Reklama

Kłótnia o sochaczewski sport

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
12/09/2006 14:38
Program rozwoju bazy sportowej dla Sochaczewa na lata 2007-2013 okazał się najgorętszym tematem ubiegłotygodniowej sesji. Burzliwą dyskusję wypełniały słowne potyczki i wzajemne oskarżenia. Trudno było nie odnieść wrażenia, że uczestnicy debaty czują już zbliżające się wybory samorządowe.
Co mówi projekt...
Najpierw jednak kilka słów o dokumencie, który wywołał tak duży spór. Program rozwoju bazy sportowej Gminy Miasta Sochaczew na lata 2007-2013” to nic innego jak zapis aktualnego stanu bazy sportowej w naszym mieście oraz projekty inwestycyjne w placówkach oświatowych, stowarzyszeniach i klubach sportowych wraz z kosztami ich realizacji. Jak przekonywał wiceburmistrz Brymora, taki dokument niesie ze sobą dwie korzyści – po pierwsze wskaże potrzeby inwestycyjne w tej dziedzinie na kilka następnych lat, po drugie – umożliwi tym podmiotom ubiegać się o środki z Unii Europejskiej. Krzysztof Brymora podkreślał, że program ma charakter otwarty i w założeniu ma być okresowo i systematycznie oceniany, aktualizowany i dostosowywany do zmieniających się warunków. „Działania objęte wieloletnim programem warunkowym są chętniej wspierane finansowo przez zewnętrzne instytucje finansowe niż jednorazowe, spontaniczne akcje” – czytamy dalej w uzasadnieniu.
... a co radni
Wyżej wymienione argumenty nie dla wszystkich radnych okazały się jednak wystarczające, by od razu za dokumentem zagłosować. Dyskusję rozpoczął Dariusz Dobrowolski. Wiceprzewodniczący, przytaczając wiele dokumentów uchwalonych przez Radę w tej kadencji, pytał kolegów i koleżanki czy pomogły one zrealizować się im jako samorządowcom. „Czy na miesiąc przez końcem kadencji powinniśmy pochylić się na dokumentem, który, w swoich założeniach, niepełnych zresztą, jak powiedział wiceburmistrz Brymora, przyjmuje zobowiązania do budżetu dla kolejnej rady? Czy ułatwi to pracę następnej kadencji?”.
Odpowiedzi na pytania wiceprzewodniczący Dobrowolski jednak nie usłyszał. Padło za to wiele argumentów „za” przyjęciem programu, m.in. z ust Juliana Tasieckiego, przewodniczącego komisji oświaty, kultury i sportu. Radny przypominał, że dokument powstał przy udziale dyrektorów szkół, przedstawicieli stowarzyszeń i klubów sportowych z całego miasta, tych wszystkich, którzy sportem się zajmują, a więc najlepiej znają potrzeby Sochaczewa w tej dziedzinie. Mocnym argumentem, jego zdaniem, jest też fakt, że program umożliwi tym instytucjom zrealizowanie wielu inwestycji przy znacznym udziale środków z zewnątrz. „Co złego jest w tym, że chcemy zadbać o rozwój sportu” – pytała z kolei Maria Kuśmirek.
Za wcześnie na dyskusję
Józef Chocian, podobnie jak Dariusz Dobrowolski, uznał czas debaty nad programem za nieodpowiedni. Radny przekonywał, że taki dokument powinien być uchwalony na początku, a nie pod koniec kadencji. Poza tym, jak mówił, większość radnych nie ma w ogóle pojęcia, co w dokumencie jest zapisane. Józef Chocian deklarował jednocześnie, że nie jest przeciwnikiem programu rozwoju bazy sportowej, sugerował jednak, by temu tematowi poświęcić oddzielnie całą sesję, by decyzja w tej sprawie była w pełni przemyślana.
Kolejne argumenty przytoczył wiceprzewodniczący Dobrowolski, według którego program rozwoju zaplecza sportowego w mieście nie jest koniecznością również z tego względu, że priorytety w tej dziedzinie zostały już wyznaczone do realizacji w obecnej i następnej kadencji. Za takie wiceprzewodniczący uznał m.in. budowę sali gimnastycznej przy Gimnazjum nr 1, a następnie utworzenie takiej sali przy SP 4, która, jako szkoła integracyjna, po rozbudowie dysponować będzie na razie tylko jedną salą gimnastyczną.
Niepotrzebny złoty plan
Zwolennicy uchwały nie pozostali dłużni. Burmistrz Bogumił Czubacki przypominał zebranym, że program to jedynie propozycja działań, opracowanie wykonane na podstawie zapotrzebowań zainteresowanych placówek, a nie zobowiązanie finansowe. Z tym stwierdzeniem, wymienionym zresztą nie tylko przez burmistrza, ale i niektórych radnych, nie zgodził się Dariusz Dobrowolski. Radny tłumaczył, że aby pozyskać środki z Unii, najpierw trzeba je będzie zabezpieczyć w poszczególnych latach realizacji programu w budżecie miasta. „Przyjmując tak duże zobowiązanie, możemy być potem oskarżeni przez następną radę, że zamknęliśmy jej drogę rozwoju w innych dziedzinach”- przekonywał. Wiceprzewodnicząca Maria Kuśmirek uznała natomiast wypowiedź swojego kolegi z prezydium za kolejną próbę niedopuszczenia do tego, by Rada Miasta nie pozostawiła po sobie kolejnego dzieła.
Nerwowej atmosfery nie wytrzymał też Bronisław Maklakiewicz, radny, a jednocześnie prezes Klubu Sportowego „Orkan”. Jako przedstawiciel jednej z instytucji biorących udział w tworzeniu programu uzmysławiał radnym tragiczną sytuację lokalnej bazy sportowej. „Bez planu nikt z zewnątrz nie przeznaczy na obiekty sportowe ani złotówki. Możemy dyskutować, pochylać się nad projektem, tylko do kiedy? – pytał. – Będziemy mieli złote plany, tylko co z tego, jeśli spóźnimy się że w walce o pieniądze z zewnątrz”.
„Nie jestem przeciwny pracom nad programem, ale na razie uczestniczyło w nich zbyt mało instytucji” –wyjaśniał Dariusz Dobrowolski. Jak się bowiem okazało, wnioski o realizację swoich inwestycji zgłosiły do programu tylko dwa spośród wszystkich stowarzyszeń i za kilka lat może stać się tak, że te, które zaprzepaściły swoją szansę, będą mieć pretensje, że ich potrzeby w dokumencie ujęte nie są.
Zielone światło dla sochaczewskiego sportu
O zdroworozsądkowe podejście do sprawy apelowała z kolei Elżbieta Matuszewska-Woźnica. Zdaniem radnej taki program to zielone światło dla wszystkich instytucji prowadzących działalność sportową w Sochaczewie. Odnosząc się zaś do czasu uchwalenia programu przekonywała, żeby radni nie obawiali się podejmowania działań i pozostawiania ich do dalszej realizacji kolejnej radzie. „W końcu my też pewne zadania przejęliśmy od poprzedniej rady” – przypominała.
Spośród współautorów programu głos zabrał także dyrektor MOSiR-u Mieczysław Głuchowski, który apelował do radnych o przyjęcie dokumentu. „Sport zawsze przegra z polityką. Jeżeli będziemy myśleć o niej przez pryzmat klubów, to nic z tego nie wyjdzie” – mówił.
Jak się jednak okazało, radni postawili w końcu na rozwój sochaczewskiej bazy sportowej i przyjęli program 12 głosami „za” przy 5 wstrzymujących i braku przeciwnych.
Martyna Mikulska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    K O N I U 2006-09-12 22:14:02

    Czytam i nie dziwie się wogóle. Zapraszam częściej radnych na imprezy sportowe w naszym mieście. Jest ich nie wiele, co juz daje do myślenia. A nie drodzy radni wpadacie na same rozdanie nagród żeby sie pokazać. Wtedy zobaczycie jaki jest stan obiektów lub biorąc sami czynny udział w życiu sportowym odczujecie brak tych obiektów. Najlepiej wybudować na stadionach sklepy, lokale usługowe, hipermarkety (choć z tym tez jest problem) z tego będą podatki dla miasta. Debatujecie i co z tego. Program przyjeliście a zobaczymy ile z tego zrealizujecie. Mamy czekać do następnych wyborów. Wtedy ustępujący burmistrz lub radni wrócą do tego medialnego pomysłu i umieszczą go w budżecie do realizacji (jakąś część). I tak od wyborów do wyborów. Miną kolejne lata nic się nie zmieni, to co istnieje zmarnieje jeszcze bardziej, a Wy będziecie mówić "Czy mamy prawo podejmować tak duże zobowiązanie wprowadzając ograniczenia dla następnych radnych? A co, jeśli oni będą mieć inne wizje?". Cieszę się poczęści z Waszych słów. Nie widzicie się sami jako radni w następnej kadencji, bo przez ten okres nic nie zrobiliście.
    Czas na młodych zmiana pokoleń musi w końcu nastąpić.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama