Reklama

Kobieta biznesu

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
09/04/2013 09:16

Mając dwadzieścia kilka lat postawiła wszystko na jedną kartę i otworzyła własną firmę.  Teraz Best Cargo współpracuje z przedsiębiorstwami z całej Europy, a jego właścicielka właśnie została nominowana do tytułu Kobiety Biznesu 2012. O tym, jak się robi biznes, z Katarzyną Dudzińską rozmawia Agnieszka Poryszewska.

 

Jak to się stało, że w przeciągu dekady stała się Pani właścicielką świetnie prosperującej firmy logistycznej?

A to ciekawe, bo mnie z kolei ciągle wydawało się, że mam w życiu pod górkę. Nawet urodziłam się z chorym sercem. Właściwie od samego początku w moim życiu coś się działo. Jestem po rozwodzie. Jednak najtrudniejszym momentem było to, kiedy mój syn urodził się z wadą nerki. Konieczna była operacja. To były ciężkie  miesiące, a mnie najbardziej dołowało to, że nie mam dla niego czasu. Od godz. 9 do 17 musiałam być w pracy. Pamiętam, że był grudzień. Stwierdziłam, że dalej tak być nie może i otwieram własną firmę.

Reklama

 

Postawiła Pani wszystko na jedną kartę?

W sumie tak. Zawsze miałam etat, pomimo że nigdy nie wysłałam ani jednego CV.  Zaraz po szkole średniej zaczęłam pracę z firmie Tramex. Usłyszałam ogłoszenie w radiu, pojechałam na rozmowę z właścicielem panem Mirkiem Kaczorowskim. Okazało się, że następnego dnia zaczynam. To była prawdziwa szkoła życia, którą bardzo dobrze wspominam. Potem, kiedy byłam na urlopie wychowawczym, przypadkiem spotkałam koleżankę, która powiedziała mi, że firma Kenig Spedition szuka pracownika i chyba byłoby to coś dla mnie. Czyli kolejną pracę dostałam właściwie też z marszu.

Reklama

 

Pracowała Pani jako spedytor i logistyk. To dobrze płatne i poszukiwane zawody. Większość osób wybrałaby etat.

Początki nie były różowe. Pierwsze biuro działało u moich rodziców. Jak zwykle miałam pecha, bo otworzyłam Best Cargo pół roku przed tym, kiedy pojawiła się możliwość płacenia niższego ZUS przez nowe firmy. Musiałam więc zarobić na pełną składkę, która wynosiła wtedy chyba 750 zł. Dla nowej, małej firmy to jest prawdziwe  wyzwanie. Udało mi się jednak znaleźć pierwsze, niewielkie zlecenia.

Reklama

 

Czy korzystała Pani z jakiś dotacji czy środków zewnętrznych?

Nie, nigdy. Zresztą Unia Europejska w ogóle nie prowadzi programu dotacji dla firm z branży transportowej. Zawsze radziłam sobie sama.

Kiedy nastąpił przełom?

Najpierw zaczęłam współpracę z firmą OMV. Sprowadzałam wózki widłowe. To był pierwszy duży kontrahent. Prawdziwy przełom wiąże się jednak z osobą Wima Van Damma. W ogóle to jest ciekawa historia. Moja koleżanka pracuje w Urzędzie Skarbowym i Wim przyszedł do niej rejestrować firmę. Zaczęli rozmawiać. Powiedział jej, że szuka kogoś ze znajomością języków obcych do współpracy. Ona pomyślała o mnie i tak nawiązałam kontakt z belgijską firmą ICTS.

Reklama

 

Tak po prostu? Brzmi wręcz nieprawdopodobnie.

Przez kilka miesięcy trwały rozmowy. Można powiedzieć, że budowaliśmy wzajemne zaufanie. Okazało się, że Van Damme to świetny człowiek, posiadający wiele ciekawych pomysłów. Dał mi dużą motywację do działania i wielką szansę na rozwój. Poszerzyłam grono klientów, jeździmy na kursy, szkolenia, targi. Wygłaszałam nawet wykład na Konferencji Logistycznej organizowanej przez Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych. Jego prezesem jest sochaczewianin Jan Buczek, którego bardzo cenię. W międzyczasie skończyłam też podyplomowe studia logistyczne w Wojskowej Akademii Technicznej.

Reklama

 

Czym dokładnie zajmuje się Pani firma?

Po pierwsze realizujemy zlecenia transportowe naszych klientów, wynajmujemy i sprzedajemy też wózki widłowe. Poprzez ICTS wynajmujemy różnego rodzaju naczepy. To nowe rozwiązanie w kraju. Właściciele firm, posiadając tylko ciągnik, mogą wynająć odpowiadającą im naczepę. Takie rozwiązanie jest bardzo popularne w Europie. Kierowcy mogą dostosować swoją działalność do aktualnych zleceń. To znacznie uelastycznia ich funkcjonowanie. Kiedyś najważniejsze dla transportowców było to, żeby mieć cały sprzęt na własność. Ciągnące się latami leasingi przyczyniały się do bankructw wielu firm. W sumie wszystko sprowadzało się do braku odpowiedniej naczepy. Firma spłacała kredyt za tzw. firankę, czyli naczepę, z której skorzystać można głównie latem, a pojawiały się zlecenia na przewóz owoców chłodnią. Pieniądze przechodziły im koło nosa.

Reklama

 

Kiedy o tym rozmawiamy, wydaje się, że prowadzenie firmy jest banalnie proste.

Nie powiedziałabym, że banalne, ale wokół widzę mnóstwo biznesowych okazji. Jest jeszcze tyle segmentów rynku, na których można działać. 

Pełen tekst w najnowszej "Ziemi".

Na Katarzynę Dudzińską głosować można na stronie www.bankier.pl. Należy wejść w zakładkę Święto Kobiet Biznesu. Głosowanie trwa tylko do 14 kwietnia. 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Masłowski 2013-04-11 21:19:05

    Z pewnością praca w branży transportowej przy obecnej sytuacji ekonomicznej wielu podmiotów korzystających z usług firm spedycyjnych i przewozowych nie należy do łatwej. Z tego co obserwuje jest ciężko drobnym transportowcom. Obciążenia finansowe stale rosną, a cena usługi transportowej czasem nie jest w stanie pokryć bieżących wydatków. To jest ciągła walka o klienta, tym bardziej duże uznanie dla p. Katarzyny Dudzińskiej gdyż świat transportu to głównie  była domena mężczyzn. 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    kasiad 2013-04-11 16:02:37

    Dziękuję bardzo, za miłe słowa i za głosik również :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    kacperskyy 2013-04-11 15:43:09

    glos oddany. dalszych sukcesow zycze!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama