Równo trzydzieści lat. Tyle czasu mamy na Żeromskiego ten kiosk. Dziś zdecydowanie jest najstarszym kioskiem w Sochaczewie. Na dodatek prowadzonym przez tego samego właściciela. Swego czasu i przez całe lata kiosk „U Rudego” był, obok kiosku „U Lewego” (na Narutowicza), miejscem wręcz kultowym.
Ale to były inne czasy. Mieczysław Błaziak z rozrzewnieniem je wspomina. Kiosk stanowił ważny element życia codziennego, niemal każdy miał powód, by choć raz dziennie to miejsce odwiedzić. Po papierosy, zapałki, gazetę, ale i pastę do zębów, do butów, rajstopy, dzieci wpadały po dropsy i drażetki. Dziś ten asortyment zdecydowanie się zmienił.
- W tamtych czasach prawie wszyscy brali każdy tytuł gazety, dziś sprzedaje się prasy o połowę mniej. Za to wybór jest większy, w tym kiosku mam w sprzedaży kilkaset tytułów.
Rozglądamy się wokół. W środku kiosk wydaje się większy niż na zewnątrz. Mimo że wszędzie jest towar. Tylko centralnie, na wprost okienka, wygospodarowana niewielka przestrzeń na fotel Mieczysława. Uśmiech nie schodzi z jego twarzy. Rozmawiamy, co chwilę przerywając, bo podchodzi klient.
Mieczysław zagaduje do każdego. Większość z nich zanim cokolwiek powie, już ma podane odpowiednie tytuły, papierosy. Dowcipkują, choć dwa zdania, ale czują potrzebę zamienić.
- Wie pan, jak się o panu mówi?
- Wiem, Rudy, nie przeszkadza mi to.
Wracamy do samego początku. Nie od razu był kiosk. Mieczysław jest byłym wojskowym, służył w Bielicach. Któregoś dnia nagła choroba uniemożliwiła mu pracę w wojsku. Musiał przejść na rentę. I coś trzeba było zacząć robić. Prowadzenie kiosku okazało się wcale niełatwym zadaniem. Bo nie było łatwo w tych czasach prowadzić prywatny biznes. Działał w Regionalnym Stowarzyszeniu Kioskarzy, dobrze pamięta, gdy kupili w Legionowie 50 kiosków. Ten Mieczysława stoi do dziś i dobrze się ma. Pamięta też walkę z RUCHEM, w końcu wygraną.
- A zimą pan nie marznie?
- Nie. Mam dobry piecyk. Podobnie jak kiosk, kupiłem go na samym początku. I grzeje do dziś. Gorzej jest w lecie. Kiosk bardzo się nagrzewa, głównie przez szyby. Czasami mamy tu 50 stopni.
Dziś prowadzi kiosk wspólnie z córką. Lubi tu przychodzić. Zdecydowanie woli to niż siedzenie w domu. Dlatego, mimo że się nie opłaca, dalej ma otwarte również w niedziele.
- A co pan najbardziej lubi w tej pracy?
- Śmieję się, że mam stały przegląd najładniejszych nóg w Sochaczewie. Bo w sumie tyle tu widzę. Oczywiście żartuję. Zdecydowanie najbardziej lubię kontakt z ludźmi. Mam wielu stałych znajomych poznanych właśnie tu, w kiosku. Myślę, że oni też lubią ze mną pogadać, pośmiać się.
Na pewno lubią, panie Mieczysławie. Bo jest Pan jednym z najsympatyczniejszych kioskarzy, jakich miał i ma Sochaczew.
tekst Monika Figut
foto Wiktor Wachowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
człowiek dobrej roboty,pozdrawiam