Jak każdy problematyczny kij, również ten ma dwa końce. Pośrodku konfliktu niczym symbol rozciąga się betonowy kwietnik. We wtorkowy poranek pracownicy Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej w Sochaczewie ustawili w poprzek drogi osiedlowej (niedaleko Niemcewicza) kilka szarych kręgów z ziemią, w której wkrótce zasadzone mają zostać kwiaty. Tym samym dojazd do sąsiadującej z blokami spółdzielczymi przychodni Almed został uniemożliwiony. Pytanie brzmi: o co chodzi?
Neutralne tło Przychodnia Almed mieści się w budynku po dawnej kotłowni, tuż przy bloku Żeromskiego 41. Rodzina Pawłowskich zakupiła nieruchomość od PEC-u kilka lat temu, sama przychodnia zaczęła przyjmować pacjentów wiosną ubiegłego roku. Już wówczas do Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej zaczęły napływać skargi okolicznych mieszkańców na to, iż przyjeżdżający do przychodni pracownicy i pacjenci utrudniają im korzystanie z prowadzącej tak do Almedu, jak i ich bloków drogi osiedlowej, jak również z służącego do tej pory wyłącznie im niewielkiego parkingu. Wspomniana osiedlowa droga jest jedyną, która umożliwia samochodowy dostęp do przychodni, zatem gwarantuje jej funkcjonowanie (tędy przyjeżdżają pacjenci, tu zatrzymują się samochody dostawcze, kursuje karetka, jest to również niezbędne zabezpieczenie przeciwpożarowe). Akt notarialny przypieczętowujący zakup nieruchomości od PEC-u również wymienia tę drogę jako zapewniającą budynkowi dostęp do drogi publicznej (Staszica czy wcześniej Niemcewicza), ale podkreśla się w nim również, że jest to droga Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej.
Od jednego końca Spółdzielnia Mieszkaniowa Lokatorsko-Własnościowa w Sochaczewie próbuje uregulować kwestie prawne związane z użytkowaniem przez Almed jej drogi osiedlowej i parkingu od lata ubiegłego roku. Wtedy rozpoczęły się rozmowy. - Od początku w tej sprawie chodzi o jedno - informuje prezes spółdzielni Grzegorz Muśko - przychodnia powinna nabyć prawo służebności do naszej drogi osiedlowej i pozyskać miejsce pod parking. Pretensje spółdzielców o to, że firma korzysta z ich majątku bezprawnie i bezpłatnie, utrudniając jednocześnie ich samochodom swobodne poruszanie, są zasadne. W żadnym momencie nie byliśmy i nie jesteśmy przeciwni firmie Almed, chcemy ten problem rozwiązać kompromisowo, a przede wszystkim zgodnie z prawem. Postanowiliśmy wydzierżawić Almedowi kawałek terenu pod parking (z tyłu budynku - obecnie jest tam trawnik, utworzenie tego parkingu odciążyłoby miejsca postojowe przed blokiem mieszkalnym - przyp. red.) oraz zapewnić partycypację firmy w kosztach naprawy naszej drogi osiedlowej. Dlaczego za jej utrzymanie płacić mają tylko spółdzielcy, skoro korzystają z niej pacjenci i personel Almedu? Ta droga dopuszcza samochody półtonowe, tymczasem do przychodni podjeżdżają kilkutonowe samochody dostawcze. W grudniu 2004 roku spółdzielnia przesłała właścicielom Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Almed umowę na dzierżawę terenu i partycypowanie w kosztach naprawy drogi. Jak zapewnia zarząd, jest to umowa standardowa, również w kwestiach finansowych. Przeciętnie koszty partycypacji w kosztach utrzymania spółdzielczych dróg to 20% fakturowanych nakładów poniesionych na naprawę (przy czym, co warto podkreślić, spółdzielnia wykonuje takie zadania w bardzo ograniczonym zakresie, głównie z uwagi na koszty - w tym roku SML-W przeznaczyła na naprawę swoich dróg zaledwie 20 tysięcy złotych). - Ponieważ nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi, w lutym bieżącego roku przypomnieliśmy właścicielom Almedu o przesłanej umowie, informując jednocześnie, że jeżeli przychodnia nie ureguluje z nami swoich spraw, bezprawne użytkowanie naszej drogi zostanie jej uniemożliwione. Jak wyjaśnia Grzegorz Muśko, w odpowiedzi państwo Pawłowscy, powołując się na niedogodną porę roku do urządzania parkingu, zaproponowali spółdzielni spotkanie. Doszło do niego 3 marca i jedno jest pewne: efektów żadnych nie dało: - Następnego dnia otrzymaliśmy pismo, że właściciele przychodni są zainteresowani zakupem terenu pod parking, a nie jego dzierżawą. No cóż, po pierwsze o sprzedaży terenu zadecydować może wyłącznie zebranie przedstawicieli spółdzielni, które odbywa się w czerwcu, a które, jak wiadomo, może się ciągnąć nawet przez kilka miesięcy i nie wiadomo, czy zgoda na sprzedaż zostanie udzielona, a po drugie ewentualna sprzedaż nie rozwiązuje kwestii drogi dojazdowej. Po kolejnym miesiącu milczenia ze strony Almedu zarząd spółdzielni zdecydował się, jak zapowiadał, uniemożliwić korzystanie z jej drogi osiedlowej. - Ustawiliśmy gazony - tłumaczy prezes - żeby uzmysłowić właścicielom przychodni, że droga i parking, z którego korzystają, do nich nie należy i że dalsze korzystanie wymaga regulacji prawnej.
Od drugiego końca Wtorkowe ustawienie kwietnika zszokowało państwa Pawłowskich. Wezwali policję, zawiadomili media, do spółdzielni natychmiast skierowali pismo z żądaniem usunięcia kręgów. Są zdecydowani sprawę skierować do sądu. - Ten gest ze strony spółdzielni obrazuje poziom, na jakim zarząd prowadził z nami rozmowy - komentuje Marta Pawłowska, dyrektor NZOZ Almed. - Czy w takich warunkach możliwe są w ogóle jakieś zadowalające rozwiązania? Pani Marta wyjaśnia, że Almed chce uregulować sprawy dojazdu i parkingu, ale nie może zaakceptować niekorzystnych dla niej warunków stawianych przez SML-W, z kolei spółdzielnia nie chce pójść na żaden kompromis: - Po pierwsze dostęp do budynku tą właśnie drogą został nam zagwarantowany aktem notarialnym zakupu nieruchomości. Po drugie nie widzimy potrzeby partycypacji w kosztach naprawy drogi, skoro spółdzielnia nic na niej nie robi. Owszem, jesteśmy zainteresowani naprawą tej nawierzchni, ale na własny koszt i we własnym zakresie. Proponowaliśmy to już spółdzielni. Jeżeli chodzi o parking: chociaż prawo budowlane nie określa, ile taka przychodnia, jak nasza, powinna mieć miejsc parkingowych, postanowiliśmy uregulować również tę kwestię. Wystąpiliśmy do spółdzielni o sprzedaż kawałka terenu przy Almedzie pod ten cel. Obawiam się jednak, że nie tylko będziemy długo czekać na odpowiedź, ale też ta najprawdopodobniej okaże się odmowna. A nas nie interesuje dzierżawa tego terenu. Urządzenie takiego parkingu niesie ze sobą spore koszty, nie chcemy inwestować w coś, co nie jest nasze. Jaką mamy gwarancję, że za kilka miesięcy, a nawet dni zarząd spółdzielni nie zmieni zdania, zwłaszcza, że tej przychylności wobec nas jakoś nie wyczuwamy. Kilka dni temu właściciele Almedu wystąpili do sądu o przyznanie prawa służebności do kontrowersyjnej drogi. Sprawa jest w toku.
Neutralny epilog - Co będzie teraz? - pytam Grzegorza Muśkę. - Mamy nadzieję, że nasz ostatni krok coś zmieni w postępowaniu właścicieli Almedu, że przyjmą zaproponowane przez nas warunki korzystania z drogi i parkingu. Jeszcze raz powtarzam, nie mamy nic przeciwko Almedowi, chcemy się porozumieć. - Co będzie teraz? - pytam Martę Pawłowską. - Mamy nadzieję, że spółdzielnia usunie betonową zaporę i uwzględni nasze propozycje co do regulacji prawnych korzystania z drogi i parkingu. Że osiągniemy jakiś kompromis. Zarząd spółdzielni jest pewny, że właściciele Almedu korzystają z ich majątku bezprawnie. Właściciele Almedu są przekonani, że zarząd spółdzielni uniemożliwiając im dojazd do przychodni postąpił bezprawnie. A może gdzieś popełniono błąd? Na pewno kwestia dostępu do budynku powinna zostać szczegółowo dopracowana w chwili sprzedaży budynku. Obecnie betonowy kwietnik zapętlił i zaostrzył sprawę na tyle, że ta pewnie oprze się o sąd i to sąd być może w końcu pogodzi koniec z końcem...
Monika Figut
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze