Reklama

Muzyczna tolerancja

Kim jest ten młodzieniec w czarnej koszulce, z długimi włosami odrzuconymi niedbale na plecy? Zapewne fan ciężkich brzmień. A ten w spodniach od dresu, z kapturem zakrywającym twarz, idącym jakby wiecznie obciążały go dwa niewidzialne arbuzy? Bez obaw możemy strzelić, że słucha hip-hopu. Jaką muzyką może raczyć się czwartoklasistka w różowej bluzce, objuczona plecakiem z rozśpiewaną nastolatką? Najprawdopodobniej popem rodem z Disney Channel. A dziewczyna w wyciągniętym swetrze i podziurawionych dżinsach - jaka muzyka płynie przez jej słuchawki, wyrastające zawsze z tyłu głowy niczym trzecia para kończyn lub upiorne macki? Pearl Jam, Nirvana? JJa jakoś w ogóle nie słucham muzyki” - stwierdza moja koleżanka. Społeczeństwo obrzuca ją spojrzeniem bardziej zdumionym, niż gdyby wyznała, że fascynują ją niemi japońscy piosenkarze - transwestyci.

Takich jak ona jest faktycznie niewielu. Muzyka budziła i budzi ogromne emocje wśród młodzieży. Wszystko zaczęło się właściwie wraz z Elvisem Presleyem. On zapoczątkował rewolucję, dzięki której młodzi ludzie zdobyli „swój” gatunek muzyczny, czyli rock and roll. Po obu stronach Atlantyku dorośli byli oburzeni tym upadkiem moralności. Ale biegu wydarzeń nie dało się już powstrzymać. Lata 60. XX wieku przyniosły jeszcze większą rewolucję, muzycy mieli niebagatelny wpływ na światopogląd młodzieży. Tajne służby próbowały aresztować nadaktywnych politycznie rockmanów, zwykle pod pretekstem zarzutu posiadania narkotyków. Znaczy, najczęściej faktycznie je posiadali, ale wiemy, że motyw był inny.

Reklama

Od tego czasu minęło już pół wieku i sytuacja się uspokoiła. Mimo to muzyka wciąż wyzwala wielką energię. Niestety, ostatnio, miast kierować ją ku wzniosłym ideom i szczerym celom, marnotrawi się ją na bezsensowne kłótnie i przytyki.

„Przepraszam za moje pokolenie” - na forum internetowym kaja się młodociany fan muzyki lat 60.-90. Za co konkretnie przeprasza? Za to, że niektórzy ludzie słuchają innej muzyki niż on? Ja się serio nie gniewam. Co więcej, nie chcę, żeby wszyscy mieli taki sam gust. Właśnie z tej różnorodności potrzeb wynika różnorodność sceny muzycznej, która jest przecież zdecydowanie pozytywnym zjawiskiem. Również inni patrzą na „obce” gatunki muzyczne z wyraźną niechęcią. Po co zamykać się tylko w swojej grupie, a fanów innych brzmień traktować jak wrogie plemię czyhające na nasz kawałek mięsa? Oczywiście, że warto manifestować miłość do ulubionych wykonawców czy ukochanego rodzaju muzyki, ale niekoniecznie kosztem innych. Disco polo lub lekki pop z pewnością nie są tak ambitne jak jazzowe kompozycje. Tylko czy każdy musi to traktować tak śmiertelnie poważnie? Niektórzy żyją muzyką, i to oni zwykle chodzą do filharmonii, interesują się twórczością wielu okresów, aby znaleźć to, co gra im w duszy. Inni lubią posłuchać czegoś przy myciu okien lub po prostu chcą podkreślić swoją przynależność do pewnej grupy. Nie ma potrzeby im tego zabraniać.

Reklama

Myślę, że muzyka to przede wszystkim wolność. Warto dać wolność każdemu, kto jej słucha.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama