Osób Niepełnosprawnych.
- Bardzo lubię wysiłek fizyczny, sportowy. Zdecydowanie wolę zawozić syna do szkoły na rowerze niż samochodem.

Przez siedem lat wierzyli, że guz nie odrośnie. Niestety, miesiąc temu podczas kontrolnych badań nie było wątpliwości, że choroba wróciła.
- To był szok - opowiada Andrzej. - Od razu przypomniał mi się ten koszmar sprzed siedmiu lat. Trepanacja czaszki, ból, człowiek przez kilka miesięcy chodzi po ścianach, dosłownie.
- Chcieli go niemal od razu położyć na stół, otworzyć czaszkę - mówi Iza. - Sugerowano nam, że to jedyna możliwość, ale też nie ukrywano, że ryzyko jest dużo większe, że musimy się liczyć ze wszelkimi powikłaniami, również ze śmiercią męża. Tym bardziej, że guz jest tak blisko pnia mózgu.

Nie byli w stanie przystać na tak wielkie ryzyko. Długie godziny przed komputerem, przeszukiwanie internetowych stron dało im w końcu nadzieję. Dowiedzieli się, że niektóre najnowocześniejsze kliniki na Zachodzie, m. in. w Sztokholmie i Londynie, stosują w takich przypadkach metodę radiochirurgii zwaną Gamma Knife, która jako nieinwazyjna nie niesie za sobą groźby powikłań, za to zazwyczaj skutkuje całkowitym wyleczeniem pacjenta. W skrócie polega ona na tym, że z różnych stron mózgu kieruje się na guz około 200 wiązek promieniowania kobaltu, które zogniskowane w chorym miejscu, łącząc swoją siłę, niszczą komórki nowotworu.

To, że Gamma Knife jest odpowiednią metodą w przypadku Andrzeja, potwierdzili - oczywiście prywatnie - lekarze w Polsce.
- Musieliśmy się też upewnić, czy nowotwór Andrzeja kwalifikuje się na taki zabieg, bo kliniki uzależniają to między innymi od umiejscowienia guza, jego rodzaju i wielkości. Na szczęście okazało się, że choroba męża mieści się w normach. Oczywiście musimy się spieszyć, bo guz jest dziś dość duży, ma 1,5 centymetra, a zabieg wykonuje się tylko do wielkości 1,8 centymetra.

Gdyby byli zamożni, Andrzej pewnie miałby już ustaloną datę zabiegu. Ale zamożni nie są. Dziś wszystkie swoje siły angażują więc w zebranie pieniędzy. A potrzebują 120 tysięcy: na zabieg, pobyt w szpitalu, wyjazd.
- Niech mi pani wierzy, nie jest łatwo prosić o taką pomoc, o pieniądze, nie jest łatwo przy tym zrezygnować z intymności swojego rodzinnego życia. Nie jestem w stanie postawić puszki na datki w sklepie bez łez. Bardzo to przeżywamy. Ale przecież nie mamy innego wyjścia. Musimy gdzieś schować dumę i po prostu ratować Andrzeja. Jedyne, czego dzisiaj pragnę i co da szczęście mi i mojej rodzinie, to życie męża.
Ci, którzy chcą pomóc, mogą wpłacać pieniądze na konto:

Izabela Andryszczyk
50102055581111145069300078
z dopiskiem:
NA LECZENIE ANDRZEJA

Chyba nie tylko zrozumienie dla sytuacji, ale również ciepło, dobra energia, jaka emanuje z Izy i Andrzeja, ich skromność i determinacja sprawiają, że już wiele ludzi im pomogło.
- Odzew, z jakim się spotykamy, jest niezwykły. Za wszystko już teraz bardzo dziękujemy, za zaangażowanie szkoły, do której chodzi syn, za wsparcie teresińskiej Fundacji TYCHE, za każdy życzliwy telefon, za każdą pomoc. Bo przecież nie chodzi tylko o pieniądze. Siłę dają nam również po prostu dobre słowo i modlitwa za zdrowie Andrzeja.

Monika Figut
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    iza2610 2006-12-29 12:18:30

    Nigdy nie pisaliśmy ze guż Andrzeja jest złośliwy i powoduje przerzuty. Oczywiście, ze da sie żyć z tego rodzaju nowotworem, ale każdy przypadek jest indywidualny i nie można generalizować. W naszym przypadku guz odrósł i w ciągu 1 roku od poprzedniego badania rezonansu osiągnął wymiar 1,5 cm więc nie wiemy skąd takie informacje, że "zawsze" rośnie powoli - jak widać na naszym przypadku zdarzają sie wyjątki. Jeśli autor poprzedniego postu uważa, że nic mu nie zagraza choć jest po operacji wycięcia nerwiaka to szczerze mu zazdrościmy pewności i gratulujemy, iż dostał od losu tak dużą szansę na całkowite wyleczenie. Wiemy, że zdarzają się cięższe przypadki i nie uważamy sie za szczególnie napiętnowanych przez los ale dla nas nawrót choroby był strasznym szokiem ponieważ lekarze praktycznie wykluczali taką możliwość a także tempo wzrostu tego guza dało nam wiele do myślenia. Nigdy nie było naszym celem wprowadzanie kogokolwiek w błąd. Artykuły jakie się ukazywały nie były medycznym oratorium gdyż takowe dla większości odbiorców byłoby niezrozumiałe. Potrzebowaliśmy pomocy i staraliśmy się przekazać tyle z naszych odczuć i bolączek ile to było tylko możliwe. Nigdy nie robiliśmy z siebie męczenników. Poprostu prosiliśmy o pomoc i tyle - sami nie byliśmy w stanie sprostać kosztom tego zabiegu. Mamy nadzieję, iż to przez co my przeszliśmy pomoże innym chory osobom ominąć gąszcz problemów z jakimi my musieliśmy się borykać. Wszystkie informacje podawane w artykułach są podparte stosowną dokumentacją więc nie wiemy skąd te zarzuty o pisaniu nieprawdy...... Zyczymy zdrowia autorowi poprzedniego postu i jeśli potrzebowałby jakichkolwiek informacji na temat leczenia metodą GK służymy pomocą... I i A Andryszczyk

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    bambo 2006-12-28 23:31:21

    Bardzo sie ciesze, ze naswietlania sie udały. Ale musze przyznac, ze artykuł jest napisany w złym stylu. Podaje nie prawdziwe informacje badz też ich nie ujawnia do konca. Sama jestem po operacji nerwiaka kata mostowo-mozdzkowego i zespoły, które podaliscie czyli głuchota, piski, porazenie n.VII itp. to standardowe powiklania. Zdarzaja sie dużo ciezsze przypadki. A co najważniejsze da sie z tym żyć. Zreszta wyniki sportowe Andrzeja o tym świadcza. Po drugie nerwiak to nie guz zlosliwy i to ze on rosnie( a rosnie bardzo, bardzo powoli wskali roku sa to milimetry) i zagraza zyciu to jedna sprawa. Ale co najważniejsze nie powoduje przerzutów!!! Z artykułu mozna sie doczytac, ze jest to choroba śmiertelna a tak nie jest jesli jest leczona. Nie chce tu nikogo osadzac ale uwazam ze jesli pisze sie takie rzeczy trzeba podawac prawdziwe informacje bo to nalezy sie odbiorcą artykułu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    iza2610 2006-12-21 18:13:49

    Bardzo współczujemy autorce poprzedniego postu tym bardziej, iż sami wiemy co oznacza walka z taką chorobą jak nowotwór. Nigdy nie pisaliśmy, iz nowotwór na który jestem chory jest złośliwy. Znamy autorkę tego postu z innych źródeł i wiemy, iz od wykrycia guza u niej dawano jej dwa tygodnie życia (mi dawano dwa miesiace). Więc czemu pisze iz nie może on być śmiertelny? Nie wiem.... Po pierwsze nie napisaliśmy, że koszt zabiegu to 120 tyś tylko, iż jest to koszt leczenia na który składa sie sam zabieg, jak i konsultacje, przeloty, pobyt w klinice i ewentualna rehabilitacja. Po drugie klinika w Londynie gdzie byliśmy robi to za 90000 - na potwierdzenie naszych słów dysponujemy fakturami - a o klinice w Brukseli sa różne opinie i nie jest to z całą pewnością jedna z najlepszych klinik po trzecie można zabieg wykonać w Pradze za 40000 więc jeszcze taniej ale na przedpotopowym sprzęcie i trzeba długo czekać - a czas ma tutaj duże znaczenie. Wiemy, że to co najdrozsze nie zawsze jest najlepsze. Wybór kliniki, która dokonała zabiegi GK był poprzedzony bardzo długimi poszukiwaniami. Przypadek mój był konsultowany także w jednej z renomowanych klinik w USA i jeśli okazałoby się, iż nie ma bliżej tak dobrego ośrodka jak tam pewnie wylądowalibyśmy w Stanach. Ale okazało się, iż wśród tych kilkunastu miejsc, które diagnozowały ten przypadek znalazła się klinika w Londynie, która oferowała zarówno wysoki poziom specjalistów - udało się nam trafić na światowej klasy specjalistę, który zajmuje się min szkoleniami personelu w innych ośrodkach GK na świecie jak też krótki czas oczekiwania a również doskonały sprzęt i opiekę po zabiegu. Bo trzeba tu wspomnieć, iż od tego jak nowoczesny jest sprzęt zależy czas trwania całego zabiegu a tym samym czas tego potwornego bólu jaki jest zwiazany nie z samym napromieniowaniem guza promieniami kobaltu ale z przygotowaniem pacjenta do zabiegu. Teraz z perspektywy czasu widzimy, iż nasz wybór był jaknajbardziej trafny..... Co zaś się tyczy wielkości guza jaki moze być poddawany leczeniu tą metodą.... Zanim powzięliśmy decyzję, iz poddam sie takiemu zabiegowi wiele czasu poświęciliśmy na zebranie informacji o tej metodzie leczenia. Niestety w polskiej literaturze nie ma wiele na ten temat. Musieliśmy posiłkować sie zagraniczna literaturą fachową. Ale teoria z praktyką często się nie pokrywa. 1,8mm (podawany np. przez klinikę w Sztokholmie, Londynie, Frankfurcie) to wymiar do którego jest największa szansa powodzenia tego zabiegu. Jest możliwe traktowanie promieniami kobaltu większych guzów ale powodzenie takich operacji maleje w miarę jak guz jest większy. Ponieważ wykrycie guza we wczesnym stadium rozwoju jest minimalne najczęstrzym zabiegiem jest najpierw chirurgiczne pomiejszenie guza a dopiero później traktowanie go promieniami kobaltu. Jeszcze słowo o kosztach...wiem, nie wybrałem najtańszej kliniki ale proszę zwrócić uwagę na to, że klinika np. we Frankfurcie (tam jest taniej) robi zabieg ambulatoryjnie!!! troche jest to przesada bo człowiek po tym zabiegu nie jest w staniem normalnie funkcjonować przynajmniej przez dobę a ze swojego doświadczenia wiem, że i dłużej - pojawiają się zatem inne koszty o których klinika wstępnie nie wspomina a które w rezultacie sprawiają, iz całkowity koszt jest kilkakrotnie większy. My wykonaliśmy ten zabieg w jednej z najbardziej renomowanych klinik, które od lat zajmują się takimi przypadkami - bo jesteśmy pewni, że każda z osób dotkniętych taką chorobą jeśli mogłaby skorzystać z tego rodzaju leczenia wybrałaby miejsce najbardziej sprawdzone. A co do negocjacji ceny to bardzo interesujące bo my sprawdzaliśmy wiele klinik na całym świecie nie tylko w Europie i o żadnych negocjacjach nie było mowy.... Domyślamy się, iż wątpliwości autorki poprzedniego postu rodzą sie zwyczajnie z niewiedzy. Bo sami wiemy, jak trudno jest dotrzeć do jakichkolwiek informacji na temat tej metody leczenia. Spędziliśmy dużo czasu nad książkami, słownikami (dlatego, iz większość publikacji nie jest w języku polskim) i przed monitorem komputera. A i tak cała ta wiedza teoretyczna ma sie nijak do praktyki. W rezultacie wygląda to wszystko troszkę inaczej niż jest to opisywane w ogólnodostępnej literaturze.... Służymy pełną dokumentacją zabiegu i wszelką pomocą każdej zainteresowanej osobie....

    Pozdrawiamy i życzymy wszystkim takich wesołych świąt Bożego Narodzenia jakie będzie w tym roku przeżywać nasza rodzina dzięki Państwa życzliwości i dobrym sercom.... Iza i Andrzej Andryszczyk

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama