Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
No tak, faktycznie, nie ma co się rozgadywać, bo ja lubię te tematy i gotów jestem rozmawiać godzinami. Tak, tym razem Twoje uwagi bardziej do mnie trafiają. Szczerze mówiąc zupełnie nie wiem, jak wyglądają wybory lokalne w krajach zachodnich, To jest luka w wykształceniu, którą chyba będę musiał nadrobić. Chyba że ktoś z forumowiczów może przedstawić rzetelne informacje na ten temat. Z góry dziekuję.
Andrzej nie chciałbym zapchać tego wątku naszą polemiką, więc skomentuję ostatni raz a potem, pewnie przy najbliższej okazji możemy o tym poduskutować.
To o czym piszesz, słusznie zresztą, że "pseudospołeczne" komitety stanowią tylko przykrywkę dla mniej lub bardziej skompromitowanych działaczy partyjnych, zaciemniają tylko obraz, jest (i tu mam nadzieję, że się ze mną zgodzisz) patologią polskiego życia społecznego! To nie jest normalne aby tacy ludzie zmieniając co 4 lata szyld wciąż zasiadali w samorządzie. Ale wg. mnie nie można z tego powodu przechodzić nad tym do porządku dziennego i szukać lekarstwa nie na poziomie zwalczenia patologii tylko prób jej ominięcia. Przypomina to nieudolne próby walki z korupcją polegające na tworzeniu kolejnych urzędów kontrolnych (notabene idelanie nadających się do "skorumpowania") nie próbując wyeliminować styku biznesu z polityką np. poprzez prywatyzację, lub jasne i czytelne zasady postępowania.
Ja uważam, że lekarstwem na patologię rozmaitych "komitetów" jest wyraźne podkreślanie, kto, gdzie i z jakiej listy startuje oraz z jakiej listy startował poprzednio. Chodzi o to aby nie dopuszczać do "anonimizacji" wyborów, co jest w interesie "działaczy" ale na pewno nie wyborców. I tu jest wielka rola rzetelnych mediów. Bo tylko one są w stanie "uczytelnić" na kogo warto a na kogo raczej nie warto głosować bo już kilka razy w radzie zasiadał i niczym chwalebnym się nie wsławił.
Jeśli by się to udało i ludzie uwierzą, że na wybory warto pójść bo jest na kogo głosować, gdyż wiemy kto jest kto, to 1. będziemy mieli wyższą frekwencję a tym samym większą legitymację władzy do ważnych zmian, 2. nie potrzebne będą "partie", "komitety" itp. bo będziemy głosować na ludzi a nie na szyld. Bez obaw że na liście, którą popieramy skryli się uciekinierzy ze skompromitowanej ekipy, co niestety często ma obecnie miejsce.
Reasumując, skoro nikt nie zna komitetów to po co one są? Zacznijmy głośno wymieniać radnych z nazwisk! Kto głosował, za czym, co popiera a co nie. Komu to przeszkadza? Tylko tym radnym, którzy mają coś do ukrycia i chowają się pod tajemniczym hasłem klubu/komitetu. Na pewno nie wyborcom a to właśnie ich mają reprezentować ci ludzie a nie szyldy.
Cóż, dziękuję, że moje nazwisko padło w takim kontekście.
Rozumiem Twoją argumentację, Rafał, natomiast zgodzić się z nią nie mogę. Nawet w naszym samorządzie jest wiele zupełnie lokalnych ugrupowań "niepartyjnych". Przeważnie natomiast wywodzą się one z tych prawdziowych partii. Szyld został zmieniony, po to, aby w ogóle wejść do samorządu, bo partia rodzima zaczynała się już ludziom źle kojarzyć. Nazwanie komitetu "Zgodą", "Przyjaźnią" czy "Rozwojem" nie daje żadnych gwarancji, co do komeptencji radnego. W Sochaczewie przeciętny obywatel nie jest w stanie wymienić nazw konitetów wyborczych, nie mówiąc już o tym, kto gdzie pryznależy. Zaciemnia to układ do reszty.
Dlatego jestem za partyjnoscią. I tu i na górze. Uważam po prostu, że to właściwa forma politycznego organizowania się ludzi. Mówię to zresztą jedynie na poziomie teoretycznym, bo polityka zupęłnie przestaje mnei interesować. Inaczej, intertesuje mnie jedynie z naukowego punktu widzenia, ale praktycznego już nie.
A ja wolę głosować na Andrzeja Gąsiorowskiego, bo go znam i wiem, że jest uczciwy i nie będzie występował przeciw swoim wyborcom tylko dlatego, że tak jest po linii partii. Nie prawda, że to jest fikcja. Powiedział bym wręcz, że takie myślenie dowodzi jak bardzo jesteśmy ograniczeni "konwenansem" jaki nas otaczają. Upartyjnienie przeczy idei samorządności. Sam autor reformy administracyjnej prof. Kulesza jako główną przyczynę niedomagań całej reformy podaje skrajne upartyjnienie nawet najmniejszych samorządów.
Do samorządów powinni wejść ludzie, których znamy, których jesteśmy pewni a nie enigmatyczna lista PO, SLD, PiS itp. Głosowanie tylko na listy partyjne ułatwia wejście do rad ludziom niekompetentnym, przypadkowym, ale zasłużonym dla "partii" więc wymienionym na pierwszych miejscach list. Poza tym jest wiele samorządów w Polsce gdzie właśnie głosuje się na sąsiadów, tych których dobrze znamy i wiemy jak będą nas reprezentować. Oni nie potrzebują partyjnego sztandaru i jak się okazuje często są wybierani na kolejne kadencje, a samorząd w krórym zasiadają jest bardzo sprawny.
Ostatnia uwaga do głosowanie na partie - znikoma frekwencja w wyborach samorządowych jest właśnie tego konsekwencją. Mało kto chce głosować na ludzi, których nie zna, a wie tylko, że są w SLD lub PO. To powoduje zupełny brak zaangażowania w wybory wyborców oraz brak sensownych kandydatów, co znów prowadzi do mizerii samorządów i koło się zamyka. Łatwiej jest rozliczyć personalnie radnego/-ych za działania niż enigmatyczną listę partyjną, z której tuż przed kolejnymi wyborami ludzie uciekają do tej wyżej notowanej.
Dobitnym przykładem szkodliwości takiego myślenia jest samorząd Warszawy, w krórym tylko po to aby zachować kontrolę na urzędem prezydenta miasta Rada Warszawy przez ponad 2 miesiące nie przegłosowała jego rezygnacji ze stanowiska. Efekt? Sypiące się dziś odwołania od decyzji nieupoważnionego sekretarza, który uzurpował sobie możliwość zastępowania prezydenta. To że miasto pod względem inwestycji od 3 lat stoi, a wykonanie budżetu na inwestycje nie przekracza połowy zaplanowanych wydatków o niczym nie będzie świadczyło, kiedy znów wielu wyborców zagłosuje na partię tylko dlatego, że zgadza się z jej liderami w telewizji, ale nawet bladego pojęcia nie ma co kryje się pod nazwiskiem "Iksiński" na liście tej partii, ważne że jest z tej "partii".
Przepraszam, za nieco przydługi wywód, mam nadzieję, że niektórych przynajmniej w części przekonałem.
Przepraszam, ale "odpartyjnianie" wyborów samorządowych jest to pierwsze fikcją, a po drugie fikcją szkodliwą, wprowadzającą dodatkowy zamęt w to, co i tak jest nie do ogarnięcia. Woałbym po stokroć wybierać w wyborach samorządowych między POS, PiS, SLD itd niżz między jakimiś "zgodami, przymierzami, i tym podobnymi dyrdymałami", o których już zupełnie nic nie można powiedzieć.
Rafale,
Ja swoich poglądów w tej kwestii nie zmieniłem. Dla mnie jest duża różnica pomiędzy wyborami parlamentarnymi i do PE a wyborami samorządowymi. W tych pierwszych głosuje się na partię, programy, światopogląd itp. Przy wyborach samorządowych te czynniki mają dużo mniejsze (jeśli wogóle) znaczenie. I dlatego jako partia działająca w Sochaczewie proponujemy takie rozwiązanie. W tym wypadku chcemy odstawić na bok politykę. Przy wyborach do sejmu takiej mozliwości nie mamy. I moge wszystkich zapewnić że nie jest to żaden koniunkturalizm. Myślę że będziemy mogli to udowodnić popierając jednego kandydata który bedzie najlepszym z możliwych i który bedzie popeirany przez bardzo szerokie grono mieszkańców naszego powiatu.
Dla mnie podstawowym problemem w tej sprawie jest kwestia tego, czy w ogóle zajmuje się Sejmik. Oczywiście znam ustawę. A praktyce wygląda to tak, że powiaty swojej roli prawie nie spełniają, a sejmik nie spełnia jej już w ogóle. Przypomnę ostatnią sprawę "skandalicznych usług Kolei Mazowieckich". Problem dotyczył całego Mazowsza. Nie słyszałem jednak o jakiejkolwiek reakcji sejmiku w tej sprawie, czy marszałka. Może jestem jednak w błędzie i ktoś mnie z niego wyprowadzi.
Cieszę się, że co raz więcej osób dostrzega sens silnej reprezentacji Sochaczewa w "wyższych" instytucjach jak Sejmik Wojewódzki lub Parlament Europejski.
Jeszcze nie tak dawno jeden z autorów powyższego listu pisał: I dlaczego (...) miałby właśnie być tym jedynym kandydatem na którego mamy głosować? Nie każdy musi zgadzać się z jego poglądami i partią którą reprezentuje.
Oraz: A dla mnie jest różnica czy będzie mnie reprezentował człowiek z SLD, PO czy Samoobrony i LPR.
Mam nadzieję zatem, że powyższe pismo nie jest przejawem skrajnego koniunkturalizmu a raczej przemyślenia pewnych spraw i zwykła zmiana poglądów do której każdy ma prawo. Cieszy mnie to tym bardziej, że próbowałem przekonać do tego pomysłu m.in. współautora tego listu dwa lata temu, jak dziś widać, z powodzeniem.
Na koniec powstaje pytanie zasadnicze: KTO zatem miałby być wspólnym kandydatem z naszego regionu? Kto mógłby połączyć różne środowiska (polityczne, społeczne, organizacje pozarządowe) i kto wreszcie jest znany także poza granicami naszego powiatu?
No tak, faktycznie, nie ma co się rozgadywać, bo ja lubię te tematy i gotów jestem rozmawiać godzinami. Tak, tym razem Twoje uwagi bardziej do mnie trafiają. Szczerze mówiąc zupełnie nie wiem, jak wyglądają wybory lokalne w krajach zachodnich, To jest luka w wykształceniu, którą chyba będę musiał nadrobić. Chyba że ktoś z forumowiczów może przedstawić rzetelne informacje na ten temat. Z góry dziekuję.
Andrzej nie chciałbym zapchać tego wątku naszą polemiką, więc skomentuję ostatni raz a potem, pewnie przy najbliższej okazji możemy o tym poduskutować.
To o czym piszesz, słusznie zresztą, że "pseudospołeczne" komitety stanowią tylko przykrywkę dla mniej lub bardziej skompromitowanych działaczy partyjnych, zaciemniają tylko obraz, jest (i tu mam nadzieję, że się ze mną zgodzisz) patologią polskiego życia społecznego! To nie jest normalne aby tacy ludzie zmieniając co 4 lata szyld wciąż zasiadali w samorządzie. Ale wg. mnie nie można z tego powodu przechodzić nad tym do porządku dziennego i szukać lekarstwa nie na poziomie zwalczenia patologii tylko prób jej ominięcia. Przypomina to nieudolne próby walki z korupcją polegające na tworzeniu kolejnych urzędów kontrolnych (notabene idelanie nadających się do "skorumpowania") nie próbując wyeliminować styku biznesu z polityką np. poprzez prywatyzację, lub jasne i czytelne zasady postępowania.
Ja uważam, że lekarstwem na patologię rozmaitych "komitetów" jest wyraźne podkreślanie, kto, gdzie i z jakiej listy startuje oraz z jakiej listy startował poprzednio. Chodzi o to aby nie dopuszczać do "anonimizacji" wyborów, co jest w interesie "działaczy" ale na pewno nie wyborców. I tu jest wielka rola rzetelnych mediów. Bo tylko one są w stanie "uczytelnić" na kogo warto a na kogo raczej nie warto głosować bo już kilka razy w radzie zasiadał i niczym chwalebnym się nie wsławił.
Jeśli by się to udało i ludzie uwierzą, że na wybory warto pójść bo jest na kogo głosować, gdyż wiemy kto jest kto, to 1. będziemy mieli wyższą frekwencję a tym samym większą legitymację władzy do ważnych zmian, 2. nie potrzebne będą "partie", "komitety" itp. bo będziemy głosować na ludzi a nie na szyld. Bez obaw że na liście, którą popieramy skryli się uciekinierzy ze skompromitowanej ekipy, co niestety często ma obecnie miejsce.
Reasumując, skoro nikt nie zna komitetów to po co one są? Zacznijmy głośno wymieniać radnych z nazwisk! Kto głosował, za czym, co popiera a co nie. Komu to przeszkadza? Tylko tym radnym, którzy mają coś do ukrycia i chowają się pod tajemniczym hasłem klubu/komitetu. Na pewno nie wyborcom a to właśnie ich mają reprezentować ci ludzie a nie szyldy.
Cóż, dziękuję, że moje nazwisko padło w takim kontekście.
Rozumiem Twoją argumentację, Rafał, natomiast zgodzić się z nią nie mogę. Nawet w naszym samorządzie jest wiele zupełnie lokalnych ugrupowań "niepartyjnych". Przeważnie natomiast wywodzą się one z tych prawdziowych partii. Szyld został zmieniony, po to, aby w ogóle wejść do samorządu, bo partia rodzima zaczynała się już ludziom źle kojarzyć. Nazwanie komitetu "Zgodą", "Przyjaźnią" czy "Rozwojem" nie daje żadnych gwarancji, co do komeptencji radnego. W Sochaczewie przeciętny obywatel nie jest w stanie wymienić nazw konitetów wyborczych, nie mówiąc już o tym, kto gdzie pryznależy. Zaciemnia to układ do reszty.
Dlatego jestem za partyjnoscią. I tu i na górze. Uważam po prostu, że to właściwa forma politycznego organizowania się ludzi. Mówię to zresztą jedynie na poziomie teoretycznym, bo polityka zupęłnie przestaje mnei interesować. Inaczej, intertesuje mnie jedynie z naukowego punktu widzenia, ale praktycznego już nie.