Izby Rolnicze chcą, by na produktach żywnościowych pokazywać, ile naprawdę kosztuje ich wyprodukowanie. Po co? Aby powstrzymać sklepy, dokładniej hipermarkety, przed windowaniem cen. Zdaniem rolników wszyscy winią ich za wysokie ceny żywności, a w rzeczywistości wygląda to tak, że rolnik oddając do skupu owoce swojej pracy, w zamian dostaje grosze. Trafia do niego bowiem zaledwie 8-10 proc. końcowej ceny towaru na półkach sklepowych. Trochę zarabiają przetwórcy, a najwięcej pośrednicy i handlowcy. Zdaniem Izb Rolniczych przykłady można mnożyć: ser żółty w mleczarni kosztuje 10 zł, a w sklepie 25 zł, rolnik za litr mleka dostaje 80 groszy, a sklep sprzedaje je trzykrotnie drożej, mamy bardzo tanie zboże, a pomimo to chleb jest drogi. Prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych Wiktor Szmulewicz chce, by na każdym produkcie żywnościowym była cena sugerowana, za jaką sklep powinien sprzedawać ten towar. Zawierałaby ona koszt jego produkcji oraz "rozsądną" marżę handlową - 20-30 proc. Dziś często przekracza ona 80 proc. Dzięki takim obowiązkowym "cenom sugerowanym" (umieszczaliby je na opakowaniach przetwórcy) konsumenci wiedzieliby, gdzie po drodze jest podbijana cena. Z pomysłem tym nie zgadzają się oczywiście przedstawiciele wielkich sieci handlowych. Ich zdaniem niemożliwe jest, by ten sam produkt miał taką samą cenę w Warszawie i np. przy granicy wschodniej. Powodem tego stanu rzeczy są inne koszty logistyki, dystrybucji czy samego prowadzenia sklepu. Pomysł na rozwiązanie problemu zbyt wysokich marż ma również minister rolnictwa Marek Sawicki. Chce on powołać międzyresortowy zespół do badania, czy hipermarkety nie zawyżają przypadkiem cen żywności. Zespół ma powstać w ciągu najbliższych tygodni. Jak podaje ministerstwo w Polsce, w okresie ostatnich ośmiu lat ceny detaliczne żywności wzrosły o 25 proc. Opr. AP
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze