W ostatnich dniach, co obserwujemy wszyscy, w życiu publicznym powraca tematyka historyczna, na którą społeczeństwo polskie jest wyczulone. I słusznie, gdyż powodów ku temu mamy wiele. Problemem szczególnym, w kontekście rocznicowym (choć nie tylko), jest kwestia terroru i eksterminacji, jako metod okupacji hitlerowskiej na ziemiach polskich. Ale problemem istotnym z punktu widzenia kształtowania potocznej wiedzy i świadomości historycznej jest nazewnictwo, jakim posługują się w szerokim zakresie środki masowego przekazu oraz inne czynniki opiniotwórcze na zachodzie Europy i Ameryki. Według stosowanego na Zachodzie nazewnictwa, w czasie II wojny światowej działały „polskie” obozy koncentracyjne i zagłady, realizując Holocaust i inne zbrodnicze działania. Wobec tak oczywistego fałszowania wizji historii dokonywanego na Zachodzie z ogromną krzywdą Polski i Polaków, odzywają się w naszym kraju głosy protestu i głoszona jest konieczność podejmowania odpowiedniego przeciwdziałania. Tyle nawiązania do spraw aktualnych, choć nasuwa się nieodparcie pytanie: czy tylko na Zachodzie głoszone są zafałszowane prawdy historyczne? Od ok. pół roku (23 tygodnie) wydawane są pojedyncze, dostępne w kioskach „Ruch” i droga prenumeraty, komplety materiałów edukacyjnych pod tytułem „Historia Polski” ( w podtytule: Bóg. Honor. Ojczyzna, a w nadtytule: „Kompendium wiedzy dla całej rodziny”). Każdy numer jest bogato ilustrowany, przepełniony symboliką patriotyczną, ale zawiera materiały anonimowe, bo żaden autor pod nimi się nie podpisuje. „Firmą” jest więc zaprezentowane w stopce redakcyjnej, Wydawnictwo De Agostini Polska Sp. z o.o. z wyszczególnieniem 16 działów organizacyjnych (oraz drukarnia we Włoszech) wraz z 28 nazwiskami osób tam pracujących, numerami telefonów itp. Pamiętam, że narodzinom tej publikacji towarzyszyła kampania reklamowa w telewizji. Zacząłem więc kupować, nie po to, aby uczyć się stąd historii, gdyż studia historyczne mam za sobą, a po nich wiele lat pracy na niwie historycznej, ale z ciekawości. I oto, w czasie lektury niejednokrotnie zauważałem- mówiąc językiem recenzenta- drobne czy poważniejsze nieścisłości faktograficzne, pomyłki interpretacyjne czy wartościujące. Suma takich „potknięć” powodowała, że prezentowany obraz wiedzy historycznej był miejscami nieco wykrzywiony, odbiegający od wymogów prawdy historycznej. Takie wypadki zdarzają się nawet i w „poważnych” książkach. Niejednokrotnie więc myślałem z nadzieją o krytycyzmie czytelników, którzy odróżnią fałsze od prawd. Ale jednocześnie narastał mój krytycyzm wobec anonimowości tekstów. Bo nie wiadomo było, z kim podejmować ewentualną dyskusję, u kogo domagać się sprostowań, czyich racji wysłuchiwać? Przysłowiowa miara przebrała się podczas lektury najnowszego, 23 numeru „Historii Polski” zakupionego 2 lutego 2005 roku. W jednej z części materiałów „Kompendium”, poświęconej II wojnie światowej (kolor seledynowy strony 83-88) podjęto temat „obozy koncentracyjne”. Opracowanie tego zagadnienia jest w zasadzie poprawne, jak na formę popularną i szczupłość miejsca, oddajcie charakter obozów i grozę przez nie rozsiewaną. Szokuje natomiast wymowa specjalnie wyeksponowanej (na str. 87) rubryki „Poznaj fakty”. Tam podano krzyczącym, pogrubionym drukiem nagłówki: „Liczba ofiar największych polskich obozów zagłady” (wymieniono 6 obozów i liczbę ofiar- jak obliczyłem- 4 mln 770 tys). dalej „Liczba ofiar największych polskich obozów koncentracyjnych” (wymieniono 2 obozy i liczbę ofiar 125 tys). Oraz: „Liczba ofiar największych obozów na terenie Niemiec” (wymieniono 7 obozów i łączną liczbę ofiar 513 tys.). Szokują tutaj co najmniej 2 kategorie spraw, które- wobec anonimowości autorów- należy przypisać Wydawnictwu De Agostini jako winę. Po pierwsze: winę niechlujstwa redakcyjnego, gdyż poprawna wymowa opracowania tematu obozów kłóci się z tymi nagłówkami. Niechlujstwo jest winą wobec czytelników, gdyż redaktorzy nie wniknęli w sens informacji i podali przekłamanie. Po drugie: winę kłamstwa historycznego zawartego w zafałszowanym nazewnictwie. No bo przecież: skoro istniały „polskie” obozy zagłady (największych miało być 6, a ile mniejszych?) oraz „polskie” obozy koncentracyjne (wymieniono „największe” 2), to JAKIE I CZYJE były obozy „na terenie Niemiec”? Ciężar zbrodni przypisano więc obozom „polskim”. Moje konkluzje są następujące. Wydawnictwo De Agostini (wiele osób tam zatrudnionych) nie zna historii i jest nieodpowiedzialne w operowaniu materią wiedzy historycznej. Tym samym lekceważy czytelników, przekazując zafałszowane i wewnętrznie niespójne treści, traktując je jako „kompendium” wiedzy. Dlaczego zabieram czas Redakcji i Czytelnikom „Ziemi Sochaczewskiej”? Dlatego, że wczoraj telefonowałem do Wydawnictwa De Agostini, prosząc o skontaktowanie z osobą kompetentną w kwestiach merytorycznych, której można by przekazać powyższe uwagi. Dowiedziałem się, że takiej osoby nie ma, że mogę po prostu przysłać list do wydawnictwa. Ktoś przeczyta...? Pomyślałem więc, że zamiast pisać do anonimowego, wieloosobowego odbiorcy (tak jakby „na Berdyczów”), lepiej zasygnalizować problem rodakom sochaczewskim z prośbą o ostrożne czytanie „Historii Polski” w wersji „De Agostini”. Z poważaniem Jerzy Kaźmirski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze