Reklama

Kopanie piosenek

Tygodnik Echo Powiatu
14/06/2005 23:06
Można by zaryzykować i napisać, że niedzielny koncert w Opolu był kopaniem polskiej piosenki. Ale to by jednak do końca nie oddawało jatki, jaką urządzili słuchaczom (a także widzom, bo teraz piosenek już się nie słucha, piosenki się ogląda) organizatorzy, muzycy, tancerze, choreografowie i Bóg wie kto jeszcze. To było pastwienie się nad piosenką i muzyką jako taką (a nie tylko tą polską). Idę o zakład, iż żyjący autorzy i wykonawcy utworów „w oryginale” siedząc przed telewizorem sięgali do stolika z drinkami. Nieżyjący, nie mogąc się napić, kręcili się w grobach niczym prosięta na rożnie.
Najpierw pod nóż wzięto Autobiografię Perfectu. Gardło podcinała „IRA”. Gadowski śpiewał, śpiewał i myślał o honorarium, jakie za to śpiewanie otrzyma. Następnie usłyszałem Grażynę Łobaszewską depczącą Dziwny jest ten świat Czesława Niemena. Z wściekłego liryzmu tegoż nie pozostawiła w piosence już choćby tylko afrowywcia rodem z MTV. Niemen był jak nóż, Łobaszewska jak zjełczałe masło. Potem poszło „Raz, dwa, trzy”, które próbowało przeinterpretować Czy te oczy mogą kłamać. Trzeba przyznać, świetnie się to formacji udało! Za dekonstrukcję Dni, których nie znamy Grechuty zabrał się (nieznany mi, jak te dni) Krzysztof Kiliański. Pomagali mu w tym wszechobecni tancerze z parasolkami w barwnych strojach, którzy świetnie nastrój wielkiej poezji Grechuty oddawali. Kiedym na to patrzył, rodzina musiała pilnować abym podziadkową brzytwą nie dokonał rytualnego harakiri. W każdym razie było pięknie! Po Krzysztofie „jakimśtam” przyszli „PTAKY” (jak można się tak nazywać!?!). Ci zamordowali, skądinąd zgrany już do bólu, przebój „Czerwonych Gitar” Nie zadzieraj nosa. Jestem przekonany, że najgorsza w Polsce kapela weselna nie zrobiłaby z tej piosenki takiej wiochy. Bo inaczej się tego, Mili Państwo, nazwać nie da. Paweł Kukiz torturował Obławę Kaczmarskiego. Panie Pawle, to co pan robił, to było zarzynanie owych młodych wilków, których Kaczmarski tak zaciekle bronił. To zabijanie własnego dorobku dobrze już panu poszło na płycie z Borysewiczem, gdzie krew na śnieg lała się obficie. No a teraz Kaczmarski dostał noża…
W miarę sobie poradziła Anna Maria Jopek, ale to tylko dzięki temu, że piosenkę Jej portret wykonała z autorem „oryginalnym”, znaczy się, Bogusławem Mecem. Jopek jest już bardziej jazzowa od kornetu Louisa Armstronga. Nadinterpretacja szkodzi jazzowi, tak jak palenie płucom, stąd, pani Anno kochana z męża Kydryńska, prosimy o rzucenie fajek.
Czas nasz uczy pogody Cygana śpiewała Kayah i to była jedyna odgrzewana piosenka, której się dało słuchać. Pod koniec pierwszej części Cugowski Krzysztof zaczął bić po twarzy Petersburskiego. – Tango milonga, tango milonga… (dobrze, że w domu nie ma broni palnej, brzytwę wcześniej wyrwano mi z rąk). I kiedy już miało się kończyć, kiedy nadchodziła ulga, Cugowski zaczął wyć …bo do tanga trzeba dwoojgaaa. Jak „Budka Suflera” swojego chłamowatego przeboju nie wstydziła się połączyć z monumentalnym dziełem Petersburskiego? Tę tajemnicę zespół zabierze do grobu.
Wytrzymałem tylko część pierwszą koncertu pod tytułem „Wielkie, większe, największe”. Żyję ponieważ, przed rozpoczęciem drugiej, wyłączyłem telewizor.

Andrzej Gąsiorowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gąsior 2005-06-16 00:00:00

    Panie Jacku, naprawdę doceniam to, co Pan mówi. Oczywiście tekst jest zjadliwy, może rzeczywiście jest kiepski. Przyznaję też, że pisałem go na gorąco, pewnie stąd te niezdrowe emocje. Nie cofnąłbym jednak żadnego słowa, a to dlatego, że nienawidzę, kiedy ktoś dla paru złotych niszczy dokonania kogoś innego. Zebrałem się w sobie i przed drugą częścią telewizor wyłączyłem, bo de facto pglądania tego, było tą specyficzną masochistyczna przyjemnością, jaka często towarzyszy nam podczas oglądania wielu programów telewizyjnych. Był to najgorszy chłam, jaki przydarzył się w polskim biznesie muzycznym od wielu wielu lat. "Artyści", którzy sami nie potrafią tworzyć dzieł ponadczasowych, jakimi w szczególności były piosenki Grechuty, Niemena, próbują nakręcić koninkturę, zarobić trochę, pokazać się i nie obchodzi ich zupełnie, że tak się niszczy pewien pozytywny mit tych wielkich utworów. Oczywiście słowo "mit" nie jest najlepsze, ale chwilowo brak mi lepszego. A stoją jeszcze za tym wytwórnie płytowe, tak jak w Opolu Telewizja Polska, innymi słowy wielkie pieniądze. Nasze życie estetyczne przekłada się moim zdaniem, na życie etyczne, stąd im więcej doposzczamy chłamu, tym więcej ogólnego zła się wytwarza. Cieszy mnie natomiast tak żywa reakcja na tekst. Choć z pewnością jest to jeden z tych psów, który mógł spokojnie zostać na twardym dysku. Pozdrawiam!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    jacek93 2005-06-16 00:00:00

    Bardzo lubię czytać teksty p.Gąsiorowskiego ale tutaj przesadził i ten kawałek mu się nie udał (moim zdaniem).
    To tylko jego subiektywna ocena do której ma oczywiście prawo.
    Tylko po co ta zjadliwość.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gąsior 2005-06-15 00:00:00

    Pomijając sprawy poza tematem, to naprawdę jestem wdzięczny Pani Ludmile za oświecenie mnie w sprawie Grechuty.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama