Reklama

Na Korczaka chcą zmian

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
12/12/2007 11:24
Osiedle przy ul.Korczaka od lat funkcjonuje w świadomości mieszkańców Sochaczewa jako miejsce zesłania, zamieszkane przez tzw. margines społeczny, gdzie stałe zajęcie znajduje policja i różne służby miejskie. Czy jest to prawdziwy wizerunek i czy zasługują na niego wszyscy mieszkańcy stworzonej przed ćwierćwieczem enklawy? Jako pierwszy z tym stereotypem próbował zmierzyć się Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. W ubiegłym tygodniu sprawdzaliśmy z jakim skutkiem.
MOPS wchodzi do akcji
- Wszystko zaczęło się na początku roku, kiedy MOPS przystąpił do projektu „Ośrodek Pomocy Społecznej jako centrum aktywności lokalnej” (CAL) – opowiada Joanna Majewska, kierownik działu pomocy rodzinie oraz koordynator centrum aktywności lokalnej w MOPS. - Metoda CAL polega na inicjowaniu różnych działań mających na celu aktywizowanie środowisk lokalnych. Nasz wybór padł na osiedle Korczaka, m.in. dlatego, że jest to zwarte, wydzielone miejsce, ograniczone istnieniem trzech budynków, poza którymi nie ma nic. Ten formalny wybór dosyć szybko przerodził się w autentyczny projekt realizowany z pełnym przekonaniem o jego słuszności – dodaje Joanna Majewska.
MOPS rozpoczął swój projekt od stworzenia tzw. mapy zasobów i potrzeb. Z tą pierwszą kategorią poszło szybko, bo na osiedlu, oprócz sklepu, rzeczywiście nie ma nic. Nie ma szkoły, kościoła, świetlicy dla dzieci, nie ma placu zabaw. Pustynia, z której wszędzie daleko. Ktoś dwadzieścia pięć lat temu miał pomysł, żeby wybudować bloki na peryferiach miasta, nie dając ich mieszkańcom nic w zamian. Żeby określić potrzeby, MOPS przeprowadził ankietę wśród mieszkańców. Pracownik socjalny odwiedził każde mieszkanie, próbował rozmawiać z lokatorami o ich sytuacji. Z tych wizyt wyniknęło kilka wniosków – np. taki, że mieszkańcy postrzegają siebie jako gorszych od innych, co więcej, wiedzą, że inni tak ich oceniają. A oni nie zgadzają się z takim wizerunkiem i chcieliby go zmienić.
Pierwszy krok - majówka
Pierwszym działaniem była impreza plenerowa, tzw. majówka zorganizowana właśnie na osiedlu Korczaka. Wzbudziła ona wielką sensację, bo ani mieszkańcy osiedla, ani inni sochaczewianie nie pamiętali, aby kiedykolwiek ktoś zorganizował im cokolwiek, nie mówiąc o festynie.
- Była to odważna decyzja, ale chcieliśmy poznać tych ludzi, sprawdzić, czy są oni zainteresowani jakąś formą aktywności – mówi Joanna Majewska. – I okazało się, że pomysł chwycił, mieszkańcy włączyli się aktywnie w organizację, a obecne na festynie władze miasta i radni dostrzegli problem.
MOPS poszedł za ciosem i tuż po majówce zorganizował tzw. spotkanie obywatelskie. Tym razem odbyło się ono w siedzibie ośrodka przy ul. 600-lecia. Zjawili się najaktywniejsi mieszkańcy, którzy podczas wcześniejszych spotkań wykazywali największe zainteresowanie zmianami na osiedlu. Z tej grupy wybrano cztery przedstawicielki, które miały od tej pory reprezentować wszystkich mieszkańców. Na kolejne spotkanie MOPS zaprosił przedstawicieli Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej, czyli zarządcy budynków na Korczaka, który zapowiedział włączenie się do programu.
Przełamywanie lodów
Na efekty tych wspólnych działań nie trzeba było długo czekać. Jeszcze przed wakacjami na osiedlu pojawiły się piaskownice. Sprawą zajęli się mieszkańcy – chodzili z pismami do ZGM, sami zbili drewniane ramy piaskownic, wyszukali opony, potem je pomalowali. Nie bez dumy mówi o tym Iwona Woźniak – jedna z przedstawicielek grupy reprezentującej mieszkańców.
W tym czasie kolejnym partnerem programu stała się Teresa Kozbuch – radna z tego terenu. Pewnego wieczoru pojechała na osiedle i zastała tam całkowite ciemności. Następnego dnia zainteresowała sprawą Urząd Miejski i po tygodniu lampy zaświeciły. Wkrótce pojawiły się też ławki i kosze na śmieci, które także mieszkańcy malowali.
Nadal jednak pozostawał problem 20-letnich bloków i klatek schodowych nieodnawianych od początku istnienia osiedla. Najstarszy budynek, wybudowany w 1980 r., stwarzał największy problem, gdyż od dawna przeciekał tam dach. Nie miało więc sensu malowanie, zanim dach nie zostanie naprawiony lub wymieniony. Zajął się tym ZGM, łącznie z wymianą rynien i pomalowaniem wewnątrz.
- Nie byliśmy zadowoleni z tego, że malowanie wykonał zakład, bo chcieliśmy, żeby zrobili to sami mieszkańcy – mówi Joanna Majewska – dlatego sprawy drugiego budynku wzięliśmy w swoje ręce.
Bardzo pomocna okazała się tu radna Teresa Kozbuch, która w wyznaczonym dniu przyjechała z drabiną, wiadrami i pędzlami. Okazało się, że mieszkańcy też się odpowiednio przygotowali, zaplanowali i podzielili prace, po czym sprawnie je wykonali. Zakup farby sfinansował ZGM i w ten sposób pomalowano pierwszą klatkę schodową. Efekt był nadspodziewany – na ścianach pojawił się wesoły kolor wybrany przez mieszkańców, w oknach klatki schodowej zawisły firanki, a mieszkańcy zaczęli pilnować jeden drugiego, aby nie brudzić lamperii, nie rzucać petów.
W listopadzie mieszkańcy drugiej klatki zrobili to samo, a jeszcze przed świętami, w najbliższą sobotę, ma zostać pomalowana trzecia klatka w tym bloku. Ostatni budynek zostanie odnowiony na wiosnę.
Oczekiwania na miarę potrzeb
Po tych pierwszych pracach okazało się, że mieszkańcy jakby się otworzyli, zaczęli dostrzegać różnice między tym, co dotychczas było, a tym, jak może być. Mają też potrzeby, z którymi sami sobie nie poradzą. Iwona Woźniak, mieszkająca na osiedlu od 20 lat, mówi, że ogromnym problemem jest droga, po której z trudem udaje się przejechać samochodem. Wertepy, koleiny, doły utrudniają dojazd karetki zimą, kiedy na drodze zamarza woda, latem osiedle tonie w kurzu unoszącym się z podłoża. Z drogą nikt nic nie robił od początku jej istnienia, teraz, jak obiecuje wiceburmistrz Krzysztof Ciołkiewicz, ma się to zmienić. Na wiosnę droga zostanie wyrównana i utwardzona.
Radna Kozbuch zamówiła z kolei humus, aby wysypać go przed blokami, gdzie mogłyby powstać przydomowe ogródki. Ma również zdobyć rośliny, które mieszkańcy posadzą według uznania. Iwona Woźniak mówi też o potrzebie choćby małego placu zabaw dla dzieci, których na osiedlu jest bardzo dużo. Tu jednak pojawia się problem, bo, jak twierdzi Joanna Majewska, zgodnie z nowymi przepisami, nawet najmniejszy plac z huśtawką, karuzelą, wymaga ekspertyz i ciągłego nadzoru technicznego. Nikt nie weźmie odpowiedzialności za ewentualne celowe uszkodzenie czy awarię sprzętu, który może zagrażać dzieciom.
Dlatego MOPS myśli raczej o powołaniu na tym osiedlu świetlicy dla najmłodszych, gdzie mogliby choć przez część dnia zająć się czymś pożytecznym i nie powielać w przyszłości błędów dorastających kolegów czy braci. Jak mówi Joanna Majewska, najgorszy jest marazm i beznadzieja, brak jakichkolwiek możliwości. Ci ludzie nie są gorsi od innych, tylko odcięci od całego świata, mają daleko do szkoły, do miasta, do lekarza, kościoła, są zamknięci jak w getcie. Nie ma się więc co dziwić, że niektórym przychodzą do głowy głupie pomysły i korzystają ze złych wzorców. Te dobre trzeba im pokazać, bo, jak się teraz okazuje, mieszkańcy są chętni do pracy i do zmiany otaczającej rzeczywistości.
Planów jest jeszcze wiele, dlatego pełna zapału jest również Teresa Kozbuch, która mówi: ci ludzie nam zaufali, uwierzyli, więc chyba warto im pomóc godniej żyć.
Reszta zależy od nich.
Jolanta Śmielak-Sosnowska


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    karol997 2007-12-12 15:50:19

    Postawa radnej Teresy Kozbuch jest godna polecenia i naśladowania . Co robią inni miejscy i powiatowi radni? Wszak dziełanie na rzecz społeczności lokalnej powinno być im znane.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    jakondo 2007-12-12 13:34:47

    Kwestia pierwsza: to sami mieszkańcy pierwsi zmierzyli się ze stereotypem dotyczącym osiedla: na początku roku zebrali prawie 200 podpisów (łącznie z innymi mieszkańcami ulicy Korczaka) pod wnioskiem do Wieloletniego Planu Inwestycyjnego. Wniosek dotyczył modernizacji ulicy Korczaka i drogi osiedlowej przez osiedle Korczaka:

    Komisja WPI: 114 wniosków

    Inwestycja określona jako tańsza i łatwiejsza nie znalazła się w tegorocznym WPI. To najprawdopodobniej efekt słabego rzecznictwa za wnioskiem.

    Kwestia druga: o lokalizacji osiedla zdecydowały ówczesne władze miasta, pomysł należał do jednego z aktualnych, miejskich architektów.

    Kwestia trzecia: równiarka na ulicy Korczaka to święto obchodzone dwa razy do roku. Droga przez osiedle nie świętuje od wielu lat. Jeszcze jedną zimę muszą poczekać? Zapraszamy na szkołę survivalu w styczniu i lutym oraz w momencie roztopów wiosennych.

    Kwestia czwarta: zainteresowanie MOPS i władz: gratulacje, tak trzymać, ale na Korczaka czekamy na efekty szczególnie w kwestii drogowej.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości