Reklama

Czekają na swojego człowieka adopcja psów przez internet Sochaczew

31/05/2011 09:58
Stowarzyszenie e-Sochaczew chce pomóc psom i kotom z Azorka znaleźć nowy dom. Od dłuższego czasu współpracujemy z miejskim schroniskiem, wspierając jego działalność, na naszym portalu uruchomiliśmy stronę Azorka, którą odwiedza wielu użytkowników. Wczoraj na indexie e-Sochaczew pojawiła się nowa funkcja: Zwierzęta do adopcji


Bezdomność psów jest szczególnie dramatyczna, bo spośród wszystkich zwierząt to one najbardziej potrzebują człowieka. W Sochaczewie wiele z nich błąka się po ulicach, przywiązują się do bloków, których co wrażliwsi mieszkańcy dadzą im trochę wody, coś do jedzenia, a przede wszystkim odrobinę ukrytego w głaszczącej dłoni serca.

Coraz więcej pozbawionych domu psów trafia do miejskiego Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt „Azorek”, zapełniając, ba, przepełniając wiaty, boksy i budy. Efekt jest taki, że władze Azorka musiały oficjalnie ogłosić, iż więcej zwierząt nie przyjmą (na 118 miejsc mają 146 psów). Taką dyrektywę otrzymali od Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii. I nie są to tylko suche przepisy. W zbyt ciasnych przestrzeniach psy mogą się po prostu pozagryzać.

Sytuację może naprawić jedynie większa liczba adopcji. I my – Stowarzyszenie e-Sochaczew – chcemy w tym pomóc. Na indexie uruchomiliśmy nową funkcję: Zwierzęta do adopcji - widoczną z prawej strony nad kalendarium. Prezentujemy w niej zdjęcia i podstawowe informacje na temat psów i kotów z Azorka czekających na dobrych ludzi, miły dom. Mamy nadzieję, że nasi użytkownicy mają wielkie serca i podarują tym smutnym zwierzakom kąt i szczęście.

Od siebie:

Zastanawiałam się, czy dla zachęty okrasić ten tekst wypowiedziami osób, które dokonały szczęśliwej adopcji podopiecznych Azorka. I doszłam do wniosku, że przecież mogę napisać o sobie, mojej rodzinie i naszej Wierce.

Z mężem trafiliśmy do sochaczewskiego schroniska 5 lat temu z przemyślaną decyzją przygarnięcia psa. W progu przywitał nas śliczny, piaskowy szczeniak, już podrośnięty, radosny. Oczywiście gotowi byliśmy go wziąć. Wiedzeni jakimś instynktem szliśmy dalej, każdy w swoją stronę. Mój mąż zatrzymał się przy Krówce, pięknej dużej suce, o maści adekwatnej do imienia, która słała do niego wielkie uśmiechy z dachu budy. Była tak duża, że stojąc na tym dachu, swobodnie oglądała całe schronisko, mimo naprawdę wysokiego muru boksu.

A ja uklękłam przy niewielkiej suczce Wierce, i toczyłam łzy widząc jej radość, wdzięk i wigor uwiązane do krótkiego łańcucha budy (dziś już w Azorku na szczęście nie ma psów na łańcuchach). Nie muszę dodawać, że już w myślach przygarnialiśmy i Krówkę, i Wierkę.

Wtedy podeszła do nas wolontariuszka i delikatnie zaczęła nas wypytywać o psie potrzeby, preferencje. Wiadomość, że nie mamy jakichś szczególnych wymagań co do wieku czy wielkości suki (bo raczej byliśmy pewni, że chcemy sukę), powiedziała, że jeszcze nam kogoś pokaże.

Weszliśmy pod wielką, blaszaną wiatę. Dwa rzędy przepełnionych boksów i betonowa droga między nimi. Było tu ciemno niemal jak w piwnicy. Psy ujadały szczęśliwe, że ktoś do nich przyszedł, inne, wylęknione, apatyczne, w głębokiej depresji, chowały się w budach. Magda (wolontariuszka) uprzedziła, żebyśmy odsunęli się od klatek, bo psy skacząc rozchlapują swoje odchody.

Wolontariuszka zatrzymała się przy siatce, za którą zobaczyliśmy dużą, chudziutką sukę o pięknych, niezwykle smutnych i mądrych oczach. Nie szczekała, tylko śpiewała cudnie do Magdy, patrzyła wyłącznie na nią. – To jest Iskra, ma pięć lat, w schronisku jest jakieś trzy lata – powiedziała wolontariuszka, wyprowadzając ją z boksu.

Kiedy wyszliśmy na słońce, na trawę, wiedziałam, że Iskra nie może wrócić do tego czarnego schronu, z którego nie widać nawet kawałka nieba. Duża, wiekowa, nie miała szans na adopcję. Krówka mimo wszystko miała jakiś złoty środek na w miarę radosne życie w schronisku. Mała, śliczna, młoda Wierka miała szansę na adopcję. Dla Iskry my byliśmy jedyną nadzieją. Mąż myślał identycznie. W ciągu pół godziny papiery adopcyjne były gotowe. Kiedy z nimi wyszłam z biura, sunia po raz pierwszy ucieszyła się na mój widok. A potem wskoczyła do naszego samochodu jak do swojego. Jakby wszystko zrozumiała.

Z sympatii do tej biednej Wierki na łańcuchu, daliśmy takie imię naszej adoptowanej suczce, tym bardziej, że na swoje schroniskowe Iskra nie reagowała – za rzadko je słyszała.

Powiem tak, adoptowanie Wiery było jedną z najlepszych decyzji, jakie podjęłam w życiu. Daliśmy jej dom i szczęście, a ona nam miłość, wierność i niewyobrażalną wdzięczność. To pies, który od pierwszego dnia pojawienia się u nas za wszystko dziękuje. Oczami, posłuszeństwem. Zawsze jest z tyłu, nigdy nie próbuje rządzić (mówię o ludzkim świecie, bo miedzy psami wiedzie sympatyczny prym). Ze zrozumieniem zaakceptowała narodziny dwójki naszych dzieci, jest wobec nich niezwykle cierpliwa. Od początku była czyściutka (nie wiem, jak znosiła fakt, że w schronisku musiała załatwiać się koło własnego posłania), rozumiała każdą prośbę, polecenie. Na pewno sporo przeszła w życiu, o czym świadczą blizny na jej ciele i paniczny strach przed głośnymi mężczyznami i dużymi samochodami. Z tej bojaźliwości nie udało nam się jej wyleczyć. Ale odzyskała wigor, na świeżym powietrzu bawi się jak szczenię. Bardzo zmieniła się fizycznie. Ma zupełnie inne ubarwienie – ponoć u psów adoptowanych ze schronisk to normalne.

Historia Wierki jest najlepszym dowodem na to, że w adoptowaniu schroniskowego psa jest wielki sens. Jeśli zależy nam na naprawdę wiernym, oddanym przyjacielu. I jeśli my jesteśmy gotowi ofiarować mu to samo.

figa
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Szczawiu 2011-06-16 18:08:00

    popo jeszcze tylko zgłaszam do poprawki. Przy zdjęciach kotów i kotek w polu "płeć" jest wpisane pies albo suka :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    fundacjanero 2011-06-05 07:35:32

    Już wkrótce i nasze - fundacyjne psiaki będą mogły się pokazać, e-sochaczew bardzo nam w tym pomaga.A co do schroniska AZOREK - jest tam tyle pięknych, często bardzo dramatycznych psich historii, że dziwi mnie dlaczego ludzie wolą zapłacić pseudo hodowcy zamiast adoptować przyjaciela zza krat.Mimo tego, że ludzie tam pracujący z desperacją starają się by zwierzaki tam przebywające miały jak najlepsze warunki, schronisko to nie jest miejsce "wiecznej szczęśliwości". Wierzcie mi, pies po przejściach potrafi docenić to co otrzymuje w chwili adopcji, bo wie co stracił gdy został porzucony.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Szczawiu 2011-06-03 12:11:51

    "Bardzo Cię polubiłem chłopie" :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama