Co sprawia, że szef biura rachunkowego czy właściciel sklepu zaczyna pisać poezję? Trudno powiedzieć, ale chyba tęsknota za czymś innym niż codzienność, a może chęć wyrzucenia z siebie emocji. Tych dobrych i tych złych. Inna sprawa jednak pisać dla siebie czy najbliższych, a co innego organizować grupę ludzi, którzy się tym zajmują. Tak się stało w przypadku dwóch poetów –amatorów, jak się określają, Marka Boczka i Tadeusza Hutkowskiego.
Kto mnie przeczyta?
Poznali się trzy lata temu i od razu między nimi zaiskrzyło. Tym wspólnym mianownikiem okazała się poezja. Tadeusz miał już na swoim koncie tomik poezji, pan Marek od kilku lat gromadził teksty – wtedy jeszcze do szuflady. „Po okresie pisania dla siebie, przychodzi czas, aby podzielić się tym z innymi – mówi Marek Boczek. – Jest taka silna potrzeba konfrontacji tego, co się napisało z osądem kogoś obcego, kto pochwali, ale i podpowie, że coś jest nie tak”.
I w taki sposób narodził się pomysł Sochaczewskich Wieczorów Literackich, organizowanych na wzór Żyrardowa, w którym istnieje silna grupa poetów. Pan Marek nie ukrywa, że przez pewien czas, co poniedziałek, jeździł do Żyrardowa, aby czytać swoje wiersze, słuchać innych, brać udział w spotkaniach autorskich. Wtedy też wydał swój tomik poezji.
Mało nas…
Wraz z Tadeuszem Hutkowskim postanowili spotkania takie jak w Żyrardowie przenieść na grunt sochaczewski. Okazało się jednak, że to nie takie proste. Pierwsze spotkanie odbyło się w październiku ubiegłego roku w MOK na Żeromskiego. „Przesiedzieliśmy je we dwóch, podobnie jak drugie. Byliśmy zniechęceni tym, że w 40-tysięcznym mieście nie ma kilku osób zainteresowanych poezją” – opowiada Tadeusz Hutkowski. – Na trzecim spotkaniu pojawił się Daniel Grabarek z „Echa Powiatu”, który wspiera nas do dziś. Od tego czasu coś drgnęło. Pod koniec roku dołączyła do nas na stałe Hanna Domańska”.
Jednym z pomysłów na rozpropagowanie własnej poezji i wieczorów literackich było wykładanie w sochaczewskich kawiarniach karteczek z wierszami. Można je znaleźć w „Siódemkach”, „Kameralnej”, „Sweet Caffe” czy „U Helmuta”. „To dzięki tym karteczkom trafili do nas Łukasz Walda, młody poeta – pieśniarz i Joasia Krakowian, uzdolniona poetka, która niestety w tej chwili nie spotyka się z nami, bo studiuje w Warszawie” – wspomina Marek Boczek.
Wyjść do ludzi
Następnym krokiem były prezentacje w restauracji „Kameralna”, gdzie czytają swoje wiersze, zapraszają muzykujące osoby, a przede wszystkim mają słuchaczy. Ma to być także sposób na rozpropagowanie wieczorów literackich, które od września odbywają się w każdą środę o godz.19.00 w Miejskim Ośrodku Kultury w Boryszewie. W okresie jesienno-zimowym spotkania będą co drugi tydzień, bo pogoda i późna pora nie sprzyjają frekwencji.
Członkowie grupy próbują zachęcić osoby piszące, również bardzo młode do udziału w spotkaniach i wcale nie trzeba być super poetą, aby się tam pojawić. Często najważniejsza jest pasja i potrzeba przelania myśli na papier.
Tadeusz Hutkowski wspomina, że gdy sam zaczynał pisać w wieku 18 lat, były to głównie liryczne wiersze o miłości, tęsknocie i o tym, co towarzyszy młodemu człowiekowi. Z jego debiutem wiąże się ciekawa historia, bowiem odbywając zasadniczą służbę wojskową wysłał swój wiersz do „Żołnierza Polskiego”, jedynego dostępnego wtedy w wojsku czasopisma, które co miesiąc drukowało dodatek literacki „Nike”, w całości poświęcony literaturze. Okazało się, że w którymś numerze opublikowano ten wysłany wiersz, co przepełniło młodego poetę dumą. Tym bardziej, że na pierwszej stronie, jak opowiada, wydrukowano wiersze Iłłakowiczówny, a na ósmej, w rubryce „debiuty” pojawiło się jego nazwisko wraz z utworem. Niestety, twórca szybko został sprowadzony na ziemię, a to za sprawą „towarzyszy niedoli”, którzy kpiną i niewybrednymi komentarzami dali do zrozumienia, co myślą o facetach piszących wiersze. To Tadeusza Hutkowskiego skutecznie wyleczyło z poezji na dobre 20 lat. Do czasu, kiedy na powrót nie poczuł potrzeby pisania. Tym razem skończyło się to wydaniem w 2005 r. własnego tomiku.
Kopanie słowa w Kameralnej
Zachęcamy więc wszystkich piszących lub kochających poezję do udziału w Sochaczewskich Wieczorach Literackich. Dobra okazja nadarza się 10 grudnia, kiedy to zaplanowano kolejne spotkanie w „Kameralnej”. Tym razem pojawią się też poeci z Żyrardowa i odbędzie się „Poetyckie kopanie słowa” – swoisty mecz na wiersze między Sochaczewem a Żyrardowem. Początek spotkania o godz. 19.00. Wystąpi także, z towarzyszeniem gitary, Łukasz Walda, który ma już w „Kameralnej” swoich słuchaczy. Może dołączą do nich następni, bo grupa ma głowy pełne pomysłów, jak choćby turniej jednego wiersza, czy wydanie antologii sochaczewskich poetów.
Jolanta Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze