Reklama

I love the East, I love the West

02/03/2004 12:16
„I love the East, I love the West” śpiewa moja ulubiona wokalistka jazzowa na swojej płycie „Live in Paris”... ja tymczasem love centrum Europy i Polski jednocześnie, czyli ten nasz Sochaczew uroczy...

Co mnie tchnęło do tego patriotyzmu lokalnego? Przeżycia ostatnich kilkunastu dni, a zwłaszcza to, co po nich zostało, czyli mieszane uczucia... miałam bowiem ostatnio spędzić kilka godzin na fotelach w naszym niedocenianym zupełnie przez wszystkich kinie na festiwalu filmów Zanussiego. W okolicznościach niezupełnie łagodzących (zważywszy na ilość nawiązanych pomiędzy jednym końcem sali a drugim rozmów pobiliśmy chyba rekord) udało mi się obejrzeć i –odważę się stwierdzić: zrozumieć- trzy filmy. Czwarty niestety był dla mnie dość trudny w odbiorze ze względu na prawie zupełny zanik głosu u aktorów- biedaczkowie byli już u kresu sił, po tylu metrach taśmy... ale nie o tym.

Pierwszego dnia festiwalu pojawił się sam Zanussi- postać o tyle ciekawa, że widziana na żywo (można go było nawet dotknąć, jakby kto się uparł, przy podpisywaniu programów pokazu). Nie umniejszam tu potęgi jego osobowości, tylko podkreślam jego widzialność (czyt. obecność) jako najbardziej interesującą mnie cechę. Wyszedł na scenę i zaczął opowieść o dalekiej krainie ze szklanego ekranu, ciesząc się jak dziecko z cudów tamtejszej techniki i dzielił się z nami tą radością jak kolega ze szkolnej ławki... cala sala była ujęta jego mową, w powietrzu aż dało się wyczuć lekki zapach świąt jakichś niezwykłych, dotąd nieznanych... i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie dano dojść do głosu pewnej kobiecie, która- poniekąd starsza od nas- występowała w imieniu publiczności. Jej pytanie poprzedzone bardzo kwiecistym popisem oratorskim można by streścić telegraficznie : „Jak to się stało, że taki światowy bywalec jak Pan odwiedził naszą prowincjonalną, zapadłą miejscowość?”. Czar prysł. Po sali przebiegł szmer bynajmniej nie aprobaty. Ponieważ ten szmer do tej pory siedzi mi w głowie, postanowiłam go ująć w słowa i wypuścić... Najpierw byłam zmieszana. A potem pomyślałam sobie ze współczuciem o tej biednej kobiecie, której kompleks niższości prawdopodobnie nie opuści do końca życia, która tak bardzo nie lubi swojej pracy... do której już przecież przywykła: do pisania o rzeczach prowincjonalnych i tak potwornie ją nudzących, że stworzyła sobie jakiś obraz innego świata, w którym ludzie są szczęśliwsi... i nagle przyszedł do niej z tego Olimpu polskiej kultury On. I biedna o cóż mogła zapytać, jeśli nie o to, czym sobie zasłużyła... Problem w tym, że cała sala, którą miała za plecami, była zgoła innego zdania. My jakoś nie czujemy się z prowincji. A już na pewno nie w sensie: gorsi. I dobrze. Tak powinno być.

Przeczytałam jakiś czas temu artykuł właśnie o prowincjonalności w myśleniu Polaków ogółem. I właśnie jako przykład przytoczono rozmowę dwóch kumpli o trzecim, nieobecnym (jak to zwykle życiu bywa) i jego dziewczynie. Otóż obaj byli zgodni, że z tą dziewczyną jest coś „nie tak”, ale w końcu co się dziwić, ona jest gdzieś spod Sochaczewa. Kole w oczy. Ale nie ta prawda, o której myślisz. Mój czarny humor ostatnio nabyty od babci każe mi pomyśleć o tym, co by powiedziała: i dobrze jej tak. Mogła sobie znaleźć chłopaka w Sochaczewie. Po co się pchała do Warszawy...

W artykule mowa była o tych sprawach w kontekście naszego wejścia do Europy, że niby skoro tak myślimy sami o sobie we własnym kraju, to nie dziwmy się, że nas będą traktowali jak odrzutków w Europie. Ja spojrzałabym jednak na problem z innej perspektywy. Skończmy z tym umartwianiem się, na litość wszelką... przecież to naprawdę do niczego nie prowadzi. Problem nie tkwi za granicą, w jakichś stereotypach, bo to nie jest ważne. Liczy się tak naprawdę to, co człowiek myśli sam o sobie. Przecież dobrze wszyscy wiemy, jak człowiek przeciętny z natury może być zauważony tylko dzięki swojej pewności siebie i na odwrót. Jeżeli będziemy ciągle stąpać z przestrachem, oglądając się co chwila, czy nikt nie chce nas opluć, to tylko prowadzi do strat, żadnych zysków, gwarantuję. Bo cóż zyskała nasza interviewerka rodem z prowincji? Na jej pytanie Zanussi roześmiał się głośno, mówiąc z pobłażaniem: ”Proszę pani...’ i głowę dam sobie uciąć, że nie o taki efekt jej chodziło.

Myślę sobie że jestem wdzięczna mojemu pokoleniu za ten pomruk, który przeszedł po sali, bo to znak, że duch w narodzie nie umarł i jeszcze będą z nas Sarmaci. Z zadowoleniem słucham Mezo, który uznaje siebie za niekwestionowanego króla sceny hip hopowej w Poznaniu. Oczywiście dobrze byłoby, żeby słowo na s, którego użyłam wcześniej mogło mieć współcześnie znaczenie tylko pozytywne, żeby to nie była pycha głupia, ślepa. Jeśli widzimy w sobie coś, co nas denerwuje, to zmieńmy to. Ale też jeśli coś nas interesuje to właśnie to róbmy, żeby się nie dać zwariować. Przykro mi tylko, że się te nasze zainteresowania coraz bardziej ogranicza do nauki i wiedzy czysto książkowej. Bo kiedy wróciłam z festivalu do szkoły, człowiek, który na co dzień narzeka, jaka to dzisiejsza młodzież jest nie obyta, jak nie ma bladego pojęcia o życiu kulturalnym, miał wyraźny żal, że z tego powodu opuściliśmy Bardzo Ważne Zajęcia. I bądź tu człowieku mądry... i kształć się...

Z centrum prowincji nadawała
Malina ;)


P.S. Jeszcze jedno: są rzeczy na niebie i ziemi, których nie jestem w stanie zrozumieć: zupełnie nie wiem, czemu Witkacy napisał Nienasycenie, ale fantazję chorą jednego człowieka jestem w stanie zaakceptować; zdecydowanie trudniej mi pojąć, po co Wielki Świat podjął się produkcji filmu na bazie tej książki; zupełnie natomiast nie daje mi spokoju pytanie: po co film ten został przez właściciela kina dodany do programu festiwalu, nazwany w dodatku dla nas od niego „prezentem”???
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Łukasz Ł 2007-05-08 12:50:01

    Jeszcze jedno: są rzeczy na niebie i ziemi, których nie jestem w stanie zrozumieć: zupełnie nie wiem, czemu Witkacy napisał Nienasycenie, ale fantazję chorą jednego człowieka jestem w stanie zaakceptować Prosze wybaczyc,ale nie jestem pewien,czy dysponuje Pani narzędziami do tak kategorycznych sądów.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Ludmiła - niezalogowany 2007-04-10 09:13:07

    Wiedziałam od dawna, że z newsami tu krucho ale żeby odgrzebywać teskty sprzed 3 lat...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Grabiec 2004-03-05 00:00:00

    Swoje pytanie o repertuar zadawleem nie bez kozery. Chcialbym wiedziec jak teraz wy mlodzi odbieracie filmy takie jak Barwy ochronne czy Struktura krysztalu

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama