Mając dwadzieścia kilka lat postawiła wszystko na jedną kartę i otworzyła własną firmę. Teraz Best Cargo współpracuje z przedsiębiorstwami z całej Europy, a jego właścicielka właśnie została nominowana do tytułu Kobiety Biznesu 2012. O tym, jak się robi biznes, z Katarzyną Dudzińską rozmawia Agnieszka Poryszewska.
Jak to się stało, że w przeciągu dekady stała się Pani właścicielką świetnie prosperującej firmy logistycznej?
A to ciekawe, bo mnie z kolei ciągle wydawało się, że mam w życiu pod górkę. Nawet urodziłam się z chorym sercem. Właściwie od samego początku w moim życiu coś się działo. Jestem po rozwodzie. Jednak najtrudniejszym momentem było to, kiedy mój syn urodził się z wadą nerki. Konieczna była operacja. To były ciężkie miesiące, a mnie najbardziej dołowało to, że nie mam dla niego czasu. Od godz. 9 do 17 musiałam być w pracy. Pamiętam, że był grudzień. Stwierdziłam, że dalej tak być nie może i otwieram własną firmę.
Postawiła Pani wszystko na jedną kartę?
W sumie tak. Zawsze miałam etat, pomimo że nigdy nie wysłałam ani jednego CV. Zaraz po szkole średniej zaczęłam pracę z firmie Tramex. Usłyszałam ogłoszenie w radiu, pojechałam na rozmowę z właścicielem panem Mirkiem Kaczorowskim. Okazało się, że następnego dnia zaczynam. To była prawdziwa szkoła życia, którą bardzo dobrze wspominam. Potem, kiedy byłam na urlopie wychowawczym, przypadkiem spotkałam koleżankę, która powiedziała mi, że firma Kenig Spedition szuka pracownika i chyba byłoby to coś dla mnie. Czyli kolejną pracę dostałam właściwie też z marszu.
Pracowała Pani jako spedytor i logistyk. To dobrze płatne i poszukiwane zawody. Większość osób wybrałaby etat.
Początki nie były różowe. Pierwsze biuro działało u moich rodziców. Jak zwykle miałam pecha, bo otworzyłam Best Cargo pół roku przed tym, kiedy pojawiła się możliwość płacenia niższego ZUS przez nowe firmy. Musiałam więc zarobić na pełną składkę, która wynosiła wtedy chyba 750 zł. Dla nowej, małej firmy to jest prawdziwe wyzwanie. Udało mi się jednak znaleźć pierwsze, niewielkie zlecenia.
Czy korzystała Pani z jakiś dotacji czy środków zewnętrznych?
Nie, nigdy. Zresztą Unia Europejska w ogóle nie prowadzi programu dotacji dla firm z branży transportowej. Zawsze radziłam sobie sama.
Kiedy nastąpił przełom?
Najpierw zaczęłam współpracę z firmą OMV. Sprowadzałam wózki widłowe. To był pierwszy duży kontrahent. Prawdziwy przełom wiąże się jednak z osobą Wima Van Damma. W ogóle to jest ciekawa historia. Moja koleżanka pracuje w Urzędzie Skarbowym i Wim przyszedł do niej rejestrować firmę. Zaczęli rozmawiać. Powiedział jej, że szuka kogoś ze znajomością języków obcych do współpracy. Ona pomyślała o mnie i tak nawiązałam kontakt z belgijską firmą ICTS.
Tak po prostu? Brzmi wręcz nieprawdopodobnie.
Przez kilka miesięcy trwały rozmowy. Można powiedzieć, że budowaliśmy wzajemne zaufanie. Okazało się, że Van Damme to świetny człowiek, posiadający wiele ciekawych pomysłów. Dał mi dużą motywację do działania i wielką szansę na rozwój. Poszerzyłam grono klientów, jeździmy na kursy, szkolenia, targi. Wygłaszałam nawet wykład na Konferencji Logistycznej organizowanej przez Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych. Jego prezesem jest sochaczewianin Jan Buczek, którego bardzo cenię. W międzyczasie skończyłam też podyplomowe studia logistyczne w Wojskowej Akademii Technicznej.
Czym dokładnie zajmuje się Pani firma?
Po pierwsze realizujemy zlecenia transportowe naszych klientów, wynajmujemy i sprzedajemy też wózki widłowe. Poprzez ICTS wynajmujemy różnego rodzaju naczepy. To nowe rozwiązanie w kraju. Właściciele firm, posiadając tylko ciągnik, mogą wynająć odpowiadającą im naczepę. Takie rozwiązanie jest bardzo popularne w Europie. Kierowcy mogą dostosować swoją działalność do aktualnych zleceń. To znacznie uelastycznia ich funkcjonowanie. Kiedyś najważniejsze dla transportowców było to, żeby mieć cały sprzęt na własność. Ciągnące się latami leasingi przyczyniały się do bankructw wielu firm. W sumie wszystko sprowadzało się do braku odpowiedniej naczepy. Firma spłacała kredyt za tzw. firankę, czyli naczepę, z której skorzystać można głównie latem, a pojawiały się zlecenia na przewóz owoców chłodnią. Pieniądze przechodziły im koło nosa.
Kiedy o tym rozmawiamy, wydaje się, że prowadzenie firmy jest banalnie proste.
Nie powiedziałabym, że banalne, ale wokół widzę mnóstwo biznesowych okazji. Jest jeszcze tyle segmentów rynku, na których można działać.
Pełen tekst w najnowszej "Ziemi".
Na Katarzynę Dudzińską głosować można na stronie www.bankier.pl. Należy wejść w zakładkę Święto Kobiet Biznesu. Głosowanie trwa tylko do 14 kwietnia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Z pewnością praca w branży transportowej przy obecnej sytuacji ekonomicznej wielu podmiotów korzystających z usług firm spedycyjnych i przewozowych nie należy do łatwej. Z tego co obserwuje jest ciężko drobnym transportowcom. Obciążenia finansowe stale rosną, a cena usługi transportowej czasem nie jest w stanie pokryć bieżących wydatków. To jest ciągła walka o klienta, tym bardziej duże uznanie dla p. Katarzyny Dudzińskiej gdyż świat transportu to głównie była domena mężczyzn.
Dziękuję bardzo, za miłe słowa i za głosik również :)
karolbadowski daj spokoj. czepiasz sie. gratulacje za odwage, determinacje i wiedze p. Katarzyno tylko brac przyklad! pracuje w firmie logistycznej i mozna powiedziec ze ze zdaje sobie sprawe ze nie jest to lekki kawalek chleba... tym wiekszy szacunek! pozdrawiam
Szanowny Panie Karolu,Artykuł nie jest sponsorowany a wiem też o tym, że chłodniami transportuje się towar i zimą i latem, wszystko zależy od jego rodzaju. Wywiad został nieco skrócony i pewne stwierdzenia uproszczone, gdyż nie zmieściłby się na stronie. Jeśli ma Pan wątpliwości co do mojej wiedzy na temat transportu i tematu naczep, zapraszam na kawę do biura, mam nadzieję że je rozwieję a Pan może skusi się na wynajem naczepy. Pracowałam też w dużej spedycji w Wiedniu, o której również nie ma tu mowy i ukończyłam Zarządzanie Logistyką na Wat. Tramex nauczył mnie pracy w transporcie a Kenig chociażby transportu ponadgabarytowego czy współpracy z dużymi sieciami. A co do pytań czemu mi się udało... Różnie bywa Panowie, czasami trudniej, czasami łatwiej, ale najważniejsze to się nie poddawać i wierzyć w siebie. Ważne też jest to, żeby lubić to co się robi a ja pracę w logistyce i transporcie po prostu lubię. Pozdrawiam :)
Karol..., o co ci chodzi uważasz, że to jest artykuł sponsorowany?
Szacunek i gratulacje dla wszystkich którzy w dzisiejszych czasach (czytaj rządy PO) potrafią prowadzić działalność gospodarczą i odnosić sukcesy.
Gratulacje Pani Agnieszko i powodzenia !!!!
Wszystko ładnie pięknie, szkoda, że dziewczyna nie ma bladego pojęcia na temat transportu.
Firanke, można wykorzystywać głównie latem? A chłodnie głównie zimą? MASAKRA...
idąc tym tokiem rozumowania, po co w zimę wozić mrożonkę na chłodni, ładujmy je na plandeki, zima to zima :)
1. Tramex - z całym szacunkiem, czego można się tam nauczyć?
2. Kenig Spedition - chyba zamyka swoją działalność, bo słyszałem, że toną w długach.
Z pewnością praca w branży transportowej przy obecnej sytuacji ekonomicznej wielu podmiotów korzystających z usług firm spedycyjnych i przewozowych nie należy do łatwej. Z tego co obserwuje jest ciężko drobnym transportowcom. Obciążenia finansowe stale rosną, a cena usługi transportowej czasem nie jest w stanie pokryć bieżących wydatków. To jest ciągła walka o klienta, tym bardziej duże uznanie dla p. Katarzyny Dudzińskiej gdyż świat transportu to głównie była domena mężczyzn.
Dziękuję bardzo, za miłe słowa i za głosik również :)
glos oddany. dalszych sukcesow zycze!