„Ja”: w centrum świata, współczesne myślenie europejskie.
Współczesna kultura europejska coraz częściej obraca się wokół jednego
Sedno współczesnej refleksji nad kulturą europejską.
Esej o tym, wokół czego naprawdę koncentruje się myślenie dzisiejszego Europejczyka i co to mówi o naszych czasach:
Współczesna kultura europejska coraz częściej obraca się wokół jednego, bardzo małego słowa: „ja”.
Ja, mój dom, moja żona, mój samochód, moja rodzina; to codzienny język naszych pragnień i wyborów. To wyraża sposób myślenia, który można nazwać indywidualistycznym humanizmem. Człowiek stał się miarą świata, ale nie w sensie filozoficznym, jak w renesansie, lecz w sensie praktycznym, codziennym. Liczy się to, co bliskie, osobiste, konkretne.
Nie jest to zjawisko złe samo w sobie. Pragnienie bezpieczeństwa, miłości, dobrobytu i szczęścia w rodzinie to wartości, które budują życie. Współczesny Europejczyk chce mieć dach nad głową, zdrowie, pokój, czas na odpoczynek; to naturalne. Jednak w tym „moim świecie” często ginie coś istotnego: wspólnota, duch, transcendencja.
Kiedy centrum uwagi staje się tylko: „ja i moje”, wtedy świat się kurczy. Wtedy przestajemy widzieć drugiego człowieka jako osobę, a zaczynamy traktować go jak element naszego własnego planu. To myślenie można nazwać egoistycznym humanizmem: skupieniem na własnym szczęściu, bez pytania o dobro wspólne.
Z takiego indywidualizmu rodzi się samotność, obojętność i utrata sensu.
Tradycja europejska przez stulecia uczyła czegoś innego. Od Greków po chrześcijaństwo, od renesansu po romantyzm, zawsze istniało przekonanie, że człowiek staje się sobą tylko w relacji z drugim człowiekiem.
Nie wystarczy: „mieć”; trzeba być.
Nie wystarczy kochać: „swoich” – trzeba rozumieć innych.
Nie wystarczy budować dom, trzeba tworzyć to coś? I teraz myślisz co? Masz prawo wyboru, przecież już wiesz: czego Ciebie nauczyli, jakie masz pragnienia?
Dlatego współczesne myślenie europejskie stoi dziś na rozdrożu: z jednej strony kusi nas wygoda indywidualizmu, z drugiej; tęsknimy za głębszym sensem, za wspólnotą duchową, za światem, w którym wartości nie kończą się na progu własnego domu.
To napięcie jest bardzo europejskie; bo w Europie zawsze ścierały się ego i sumienie, ja i my, posiadanie i bycie.
Warto więc zapytać:
Czy centrum kultury europejskiej naprawdę powinno być: „ja i moje”,
czy raczej człowiek w relacji, który wie, że sens istnienia zaczyna się dopiero wtedy, gdy potrafi wyjść poza siebie?
Być może właśnie w tym tkwi największe wyzwanie współczesnego człowieka; by odnaleźć równowagę między sobą a światem, między „ja” a „ty”. Bo kultura, która rodzi się wyłącznie z ego, prędzej czy później wysycha. Natomiast ta, która wyrasta z dialogu, empatii i współuczestnictwa, potrafi tchnąć życie w to, co wspólne. Człowiek w relacji nie traci siebie; przeciwnie, dopiero w spotkaniu z drugim odkrywa głębię własnego istnienia.
Autor: Jarosław Miaśkiewicz
Z cyklu: „Kawa z sercem lub bez. Refleksje o kulturze oraz sztuce”
© 2025
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze