L
ubię imprezy lokalne. Nie te wielkie, nadęte, rozdmuchane kolorowe bańki - a właśnie coś, co robią ludzie na poziomie własnym. Samorządowym. Bo tam czuję się jak u siebie w domu. Ściany szkoły wciąż pachnące ostatnimi lekcjami w piątek, farba olejna do połowy wysokości korytarza i wyślizgane schody na piętro. gazetka szkolna i zdjęcia uczniów.
W takich chwilach wiem, że ci, co przychodzą, przyszli tam właśnie po to, żeby się ze mną spotkać. Nie przypadkiem, nie mimochodem, a celowo. I to jest piękne, kiedy ktoś mówi mi "Przejechałem kilkadziesiąt kilometrów, żeby uścisnąć Ci rękę!" - bo ja też odbyłem swoją drogę właśnie po to.
Na małych imprezach spotykamy się w pół drogi. Jak równi, a nie jak Wielki Pan Pisarz i jego nieistotni konsumenci.
To właśnie dla takich spotkań, dla tych uścisków ręki, dla tych ludzi jeżdżę po Polsce.... nie, nie tak. Nie "dla nich" - ja to robię dla Was. Dla każdego z osobna, bo to dopiero w Was moje książki żyją. Bez Was to tylko papier i znaczki farbą drukarską; książka jest martwa bez swojego odbiorcy.
I to Wam wszystkim, tym co byli na Brodniconie i tym, co nie - dziękuję.
Bez Was to nie miałoby sensu.
<3
PS We czwartek o 9:50 rano jestem na spotkaniu w naszym, sochaczewskim Ogrodniku. Wpadniecie? Ja będę ;)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Przepraszam, nie da się tego czytać. Zapraszam Pana do odwiedzenia tych, którzy są tak niedaleko. Żyjących i Nie (+).
Przepraszam, nie da się tego czytać. Zapraszam Pana do odwiedzenia tych, którzy są tak niedaleko. Żyjących i Nie (+).