Na zewnątrz piękna, jesienna pogoda. Do okna gabinetu doktor Goszczyńskiej zagląda żółty o tej porze roku klon. Słońce jest niestety z drugiej strony budynku, więc w gabinecie panuje niedosyt światła. Ośrodek zdrowia w Iłowie w zeszłym roku nie działał tak, jak powinien. Pacjenci mieli poważne problemy, by dostać się do lekarza. Wójt gminy Iłów Roman Kujawa, postanowił temu zaradzić. Wymówił poprzedniemu dzierżawcy i rozpisał przetarg. W efekcie, od marca ośrodek działa znowu. Problemy pacjentów znikły, choć trzeba dodać, że wielu z nich w trudnym okresie przejściowym przeniosło się do sąsiednich placówek. Teraz pomału, choć trochę nieufnie, wracają. Tu przecież jest najbliżej, więc po co tłuc się samochodem, choćby i parę tylko kilometrów? O nowym obliczu iłowskiego ośrodka rozmawiam z doktor Elżbietą Goszczyńską.
Jak doszło do tego, że została Pani lekarzem w Iłowie? - Jak często bywa, zadecydował po prostu przypadek. Trafiłam w internecie na ogłoszenie o przetargu na dzierżawę ośrodka zdrowia w Iłowie. Pracowałam w tym czasie w szpitalu w Płocku i czułam się tą pracą trochę zmęczona. Była bardzo absorbująca, a szpitalne przypadki zbyt często trafiały za mną do domu. Zresztą chyba po prostu przyszedł czas na zmianę. Nigdy wprawdzie nie prowadziłam żadnej działalności gospodarczej, ale kiedyś pracowałam w strukturach NFZ, więc z grubsza wiedziałam, jak to wygląda od tej strony. Nie zaryzykowałam sama. Moją wspólniczką została Danuta Tarka, też lekarz. Znamy się od zawsze i ostatnio razem pracowałyśmy w płockim szpitalu. Obie postanowiłyśmy rzucić się na głęboką wodę. Przeprowadziłyśmy wywiad, trochę popracował kalkulator i mogłyśmy złożyć ofertę. Nasza okazała się najlepsza. W tej chwili pracuję tylko w ośrodku w Iłowie. Doktor Tarka dzieli swój czas między Płock i Iłów. Obie jesteśmy zafascynowane pracą w nowym miejscu. To zupełnie nowe wyzwanie, któremu musimy dać radę.
Co udało się Paniom zrealizować w ciągu tych kilku miesięcy? Jakie macie plany na rozwój? - Przede wszystkim ośrodek zaczął działać. Wiem, że dla większości ludzi w tej chwili parę kilometrów to nie problem, ale są i tacy, dla których priorytetem jest dostępność lekarza jak najbliżej domu. To przede wszystkim ludzie starsi, na wsi są na ogół bardziej schorowani niż w mieście. Obecnie lekarz w Iłowie dostępny jest codziennie od 8 do 18, nie ma kolejek. Dla naszych małych pacjentów zapewniamy lekarzy pediatrów dostępnych trzy razy w tygodniu. W budynku ośrodka działa bardzo dobry i doskonale wyposażony gabinet stomatologiczny dr Beaty Dragan. Przyjmuje również, choć nie w ramach NFZ, neurolog, reumatolog, dermatolog. Chciałybyśmy doprowadzić do tego, by można było zasięgać porad również w ramach ubezpieczenia, ale jest to prawie niemożliwe do osiągnięcia przy kryteriach stawianych przez NFZ dla lekarzy specjalistów. Naszym priorytetem, o którym bardzo poważnie myślimy, jest uruchomienie gabinetu rehabilitacji i fizykoterapii. Nie traktujemy tego wszystkiego jako czegoś przejściowego, a mamy nadzieję, że nasza współpraca z mieszkańcami potrwa wiele lat. Do emerytury mamy jeszcze daleko. Ciągle się uczymy, bo ten sposób działania jest dla nas czymś nowym. Księgowością zajmuje się pani, która robi to na co dzień. W tej chwili zresztą ktoś, kto nie ma z tym do czynienia bezpośrednio, łatwo może się zgubić w gąszczu zmieniających się ciągle przepisów.
Jak wielu pacjentów liczy w tej chwili prowadzony przez Panie ośrodek? - Niestety ciągle nie tylu, co byśmy chciały. Pacjenci, w trakcie perturbacji w działalności ośrodka trochę się od niego odbili. Trudno im się zresztą dziwić. Skoro w Iłowie nie można się było dostać do lekarza, trzeba było iść gdzie indziej. Wielu z nich teraz powoli wraca, ale to proces, który może potrwać dość długo. Każdy jest trochę nieufny w stosunku do nowego lekarza. A jak go z kolei może poznać, gdy do niego nie idzie. Proces poznawania jest więc okrężny. Na przykład: sąsiad był i stwierdził, że wszystko jest w porządku, a lekarz nie gapa. To może samemu też warto spróbować. I tak pomału, powoli pacjentów nam przybywa. Znam zresztą i doskonale rozumiem ten sposób myślenia i ostrożność, bo sama pochodzę ze wsi. Na naszą korzyść najlepiej działa nasza praca. Lepszej reklamy nie ma, a my mamy jeszcze duże rezerwy.
Co będzie, gdy przyjdzie zima? Czy nie będą Panie miały problemu z dojazdem, gdy śnieg zawieje drogi? - W tym roku nam się udało, bo zanim zaczęłyśmy tu pracować właściwie już było po zimie. W lecie trasa, którą jeździmy jest piękna, a ja dopiero teraz się dowiedziałam, że samochód jadący drogą poza miastem pali znacznie mniej niż w ulicznych korkach. Nie mniej jednak liczę się z tym, że w zimie mogą się zdarzać problemy. Aby im zaradzić, myślę o wynajęciu pozostałej, nieużywanej w tej chwili części ośrodka. Gdyby pogoda była kiepska można by tam nocować. A może kiedyś…. Miałabym wtedy bardzo blisko do pracy.
Widać, że sprawy ośrodka zdrowia w Iłowie są na dobrej drodze. A co Panią martwi w tej chwili? - Budynek, w którym pracujemy, nie jest niestety ocieplony. Grzejemy olejem opałowym, a stolarka drzwiowa i okienna pozostawia, oględnie mówiąc, wiele do życzenia. Jak przyjdzie mróz, może się okazać, że albo będą kłopoty z utrzymaniem temperatury wewnątrz obiektu, albo zużycie oleju opałowego do cna wydrenuje nasze kieszenie. Strop nad naszą głową też nie jest całkiem w porządku i bałabym się po nim chodzić. W razie czego, liczymy na pomoc wójta, z którym współpraca dobrze nam się układa.
W takim razie życzę Paniom łagodnej zimy, taniego oleju opałowego, ocieplenia ścian i remontu całego budynku, a z punktu widzenia pacjenta, jak najszybszego uruchomienia rehabilitacji i fizykoterapii. Pacjenci trafią sami.
Piotr Gadziński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze