Reklama

Mobbing w Tesco

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
22/11/2011 08:47
Nasz artykuł dotyczący łamania praw pracowniczych w teresińskim Centrum Dystrybucji Tesco spotkał się z olbrzymim odzewem. Odebraliśmy mnóstwo telefonów i mejli od Czytelników. Nasi dziennikarze na ulicy byli zagadywani przez dziękujące za publikację osoby. W ubiegłym czwartek w naszej redakcji odbyło się spotkanie z udziałem pracowników magazynu.

Grupa trzymająca władzę
Podczas przeprowadzonej rozmowy pojawiło się kilka nowych wątków. Po pierwsze, nasi rozmówcy podkreślali uprzywilejowany status części personelu.
- Istnieje grupa pracowników, którzy mogą więcej niż inni. Podczas pracy idą oglądać mecz, robią sobie przerwy według uznania, sami wybierają sobie dni wolne i wymieniają godziny zmian - mówi Anna Kalota. - Gdyby tak zachowywał się przeciętny pracownik magazynu, dostałby co najmniej notatkę służbową.
W magazynie Tesco rządzić ma grupa skupiająca siedem osób.
- Jest to towarzystwo skupione wobec jednej z kierowniczek. Dosłownie robią, co chcą. Oczywiście są też tacy przełożeni, którzy są fair wobec podwładnych - tłumaczy Ewa Ciechanowska.
- Staramy się informować władze Tesco. Nie przynosi to żadnego rezultatu. Czasem odpowiedź otrzymujemy po kilku miesiącach. Przed wizytacjami magazyny są sprzątane i przygotowywane do prezentacji - dodaje Piotr Ciechanowski. - Na zakładowych spotkaniach niewygodne tematy są ucinane. Związek zawodowy „Sierpień 80” jest ignorowany. Nie powiadomiono nas np. o niedawnej kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. Pracodawca ma prawny obowiązek to zrobić.

Biegnąc truchtem z „paleciakiem”
Podczas spotkania nie brakowało drastycznych przykładów złego traktowania pracowników. Naszą uwagę zwróciło kilka historii.
- W Centrum Dystrybucji pracowała pewna kobieta. Ciągnęła „paleciaka” wypełnionego opakowaniami z ciastem. Ładunek ważył około 400 kg. W pewnym momencie cały towar przewrócił się na nią - opowiada jeden z magazynierów (imię i nazwisko do wiadomości redakcji). - Wtedy podszedł do niej kierownik i kazał natychmiast wszystko pozbierać. Z ironią stwierdził, że czas sprzątania będzie potraktowany jako przestój w pracy. Ta pani miała potem problemy z kręgosłupem. Ciągle musiała chodzić do lekarza. W końcu okazało się, że zdrowie nie pozwala jej już pracować fizycznie. W Tesco stwierdzili, że nie ma dla niej etatu w biurze, choć właśnie nowe osoby do biura przyjmowano, i musiała się zwolnić.
Piotr Ciechanowksi opowiedział nam z kolei o szaleńczym tempie pracy w magazynach. Pogoń za wykonaniem normy jest jego zdaniem absurdalna.
- Mamy sztywne normy. W dziale warzyw i owoców jedna osoba musi przetransportować 1200 kartonów lub 1000 skrzynek. Bywają dni, gdy na hali pracowało około 100 osób. Kartonów było około 80 tysięcy. Prosty rachunek mówi, że na jednego pracownika przypada 800 kartonów. I jak tu wyrobić normę? - mówi Piotr Ciechanowski. - Ludzie dosłownie walczą o towar. Jak przyjeżdża dostawa, ustawiają się w kolejce. Potem biegają po hali za kartonami. Ludzie z biura specjalnie się ustawiają, żeby to zobaczyć. Śmieją się z nas. Żal mi niektórych pań, zwłaszcza takich koło pięćdziesiątki. Nie mają tylu sił, co młodsze osoby. One strasznie się starają. Wiedzą, że w ich wieku trudno o pracę. Ciągną „paleciaki” dosłownie truchtem.
- Przy wejściu do WC są kamery. Kontrolują, czy nie spędzamy tam za dużo czasu. W magazynie jest jedna toaleta na kilkaset osób. Często trzeba czekać w kolejce. W ten sposób powstaje przestój w pracy. W ogóle ten system jest chory. Jeżeli kierownictwo nie widzi odczytów ze skanera uznaje, że nic nie robimy. Przecież trzeba przeciągnąć wózek, poprawić kartony na palecie itd. - mówi Małgorzata Kołota. - Jeżeli zgłaszam jakiś problem, chcę coś wyjaśnić, sama staję się problemem. Może wydawać się to śmieszne, ale był czas, kiedy naprawdę bałam się swojej kierowniczki. Najbardziej stresowałam się po 16, kiedy nikogo nie było już w biurze. Cały czas myślałam o tym, jakie przykrości mogą mnie spotkać z jej strony.

Pompki i areszt
Jeszcze gorsze wspomnienia z pracy w Centrum Dystrybucji ma Kamil Sekular. W pierwszej połowie listopada „zasugerowano mu”, by podpisał rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron. Wcześniejsze zdarzenia były szokujące.
- Kierownik zagroził, że wypisze mi notatkę służbową. Chodziło to, że nie wypełniłem karty do wózka. Powiedział, że jeżeli nie chcę dostać notatki mam zrobić 50 pompek. Sam nie wiem, dlaczego je zrobiłem. Było to na hali, przy wszystkich - twierdzi Kamil Sekular.
Jakiś czas później było jeszcze gorzej. Nasz rozmówca został aresztowany przez policję.
- Funkcjonariusze weszli na halę i zakuli mnie w kajdanki. Okazało się, że rzekomo coś ukradłem. Trafiłem do aresztu na 24 godziny - mówi. - Później mnie wypuścili. Nie przedstawiono mi żadnych zarzutów. Śledztwo umorzono. Wróciłem do pracy, ale tam czekało na mnie wypowiedzenie. Odbyła się jedna z rozmów wyjaśniających. Podczas niej wywierano na mnie presję, żebym sam się zwolnił.
Kamil Sekular rozważa założenie byłemu pracodawcy sprawy w sądzie pracy. Nie wiadomo jeszcze, jaką podejmie decyzję. Swoje wsparcie zadeklarowały mu osoby działające w WZZ „Sierpień 80”.
- Kamil został upokorzony przy całej załodze. W naszym magazynie pracuje jednak 600 osób. Przy takiej liczbie ludzi, ciężko jest uniknąć plotek i napiętnowania. Dziwnym trafem do robienia pompek byli zmuszani najmłodsi pracownicy. Chłopaki po dwudziestce. Kierownik nie próbował tego robić w stosunku do starszych mężczyzn. Pewnie bał się ich reakcji. Szefostwo tłumaczy teraz całe zajście tym, że panowie się kolegują, spotykają po pracy i to były żarty - mówi Anna Kalota.
- Uważamy, że warto walczyć o swoje prawa. W Tesco były już przypadki, gdy udało się przywrócić osoby do pracy. Wiem, że innym razem pompki musieli robić też pracownicy z agencji. Oni nic nie powiedzą. Nie chcą być zwolnieni - dodaje Ewa Ciechanowska.

Nie boją się ciężkiej pracy
Sytuacja w Tesco jest trudna. W związku z tym nasuwa się pytanie: dlaczego nasi rozmówcy nie poszukają sobie pracy gdzie indziej?
- Niektóre rzeczy bardzo nam się nie podobają. Ale są też plusy. Tesco płaci pensje terminowo. Na święta dostajemy bony. Nie możemy ujawnić, ile zarabiamy. Powiem tylko, że, jak na nasze lokalne warunki, są to przyzwoite pensje. Dla niektórych pracowników to jedyne źródło dochodu rodziny. Dlatego też bardzo zależy im na etacie - wyjaśnia Piotr Ciechanowski.
- Uważam, że mamy dobre kwalifikacje do zajmowania naszych stanowisk. Umiemy wykonywać wszystkie czynności w obrębie magazynu. Poza tym naprawdę lubimy tę pracę. Gdyby normy nie były tak wyśrubowane, wszystko byłoby inaczej - mówi Małgorzata Kołota.
- To prawda. Praca nie jest monotonna. Zajmujemy się różnymi rzeczami. Przyjmujemy towar, pracujemy przy załadunkach i rozładunkach, kompletujemy zamówienia. Dużo nauczyliśmy się pracując w Tesco - twierdzi Anna Kalota.
- Ważne jest też, że to praca z ludźmi. Nie chciałabym pracować w odosobnieniu, wykonując cały czas te same czynności. Chcemy być dobrze zrozumiani. Wiemy, że praca w magazynach jest ciężka. Nie boimy się jej. Kiedy byłam w ciąży, pracowałam do połowy siódmego miesiąca. Walczymy po prostu o ludzkie traktowanie - dodaje Ewa Ciechanowska.

Apel o dialog
Historie, które usłyszeliśmy powtarzają się. Podobne opowieści słyszeliśmy od innych osób. Wielu ludzi kontaktowało się z nami chcąc jedynie potwierdzić, że to, o czym piszemy jest prawdą. Mówili, że nie są to pretensje grupki niezadowolonych pracowników.
Kilkakrotnie ponawialiśmy prośby o komentarz do władz Tesco. Nadal nie mieliśmy szansy poznać stanowiska pracodawcy.
W całej historii widzimy pewien plus. Część załogi magazynu odważyła się otwarcie mówić o problemie złego traktowania i mobbingu. Ludzie ci nie zjednoczyli się po to, by działać na szkodę swojego pracodawcy. Chcą jedynie, by firmie coś się zmieniło. Tylko, że chyba nikt z Tesco tego nie rozumie.
Agnieszka Poryszewska



Sprostowanie
Do tekstu „Do roboty” wkradł się błąd. Ewa Ciechanowska nie ma założonej sprawy w sądzie. Wobec niej trwa postępowanie wewnątrzzakładowe. Sprawa sądowa o mobbing toczy się przeciwko przełożonej jednej z kierowniczek sekcyjnych magazynu Tesco. Nękana pracownica nie chciała zabierać głosu do czasu, gdy zapadnie wyrok.
- Mam nadzieję, że sąd pracy uzna przedstawione przez mnie dowody. Kolejna, mam nadzieję że ostatnia, rozprawa odbędzie się 7 grudnia. O sytuacji w Tesco będę mogła wypowiadać się dopiero gdy zapadnie rozstrzygnięcie - powiedziała.


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    teken 2011-11-22 17:02:13

    Odgrzewane kotlety nie smakują najlepiej.... 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama