Reklama

Jonka, Jonek i Kleks, czyli o tym, że…

Pomyślałem sobie, Katarzyno Fiołek, że skoro – odpowiadając na potrzeby redakcji i naczelnej – zmusiłaś się trochę, do napisania CZEGOŚ, to w zasadzie i ja to mogę zrobić polemizując cokolwiek z Twoim tekstem „O tym, że” , co z kolei pozwoli wymienionej wyżej naczelnej na zestawienie naszych tekstów w papierowej wersji e-Sochaczew.pl z pożytkiem dla czytelników, którzy zawsze radzi są czytać wszelkiego rodzaju polemiki, spory i zwykłe naparzanki. (Zakładając, że naczelna będzie chciała takie zastawienie zastosować).


Reklama

Czytając, co będzie niżej napisane, miej proszę na względzie, że polemizuję bardziej na potrzeby wypełnienia gazety dynamiczną treścią, niż z rzeczywistej chęci wchodzenia w erystyczne zwarcie. Nie jest nam nie po drodze, więc tekst niniejszy traktuj bardziej jako swoisty appendix do Twoich krótkich acz treściwych rozważań.


Otóż nie do końca mogę się zgodzić, że miasto wycofało się ze wszystkiego jeśli chodzi o tę nieszczęsną kulturę. Co do zasady, masz rację, Katarzyno. Głównie się po tych tak zwanych domach kultury rysuje, choć wydaje mi się, że tam dzieją się też inne rzeczy. Chyba zawsze się działy, bo sam tam kiedyś chodziłem, zajmując się sprawami, do których się nota bene za bardzo nie nadawałem, przy czym nie mam poczucia straty czasu, bo przecież nawet tracąc czas czegoś się o sobie uczymy. Ja nie mam nadziei na zmianę tego stanu rzeczy, choć zgadzam się z Tobą, że niezapraszanie tu jakichś teatrów, teatrzyków i tym podobnych rzeczy jest skandalem.

Reklama


Zresztą, jak już się trochę otwieramy, to muszę i Tobie i Czytelnikom powiedzieć, że mój ś.p. dziadek Stefan Gąsiorowski pracował przez lata w domu kultury w Chodakowie na stanowisku instruktora kulturalnego, kiedy kierownikiem placówki była ś.p. Helena Gradowska. Dziadek miał talent do ściągania tutaj prawdziwych sław i ponoć właśnie tym się zajmował. W Chodakowie byli wtedy i Violetta Villas, i Stefan Rachoń z orkiestrą, i Halina Kunicka. W domu kultury działały różnego rodzaju ogniska, często występowały teatry i teatrzyki. Stał w nim być może jedyny w dzielnicy telewizor „Orion”, działało oczywiście kino. Dom kultury, który był wtedy drewnianym barakiem, mieszkańcy Chodakowa nazywali po prostu „Kulturą”. Prawdopodobnie w życiu „Kultury” uczestniczyli wtedy wszyscy mieszkańcy dzielnicy. Dzisiaj wszystkie te rzeczy mamy w domu, w Internecie i nie do końca mamy powody, żeby gdziekolwiek wychodzić, żeby je wspólnie oglądać i przeżywać. Z moimi znajomymi, z którymi kiedyś wypiliśmy dużo piwa (i nie tylko), spotykam się już tylko na Fejsbuku i to też nie ze wszystkimi. W Sochaczewie, nawet gdyby miał wystąpić zmartwychwstały Jimi Hendrix na koncert przyszłoby dwadzieścia osób, a pozostałe trzydzieści tysięcy luda narzekałoby, że nic się nie dzieje. Tu się nigdy nic nie dzieje. Mówię to z pozycji winnego, bo na Carvina Jonsa sam nie poszedłem, mając po temu dość banalne przyczyny (które nie stanowią jednak wystarczającego usprawiedliwienia).

Reklama


LINK DO TEKSTU KATARZYNY FIOŁEK - TUTAJ


Ale koniec końców masz rację, w sochaczewskim domach kultury, niewiele się dzieje. To znaczy wiemy, że coś się dzieje, wiemy też, że powinno się dziać więcej, ale wiemy też, że nie będzie się działo. Przyczyny się różne, a jedną z nich jest to, że ludzie, jeżeli już chcą wspólnie uczestniczyć w kulturze, to wybierają imprezy wspólnotowo-narodowo-otępienne, w miejsce jakiejś tam mikropoartycypacji w rzeczywistej twórczości. Choć przecież nie wszyscy. Nasze sochaczewskie alternatywne miejsca kultury dawno już zastąpiły miejsca zatrudnienia, jakimi są niealternatywne domy kultury. Być może tak jest, że jedno wyklucza drugie. Czasami myślę sobie, że gdyby ci aktywni społeczni twórcy kultury dostali etaty w tych nieaktywnych miejscach zatrudnienia, z miejsca zaraziliby się lenistwem, brakiem entuzjazmu i ogólnym marazmem. Oczywiście mogę się mylić.  

Reklama


Jak widzisz, do tej pory się w większej połowie zgadzamy. Teraz pora na tę mniejszą połowę. Ja piszę ją z perspektywy skrajnego indywidualisty, ale przecież umiejącego żyć we wspólnocie. A chcę Ci powiedzieć, że – o ile dobrze pamiętam – to nam w przeszłości nic z tych rzeczy, w czasie ferii i wakacji nie było potrzebne. Żadne tam rysunki, kółka zainteresowań, etc.  Powiem więcej, nam by te domy kultury przeszkadzały w dobrej zabawie, którą sobie wtedy po prostu sami stwarzaliśmy.


Stwarzaliśmy ją sobie dokładnie tak, jak robili to Jonka, Jonek i Kleks i setki innych dziecięcych bohaterów świata sprzed ery Internetu. Wystarczyła odrobina wyobraźni, abrakadabra i raz dwa przenosiliśmy się 1000 lat wstecz i 2000 lat w przód. Mogliśmy być w Afryce, Chinach, na preriach Ameryki i lasach Sherwood. Wtedy, ani nam, ani naszym rodzicom nie przychodziło do głowy, żeby ktoś organizował nam czas.

Reklama


Chyba Epikur miał powiedzieć, że kto ma ogród i bibliotekę, ten jest bogaty. My mieliśmy jedno i drugie. Ogrodem było całe miasto. Książki, może czasami trudno dostępne, ale jednak były. Za dnia biegaliśmy i żyliśmy w tym ogrodzie, a wieczorami i nocy czytaliśmy. Potem ktoś części z nas wmówił, że tu nie ma nic do roboty. Że ktoś nam i naszym dzieciom musi organizować czas. A przecież, kto ma ogród i bibliotekę, zawsze ma coś do roboty. Przecież sama o tym wiesz.  


Masz chyba rację, że wszystko szare i brudne, ale z drugiej strony niektórzy mówią, że Sochaczew nam pięknieje. To pewnie ci, którym piękno kojarzy się z kostką brukową i tandetną architektoniczną masówką implantowaną polskim miastom i miasteczkom za pieniądze z Unii Europejskiej. Ja sam nawet nie dostrzegłem, kiedy wszedłem na wojenną ścieżkę z tym całym badziewiem, ale przecież to ono wyrzuciło z miast ptaki, drzewa, krzaki, krzaczki, kwiatki, pszczoły i pszczółki. (Zwróć uwagę, że kompulsywni autorzy tych okrucieństw zawsze mówiąc o ptakach, nazywają je „ptaszkami”, radząc sobie w ten sposób z poczuciem winny, którego resztki gdzieś się tlą w podświadomości). Wyrzuciło ten ogród, w którym dzieci zawsze miały co robić. Więc, z drugiej strony, może nie ma się co dziwić, że ktoś tym dzieciom, w domach kultury musi organizować czas.

Reklama


A dlaczego piszę o Jonku, Jonce i Kleksie. Ano dlatego, że był to jeden z niewielu moich komiksów, które wydałem niegdyś innym dzieciom wraz z żołnierzami i innymi fajnym kultowymi zabawkami. Kleksy wydawały mi się wtedy nieco dziecinne. Takich rzeczy nigdy nie powinno się robić, ale człowiek dowiaduje się o tym za późno, dowiaduje się, kiedy już jest dorosły. Na szczęście ostatnio udało mi się te komiksy „odkupić” w wyklinanym „Empiku”. Mojemu starszemu bardzo się spodobały, a  teraz już na pewno poczekają na młodszą. Ja nigdy o nich tak nie myślałem, ale prócz zabawy i radości, jakie nam dawały, były również podręcznikiem. Podręcznikiem tego, jak żyć w świecie, w którym nikt nie organizuje nam czasu. 

Reklama


Nie wiem jak Ty, ale ja bardzo za nim tęsknię. 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gąsior 2015-02-23 13:52:31

    Dzięki za obszerny wpis, Panie Leonie. Akurat kolegę, o którym Pan mówi znam. Ja myślę, że on ma duży dystans do tego co robi i jest to pewnego rodzaju hołd dla tych wielkich rysowników i jego działalność oceniam na plus. A co do tych innych rzeczy to racji dużo oczywiście. Ja mam nawet bardziej ekstremalne poglądy na kulturę, niż wyżej wyeksplikowałem, ale to w innym miejscu rozwinę, nie chcąc epatować Czytelnika. :-) Pzdr!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    metasekwoja 2015-02-23 12:34:32

    Trafna diagnoza. Oglądałam tę "kulturę" od środka przez 5 lat.Artyści nigdy nie byli w centrum uwagi, najważniejsze to dobrze ugościć władze samorządowe. Władze nie mogą czekać na kawę nawet pieciu minut.Na koniec postu znakomity wniosek. Powótrzę za Leonem:"kultura dla każdego ale nie każdy dla Kultury. Swoją drogą mógłby Leon zacytować Alosze Awdiejewa, pewnie smaczny ten cytat.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Leon Zawodowiec 2015-02-23 08:59:47

    Panie Gąsior! Bardzo miły przykład z tymi komiksami. Papcio Chmiel i inne tworzyły dla tamtych pokoleń ciekawy kontekst. Miłe wspomnienia. Z tego co wiem i dzisiaj są wydawnictwa, ( choćby to widoczne na zdjęciu winiety do pańskiego tekstu czy Qltura Gniewu), które pełną parą drukują komiksowe, nowoczesne i całkiem współczesne opowieści nie tylko dla pokolenia młodych i często odnoszące się do współczesnej problematyki życia. I tutaj okazuje się ,że na naszym (lokalnym) obszarze działa taki „twórca kultury obrazkowej”, wszechobecny w tutejszych mediach. Ciekawostka taka – 10ta woda po kisielu Kajko i Kokosza ze wszelkimi znamionami plagiatu ( ciekawe, że dotąd nikt jeszcze nie zareagował) - a jednak jest . I to jak promowany ! Nawet w szkołach w ramach … warsztatów rysunku! Tak oto mamy lokalny sposób na niedosyt zajęć plastycznych w szkołach na zasadzie „Uczymy się klisz i schematów”. To dobry chyba przykład na to jak lokalni decydenci rozwiązują problem ubogiej oferty kulturalnej dla społeczeństwa. Kiedy jednak słyszę, że Sochaczewie można usłyszeć , zobaczyć , ba! Spotkać takie gwiazdy jak Tymon Tymański, Jagodziński Trio, czy… choćby „Piwnicę pod Baranami” to myślę sobie nie jest tak źle. Faktem jest, że wiele wydarzeń ma miejsce w tzw. „drugim obiegu „alternatywnym”- czyli krótko mówiąc nie pochodzą z oferty domów kultury. Chwała za to organizatorom –hehe, pionierom prywatyzacji kultury w naszym mieście! Oto dowód , że jak się lubi co się robi to można wiele ku zadowoleniu wszystkich głodomorów kultury. Na koniec mała anegdota. Dotyczy wizyty w Chodakowskim MOK Kabaretu „Piwnicy pod Baranami”. Słuchajcie! : Stolica Kraków w Chodakowie. Grupa ok. 20 artystów z Krakowa przyjechało w ramach konkursowego projektu dla śpiewającej, uzdolnionej młodzieży. Mieli za zadanie ocenić poziom talentów, wyłonić zwycięzcę i na koniec dać swój koncert. Na zamknięcie oczywiście tort, kwiaty i wiwaty wspólnie po spektaklu w kuluarach. Dopełnienie całości. Towarzyska wisienka na torcie. Tymczasem niezadowolona już mocno z przedłużającej się imprezy pani Halina Trojańska ( pozwoliłem sobie użyć określenia Fiolki )) zarządziła podzielenie tortu zanim Artyści z Krakowa zejdą się z garderoby, gdyż ona spieszy się do… domu. Zrobiła to przy wielu przypadkowych świadkach, czym wzbudziła ogólną konsternację. Podobno ładnie skomentował to Alosza Awdiejew. Niestety cytat nie nadaje się do publikacji. Wniosek ? Kultura dla każdego ale nie każdy do Kultury. Bo to trzeba lubić. Niestety… Do miłego…

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama