W tej historii mamy wszystko: ludzi, emocje i konflikt. Ścierają się w niej różne racje. Ściera się też młodość ze starością. Na początku historii znajdują się dwie ławki.
Racja przeciwników Od lat przed jednym z bloków na os. Senatorska stały dwie ławki. Pod koniec sierpnia zniknęły. Okazało się, że zostały usunięte na wniosek części mieszkańców wspólnoty mieszkaniowej. - Na ławkach przesiadywały starsze osoby. Przez całe dnie słuchaliśmy ich głośnych rozmów dotyczących tego, co robiły, co miały na obiad itp. Cały czas czuliśmy się obserwowani i obgadywani - mówi jednak z przeciwniczek (imię i nazwisko do wiadomości redakcji). - Pod oknami dzieci grały w piłkę, która odbijała się od ściany. Syn nie mógł odrabiać lekcji. Jeszcze gorzej było w nocy. O tej porze ławki okupowali pijacy i młodzież. Krzykom i awanturom nie było końca. Proponowaliśmy przeniesienie ławek na drugą stronę bloku. Nie było na to zgody. Członek zarządu wspólnoty, Marek Panek podkreśla, że głównym powodem usunięcia ławek, były urządzane na nich nocne libacje. - Tak naprawdę pozostawiania ławek chce pięć osób. Dwie panie, które notorycznie na nich przesiadywały atakują innych lokatorów. Mniejszość chce zadecydować o tym, czy wokół bloku przestanie być zakłócany porządek - powiedział. Przyłącza się do niego inna z mieszkanek bloku, która chce pozostać anonimowa. - Ta mniejszość jest hałaśliwa, a potrafi być też agresywna – mówi. – Ja i moja rodzina musimy znosić z jej strony wiele przykrości. Jesteśmy wyzywani od najgorszych i obrażani. Zdaniem naszych rozmówców, po usunięciu ławek odzyskali spokój. Spokój odzyskali również inni adwersarze ławek, których liczba wynosi od 11. (według zwolenników ławek) do 13-14 (według zarządcy wspólnoty mieszkaniowej).
Racja zwolenników Zwolennicy ławek stanowią kilkudziesięcioosobową grupę. Wśród nich znajduje się wiele osób starszych i schorowanych. Twierdzą, że ławki stanowiły ich jedyne okno na świat. - Zniknęły z zaskoczenia. Nie wiedzieliśmy o słanych do urzedu pismach i petycjach. Wiele lat temu ławki postawił Zakład Gospodarki Mieszkaniowej. Teraz przyjechali jego pracownicy i je gdzieś zabrali - opowiada Renata Młynarczyk. - Ci, którzy protestowali to młodzi ludzie. Zapomnieli chyba, że też kiedyś się zestarzeją. Wtedy sami będą chcieli posiedzieć sobie na ławce przed blokiem - mówi pani Szadkowska. - Przeciwnikom przeszkadzają dzieci. One były, są i będą. Wprowadzaliśmy się tu ponad 40 lat temu. W blokach mieszkały wtedy osoby starsze i młodsze. Po osiedlu biegało mnóstwo dzieci. Wszyscy żyli w zgodzie. Nikomu nic nie przeszkadzało. Za powrotem ławek opowiada się również jeden z członków zarządu wspólnoty mieszkaniowej (nazwisko znane redakcji). - Jeżeli przeciwnicy podnoszą argument, że na ławkach urządzane są alkoholowe libacje, to sprawa dla policji. Metodą nie jest zabieranie służących starszym ludziom ławek. Nie chodzi tu tylko o całodzienne przesiadywanie pod blokiem. Odpoczywali na nich również mieszkańcy wracający z zakupów czy od lekarza - twierdzi. - Były o tyle ważne dla seniorów, że w naszym blokach nie ma balkonów. Wyjście „na ławkę” stanowiło ich namiastkę.
Sprawa rangi urzędowej Pismo o przywrócenie ławek podpisało 27 osób. Naczelnik Wydziału Infrastruktury Miejskiej i Ochrony Środowiska Wiesław Kowala jest zakłopotany całą sprawą. - Najpierw wystąpiono do ZGM o zabranie ławek, co uczyniliśmy. Potem wpłynęło kolejne pismo o ich zwrot. Mamy dwa wykluczające się wnioski - mówi. - Wystosowaliśmy pismo do mieszkańców o wypracowanie wspólnego stanowiska. Nie możemy przecież w kółko krążyć z ławkami. Dwa razy delegacja mieszkańców udała się do wiceburmistrza Stanisława Wachowskiego. Poparł wówczas grupę zwolenników ławek. - Rozmawiałem z delegatami. Dwie klatki prosiły o przywiezienie ławek z powrotem. Uważam, że skoro służą one ludziom, powinny wrócić na miejsce. Zapewniłem mieszkańców, że tak właśnie się stanie - powiedział nam. - Jeżeli na ławkach dochodzi do pijackich wybryków, powinna się tym zainteresować policja.
Z ławkami, czy bez Wyważone stanowisko zajmuje zarządca wspólnoty Ewa Cywińska. Twierdzi, że sprawa jest delikatna. „Ławkowy” problem ma wiele bloków w Sochaczewie. Częste są też wnioski o ich usunięcie. Zdaniem Ewy Cywińskiej to, że ławki zostały zabrane ma swoje zalety. - W ten sposób mieszkańcy będą mogli przekonać się, czy lepiej jest z ławkami, czy bez. Zasadniczo ławki są własnością ZGM. Ustawione są na terenie należącym do miasta. Jestem tylko administratorem budynku wspólnoty - wyjaśnia Ewa Cywińska. Jednocześnie zarządca zapewnia, że nie wpłynął do niej żaden formalny wniosek o przywrócenie ławek. Zgłasza się za to mnóstwo osób cieszących się z ich usunięcia. - Sygnały otrzymuję nawet z sąsiedniego bloku. Potwierdzają się zarzuty względem ławek, zawarte w piśmie skierowanym do mnie przez mieszkańców. Osoby te mówią, że zwłaszcza w weekend było tam nie do wytrzymania. Pijacy awanturowali się pod oknami. Zdarzyło się, że rzucali kamieniami w okna - mówi.
Sprawa kryminalna Niewinność ławek podważają także informacje przekazane nam przez rzecznika prasowego policji sierż. Agnieszkę Skórzyńską. - Faktycznie, otrzymywaliśmy informacje oraz zgłoszenia dotyczące tego miejsca. Dochodziło tam do zakłócania porządku. Mieszkańcy sygnalizowali dzielnicowemu problemy z tym, co dzieje się na ławkach. Zdarzało się też, że patrole policyjne same podejmowały interwencje na Senatorskiej - mówi. Jak powiedziała nam Agnieszka Skórzyńska, policję powiadamiali nie tylko mieszkańcy tej konkretnej wspólnoty mieszkaniowej. - To, co działo się na ławkach było na tyle uciążliwe, że funkcjonariusze otrzymywali zgłoszenia również z okolicznych bloków - twierdzi.
Najprostsze nie znaczy najlepsze Obecnie dwie ławki, które podzieliły blok, znajdują się na terenie siedziby ZGM. Jedna z nich odbywa karę aresztu w magazynie. Druga stoi przy wejściu do budynku zakładu. Na ich powrót, zgodnie z obietnicą wiceburmistrza Wachowskiego, czeka grupa zwolenników z ul. Senatorskiej.
Niewątpliwie na ławkach dochodziło do awantur. Pity był też na nich alkohol. Z drugiej strony, w ciągu dnia służyły mieszkańcom. Warto zauważyć, że w liczącym około 100 osób bloku, 70 proc. lokatorów to osoby starsze. W sprawie ławek każda ze stron ma swoje racje. Nie da się jednoznacznie opowiedzieć się po jednej z nich. Dziwny jest tylko sposób rozwiązania problemu. Uznano, że problemem nie są osoby zakłócające porządek, a ławki. Jak w znanym powiedzeniu o kocie, który ucieka na drzewo. Jedni twierdzą, że należy pilnować kota, inni wola ściąć drzewo.
Agnieszka Poryszewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze