Reklama

Mleko się rozlało

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
31/03/2009 14:42
Budynek spółdzielni mleczarskiej przy ul.Traugutta jest od lat stałym elementem sochaczewskiego pejzażu. Dziś, pusty i podupadły, pomału zaczyna przypominać znajdującą się niemal naprzeciwko ruinę naszego zamku, a przecież były lata świetności zakładu, który, oprócz mleka i jego przetworów, dawał sochaczewianom wiele miejsc pracy.
Teraz opustoszały teren (tylko na zapleczu funkcjonuje jeszcze hurtownia mleczarska) jego właściciel, czyli Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Łowiczu, próbuje sprzedać. Jasne jest też, że mleczarnia już tu nie wróci. Jak powiedział nam prezes spółdzielni Jan Dąbrowski, toczą się pertraktacje z dwoma ewentualnymi nabywcami. Obie firmy są spoza Sochaczewa, oczywiście z zupełnie innej branży. Co więc powstanie na miejscu charakterystycznych obiektów naszej mleczarni, na razie nie wiadomo. Pewne jest, że istniejące obecnie na tym terenie budynki przeznaczone będą najprawdopodobniej do zburzenia, a na ich miejscu powstanie… Prezes Dąbrowski nie wyklucza, że kolejny supermarket.
X
Jako się jednak rzekło, mleczarnia w Sochaczewie ma swoją długą historię. Jej wieloletni dyrektor Edward Wołczyński powiedział nam, że historia ta zaczęła się jeszcze w okresie międzywojennym przy ul. Okrzei. Tam, w parterowym budynku, który stoi do dziś, rozpoczęła działalność pierwsza sochaczewska mleczarnia.
Przy ul.Traugutta mleko zaczęto przetwarzać w okresie okupacji w parterowym budyneczku, własności żydowskiej, dziś znajdującym się obok głównego obiektu spółdzielni. „Wtedy dosłownie było tego kilkanaście litrów mleka dziennie – mówi Edward Wołczyński – bo gospodarze mieli obowiązek oddać litr czy dwa od krowy, więc przynosili w baniuszkach, czy nawet w butelkach. Przerób mleka był bardzo prymitywny, na przykład maselnica była na korbę ręczną”.
Niemcy rozbudowali ten budynek i powiększyli mleczarnię. Po wojnie, pierwszym, który uruchomił zakład, był dyrektor Michał Relutkiewicz. Po otrzymaniu pierwszego u nas pasteryzatora z darów USA dla polskich dzieci, uzyskał zdolność przerobową mleczarni 18 tys. litrów, to wówczas było dużo.
„Gdy ja podjąłem pracę w sochaczewskim zakładzie – kontynuuje dyrektor Wołczyński – a było to w roku 1951, zaczęliśmy go rozbudowywać. Sprowadzaliśmy duże 10-tysięczne tanki, czyli zbiorniki na mleko, kupiliśmy drugi pasteryzator, wirówki o wydajności 5 tys. litrów na godzinę. A mleko płynęło, tak że niedługo mieliśmy już 85 tys. litrów skupu dziennie. Rozwijaliśmy się, budując w latach 60-tych zakład mleczarski w Giżycach. Produkowaliśmy twarogi, sery, masło, kefiry, maślankę… tyle, że było to jeszcze wszystko konwiowe. Sklepy nie miały jeszcze wówczas urządzeń chłodniczych, więc nasze wyroby sprzedawane były bezpośrednio z 30-40 litrowych konwi, z których nalewało się do przyniesionych przez klienta baniek lub słoików”.
Jednak w roku 1977 powstała pierwsza w Sochaczewie linia mleka i śmietany butelkowej. Potem, gdy pojawiło się to w kartonach, jak mówi Edward Wołczyński, mleko UHT miał produkować właśnie Sochaczew, była nawet przygotowana linia produkcyjna. Jednak po zmianie prezesa łowickiej spółdzielni, pod którą już wówczas podlegał Sochaczew, zmieniła się polityka. Nasz zakład postanowiono przeznaczyć do likwidacji, a UHT zaczęto produkować w Łowiczu. A do likwidacji w końcu doszło. Po odejściu na emeryturę dyr. Wołczyńskiego w roku 1991, spółdzielnia pod dyrekcją Grzegorza Strzeleckiego funkcjonowała jeszcze tylko dwa lata.
Zanim jednak tak się stało, były też lata prosperity, kiedy zakład zatrudniał ok. 60 osób, a łącznie z rozsianymi po wsiach zlewniarzami ok. 200 osób. „A jaki mieliśmy wtedy uwijantus – wspomina z nostalgicznym uśmiechem Edward Wołczyński – trzeba było 12 tys. litrów mleka przelać w konwie, zadeklować, zaplombować i załadować do wagonu, który był podłączony do osobowego do Warszawy o 3 rano każdego dnia. A 6 tys. litrów wysyłaliśmy do Krakowa. I tak do końca lat 70-tych. Później przeszliśmy na transport cysternami.”
Na pewno dobrze by się stało, gdyby Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Łowiczu sprzedała ten obiekt firmie, która zadeklarowałaby odrestaurowanie i przystosowanie do swoich celów choć głównego obiektu byłej mleczarni stojącego przy ul.Traugutta.
Zachowany zostałby wtedy klimat tego zakątka miasta z charakterystycznym budynkiem sanepidu i pobliską zamkową górą. Niestety, trudno na to liczyć, bowiem w toczących się negocjacjach, jak przyznał prezes łowickiej spółdzielni, liczy się głównie cena. Czemu zresztą trudno się dziwić.
Sławomir Burzyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    maleństwo 2009-04-03 15:20:43

    Pamiętam wycieczkę klasową do mleczarni. Wtedy dla dzieciaków to było cos. No i ten charakterystyczny zapach mleczarni. Chyba mi nadal będzie tego brakowało pomimo, że to nie był najlepszy aromat. Liczyłam, że i moja córka bedzie mogła tam pójść z klasą. Żal...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama