Jak powstał tytuł oraz cykl: „Kawa z sercem lub bez…”
Autor: Jarosław Miaśkiewicz
Cykl i tytuł „Kawa z sercem lub bez… ". Narodził się z pewnej historii, która utkwiła we mnie jak drzazga i jednocześnie zaczęła kiełkować jak ziarno. Wszystko zaczęło się od koleżanki, która tak naprawdę nigdy koleżanką nie była. Obiecywała mnie i mojej żonie, że kiedy wybuduje swój dom, zaprosi nas na kawę. Powtarzała to: wiele razy, może wkoło, niby mimochodem, niby z serca. Ale były to tylko ulotne myśli, słowa, które rozwiały się jak dym. Dom powstał, a zaproszenie nigdy nie nadeszło.
Pamiętam, że kiedyś, zanim obietnice okazały się puste, do kawy kroiłem jej sernik, zawsze ze środka brytfanki, od serca, jak dla kogoś bliskiego. Była nie tylko moją znajomą, ale i moją nauczycielką. Potem uczyła także moje dziecko. Wydawało się, że to łączy na dłużej, że buduje most, że kawa będzie kiedyś wspólna. A jednak okazało się, że to tylko obiecanki, które nie miały zakorzenienia w pamięci.
Tak zrodził się pomysł na tytuł oraz cykl. Kawa z sercem lub bez… stała się dla mnie metaforą ludzkich relacji: szczerych lub powierzchownych, pełnych ciepła albo zimnych i przelotnych. Bo kawa to nie tylko napój: to symbol spotkania, obecności, rozmowy. A serce? Serce decyduje, czy spotkanie zostanie na długo, czy pozostanie jedynie pustą filiżanką, odstawioną na bok i zapomnianą.
Może więc nie chodzi o sam dom, lecz o to, by ktoś naprawdę pamiętał i zechciał nas w nim ugościć.
Bo dom bez obecności serca jest tylko budowlą, a prawdziwy sens rodzi się dopiero wtedy, gdy za drzwiami czeka człowiek.
Może nie chodzi o chwalenie się, że buduje się dom, lecz o to, by ktoś miał w nim dla nas miejsce na wspomnienia i to coś...
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze