Wrzucam do miski mięso
mielone, przyprawy, jajko i jeszcze namoczona w mleku bułka...
-Mamo, dlaczego do kotletów mielonych dodajesz bułkę? Myślę, szukając jak najbardziej logicznej odpowiedzi, ale jedyne co przychodzi mi do głowy to dowcip sprzed lat, kiedy mężczyzna przyszedł do baru i zamówił kotlet mielony z bułką.
-Miał być z bułką.
-Już jest z bułką, w środku.
-To poproszę z drugą.
-Też już jest...
Nie, przecież nie dodaję bułki, by mocno zniekształcić rzeczywistość kotleta. Prawdziwie zależy mi na zawartości kotleta w kotlecie. Poza tym mam mocny opór wobec takich socjologicznych trików. Wolę prawdę, tylko... czasami nie od razu mogę rozpoznać, czym ona jest. Na pewno jest, tylko niekiedy gdzieś na dnie... trzeba dobrze poszukać. I to też jest prawdą.
-No powiedz, po co dodajesz tę bułkę.
Kiedy wiem, że nic sensownego nie powiem w związku z prawdą o bułce i tożsamością kotleta, szczerze odpowiadam:
-Bo moja mama tak robiła...
Mojego syna odpowiedź zadawala, ale mnie już niestety nie, czuję się ugotowana... Od razu przypomina mi się anegdota, w której mąż pytał żonę, dlaczego jak piecze kurczaka, to przed włożeniem do brytfanny odcina mu nogi. Znacie tę historię? Nie? No to przy okazji Wam opowiem.
Mąż pyta się żony:
-Kochanie, dlaczego jak pieczesz kurczaka, to zawsze odcinasz mu nogi?
-Bo moja mama tak robiła. - odpowiada żona.
Następnie mąż udał się do swojej teściowej i ponownie zapytał:
-Mamo, dlaczego jak pieczesz kurczaka, to przed włożeniem do piekarnika odcinasz mu nogi?
-Bo moja mama tak robiła – odpowiada teściowa.
W końcu mąż zwrócił się do matki swojej teściowej i zapytał:
-Dlaczego jak pieczesz kurczaka, to przed włożeniem do piekarnika odcinasz mu nogi?
Kobieta mu odpowiedziała: -Bo się nie mieści w brytfannie...
Tym razem się nie śmieję. Dziś trochę udręczyła mnie ta historia, bo staram się żyć świadomie, a tu proszę, takie zaprogramowanie nawet na zwyczajny kotlet mielony. Zaczynam się buntować przeciwko temu przeznaczeniu, powiedziałabym wręcz klątwie kotleta. Spoglądam na resztkę mleka w żółtej miseczce, którym uraczę za chwilę kociaki (to taki nasz kotletowy rytuał).
Pojawia się nadzieja, może jednak jestem sobą. Przecież kotlety robię po swojemu. Zamiast w wodzie, moczę bułkę w mleku, którego resztkę wylewam później mojemu mruczącemu towarzystwu. I zamiast cebulki dodaję swój ukochany czosnek. Nie wiem, co powiedziałby na to Makłowicz, ale to już nieistotne. Ważniejsze jest dla mnie to drugie dno. Drugie dno brytfanny, drugie dno miski z mlekiem, drugie dno codzienności, życia. Wypracowałam swój autorski, niepowtarzalny kotlet mielony, z którego jestem dumna. Jest on sięgnięciem do korzeni, poszanowaniem tradycji, a jednocześnie podkreśla moją indywidualność ;) Nie wierzę, że to mówię...
Każdy ma swoje dna. Unikatowe DNA. Każdy z nas jest wyjątkowy ze swoją królewską pieczęcią z linii papilarnych, jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny. I każdy z nas w tym DNA ma coś od rodziców, dziadków, pradziadków i pozostałych przodków (Uwaga, zatrzymujemy się przed drzewem!). Jesteśmy sobą, a jednak w naszym bagażu na samym dnie drugiego dna leżą wartości i przekonania wyniesione z domów rodzinnych, które ujawniają się w naszych nawykach oraz zwyczajach. Niektórym chętnie, często nieświadomie, poddajemy się, inne odrzucamy i zastępujemy nowymi, wypracowanymi przez nas samych. A pozostałe w zderzeniu z domem rodzinnym naszego nowego towarzysza życia nabierają zupełnie innego wymiaru.
Przy okazji serdecznie pozdrawiam moją mamę, która przetrawiła już niejeden kotlet przyrządzany przeze mnie po swojemu.
Jakie nawyki, zachowania, reakcje wyniesione przez Ciebie z Twojego domu rodzinnego podobają Ci się i jakie to budzi w Tobie uczucia?
Jakie nawyki, reakcje, zachowania wyniesione z Twojego domu rodzinnego w zderzeniu z zachowaniami, przyzwyczajeniami wyniesionymi z domu przez Twojego towarzysza/towarzyszkę życia stały się przyczyną konfliktów? Jakie to wywołuje we mnie uczucia?
Które z nawyków, reakcji oraz zachowań są w Twoim życiu czymś nowym i jak się z tym czujesz?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
No i proszę, okazuję się, że do kotleta mielonego można podejść na cztery sposoby: refleksyjnie (wpis na blogu), ze smakiem (kotlet z bułką i surówką), kreatywnie (kotletowe serduszko) i naukowo (doświadczenie z kotletem z bułką i bez). I to właśnie jest wynikiem spojrzenia z różnych perspektyw :)
Ten kotlet nie dawał mi spokoju. A raczej pytanie dlaczego dodaje się do niego namoczoną bułkę?Postanowiłem podejść do problemu naukowo i zrobić doświadczenie. Kupiłem mielone i przygotowałem dwie porcie na kotlety.Jedna z bułką druga bez. To empiryczne doświadczenie udowodniło że kotlet z bułką jest bardziej pulchny. :)Jeśli chodzi o smak to bardziej przypadł mi do gustu ten bez spulchniacza. No ale to kwestia indywidualnego odbioru produktu końcowego.
Taaaak, kotlet mielony ma potężną moc ;)
Ja robię je trochę inaczej, zupełnie nie jak mama, ale najważniejsze,że mąż je docenia ze smakiem. Jeszcze "podkręcam" swoją indywidualność kotlecikiem w kształcie serduszka dla dziecka.
I cieszę się,że ten tekst dziś się pojawił, telepatyczny strzał w 10.
Muszę go polecić osobie,z którą się spotkałam. Dyskutowałyśmy o genach i czy warto wychodzić poza schemat. Zawsze ją podziwiałam za to,że stworzyła coś wspaniałego wbrew "genetycznym obciążeniom".
Szczerze w nią wierzę i życzę wytrwałości w zrzucaniu kotleciej klątwy ;)
Pozdrawiam!
Taki obiadek lubię, kotlecik mielony z bułeczką i surówką...:) to wszystko w tym temacie.
Pozdrawiam serdecznie, Karol
No i proszę, okazuję się, że do kotleta mielonego można podejść na cztery sposoby: refleksyjnie (wpis na blogu), ze smakiem (kotlet z bułką i surówką), kreatywnie (kotletowe serduszko) i naukowo (doświadczenie z kotletem z bułką i bez). I to właśnie jest wynikiem spojrzenia z różnych perspektyw :)
Ten kotlet nie dawał mi spokoju. A raczej pytanie dlaczego dodaje się do niego namoczoną bułkę?Postanowiłem podejść do problemu naukowo i zrobić doświadczenie. Kupiłem mielone i przygotowałem dwie porcie na kotlety.Jedna z bułką druga bez. To empiryczne doświadczenie udowodniło że kotlet z bułką jest bardziej pulchny. :)Jeśli chodzi o smak to bardziej przypadł mi do gustu ten bez spulchniacza. No ale to kwestia indywidualnego odbioru produktu końcowego.
Taaaak, kotlet mielony ma potężną moc ;)
Ja robię je trochę inaczej, zupełnie nie jak mama, ale najważniejsze,że mąż je docenia ze smakiem. Jeszcze "podkręcam" swoją indywidualność kotlecikiem w kształcie serduszka dla dziecka.
I cieszę się,że ten tekst dziś się pojawił, telepatyczny strzał w 10.
Muszę go polecić osobie,z którą się spotkałam. Dyskutowałyśmy o genach i czy warto wychodzić poza schemat. Zawsze ją podziwiałam za to,że stworzyła coś wspaniałego wbrew "genetycznym obciążeniom".
Szczerze w nią wierzę i życzę wytrwałości w zrzucaniu kotleciej klątwy ;)
Pozdrawiam!