Fight Cup: The Battle of Warsaw
Piątek, 18 listopada, godzina 20.00. W warszawskim klubie Fort United 22 tłumnie zgromadzeni widzowie niecierpliwie wyczekują pierwszej walki gali Fight Cup: The Battle of Warsaw. „Bitwa warszawska”, czyli pierwsze w historii zawody pomiędzy najbardziej znanymi warszawskimi klubami MMA: Okniński MMA, Copacabana Fight Club, Palestra, Nastula Club, Bellator Warszawa oraz Husaria Fight Team. Z prośbą o sędziowanie całej gali organizatorzy zwrócili się do znanych ze swego profesjonalizmu i bezstronności sędziów Dragon Fight Club Sochaczew. Na ringu sędziowali najbardziej doświadczeni Piotr i Sławomir Cypel, zaś sędziami punktowymi byli Tomasz Stefaniak, Grzegorz Ciepliński oraz zaprzyjaźniony z klubem Dragon Krzysztof Kaliński z warszawskiego Budokanu .
Jako pierwsi w oktagonie stanęli Marian Ziółkowski, zawodnik Okniński MMA oraz Piotr Rakowski z Palestry. Walka, trwająca dwie pięciominutowe rundy, toczona była cały czas w stójce. Zawodnicy wymieniali cios za cios, kopnięcie za kopnięcie, dlatego też sędziowie zdecydowali się zarządzić dogrywkę. Jednak nawet dodatkowe pięć minut walki, prowadzonej nadal w stójce, nie dało żadnemu z zawodników oczywistego zwycięstwa, stąd też pierwszym werdyktem sędziowskim był remis. Po zakończeniu gali walka ta została uznana za najmniej emocjonującą i prezentującą najsłabszy poziom spośród wszystkich tego wieczoru.
Począwszy jednak od drugiej walki widzowie otrzymali prawdziwe widowisko, którego oczekiwali z niecierpliwością. Jako pierwszy przed czasem walkę zakończył zawodnik Nastula Club, Bartek Fabiński, który po błyskawicznym sprowadzeniu do parteru przeciwnika, Roberta Białoszewskiego z klubu Bellator Warszawa, zadał mu serię szybkich i mocnych ciosów na głowę. Sędzia ringowy, widząc niezdolność do walki obijanego Białoszewskiego przerwał walkę – zawodnik był na tyle zamroczony silnymi uderzeniami, że próbował z nim walczyć. Oczywistym werdyktem sędziowskim w tej sytuacji było TKO, tj. nokaut techniczny. Była to jednocześnie najszybciej zakończona walka, trwała bowiem tylko 20 sekund.
Następna walka to kolejny pojedynek klubów Okniński MMA, który reprezentował Przemysław Waliduda oraz Palestry, w której barwach wystąpił Sławomir Tomczak. Po krótkiej wymianie ciosów i kopnięć w stójce zawodnik Palestry sprowadził walkę do parteru. Utrzymując cały czas dogodną pozycję dosiadu zadawał przeciwnikowi silne i precyzyjne ciosy na głowę, przed którymi ten usiłował bronić się, jednak w niezbyt przemyślany sposób. Odwrócenie głowy od dominatora w celu ochrony twarzy oraz pozostawienie wyciągniętej ręki stworzyło wymarzoną wprost okazję dla Tomczaka do założenia tzw. balachy, czyli dźwigni na staw łokciowy. 45 sekund przed końcem pierwszej rundy stało się jasne, że założona w profesjonalny sposób nie daje przeciwnikowi szans na uwolnienie się z niej – pozostało mu jedynie odklepanie w matę jako sygnał dla wszystkich, że poddaje walkę.
W kategorii open w oktagonie spotkali się Piotr Wieryszko z MMA Okniński i Kamil Waluś, zawodnik Copacabana Fight Club. Ten ostatni, były strongman, dla niektórych już na pierwszy rzut oka wygrywał ten pojedynek ze względu na niewątpliwą przewagę masy ciała (czyt. kupa tłuszczu:P). Ale by faktycznie to jego ręka znalazła się w górze na znak wygranej, musiał się pomęczyć – przeciwnikowi udało się nawet zdobyć i przez pewien czas utrzymać pozycję dominującą. Jednak Kamil, wykorzystując swój największy atut czyli siłę, po przetoczeniu przeciwnika do półgardy zasypał go gradem ciosów na głowę. Po przerwaniu walki przez sędziego ringowego konieczna była interwencja ekipy medycznej.
Walkę zapowiedzianą jako Extra Fight poprzedził występ dziewczyn z jednego z warszawskich zespołów tanecznych pełniących podczas gali również funkcję ring girls. Symulowana przez nie walka, toczona oczywiście w oktagonie, wywołała ożywienie wśród przeważającej męskiej części widowni, zwłaszcza z powodu strojów „zawodniczek”, nie do końca kojarzonych z walkami w formule MMA. Dzięki występowi dziewczyn kolejni panowie stający w klatce mieli zapewnioną pełną koncentrację widowni. Od samego początku przewagę zdobył zawodnik Nastula Club, Wojtek Orłowski, sprowadzając walkę do parteru i z pozycji dominującej zadając czyste uderzenia na głowę przeciwnika, Wojtka Antczaka z Husaria Fight Team. Dwukrotnie walka była przerywana, aby udzielić pomocy medycznej zawodnikowi Husarii, który po wykorzystaniu drugiej przysługującej mu w tym celu przerwy, dopingowany przez tłum swoich kibiców, zmienił całkowicie sytuację w klatce. Od tego momentu, aż do przerwania walki przez sędziego i ogłoszeniu po raz kolejny tego wieczoru nokautu technicznego, to zawodnik Husarii dominował w parterze, zdobywając coraz bardziej korzystne dla siebie pozycje, które umożliwiły mu zadawanie ciosów na głowę przeciwnika.
Przed walką wieczoru, którą stoczyli zawodnicy dwóch najmocniej osadzonych na gali klubów, Piotr Strus z Nastula Club oraz Paweł Zalewski z MMA Okniński, widzowie mieli szansę obejrzeć krótki filmik o początkach działalności warszawskich klubów MMA. Panowie godnie reprezentowali swoje kluby, prowadząc walkę na naprawdę dobrym poziomie, tak w stójce, jak i w parterze, ku zadowoleniu zgromadzonych. Była to druga walka tego wieczoru zakończona po upływie dwóch pełnych rund. Zwłaszcza drugie pięć minut było wyraźnie ciężkie dla obu zawodników – widoczne wyczerpanie na ich twarzach oraz słyszalny mimo głośnej klubowej muzyki chrapliwy oddech pokazywały, jak wiele trudu kosztowała ich ciągła praca nad zdobyciem przewagi. Ostatecznie jednogłośną decyzją sędziów, ku wielkiej radości swojego klubu, zwycięzcą ogłoszony został Piotr Strus.
„Bitwa warszawska” przyciągnęła uwagę naprawdę sporej widowni. Koledzy z klubów, fani i miłośnicy MMA z Warszawy i okolic wręcz po brzegi wypełnili Fort United 22. Wśród zgromadzonych nie mogło oczywiście zabraknąć najbardziej znanych twarzy polskiego MMA – niektórzy, jak Łukasz Jurkowski, Mirosław Oknińki czy Paweł Nastula występowali jednocześnie jako trenerzy i sekundanci swoich podopiecznych. Bezkonfliktowy i bezproblemowy przebieg imprezy, jak również szerokie zainteresowanie, z jakim się ona spotkała oraz gorąca atmosfera na sali pozwalają żywić nadzieję, że nie była to ostatnia tego typu gala. Sędziowie Dragona, nie pozwalając na jakiekolwiek błędy w trakcie trwania walk ani przy ustalaniu ostatecznego werdyktu, po raz kolejny udowodnili swoją klasę i profesjonalizm.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze