Legalizacja marihuany przyniosłaby wpływy do budżetu państwu, a nie dealerom – mówią zwolennicy liberalizacji ustawy antynarkotykowej. Łatanie dziury budżetowej wpływami z legalnego handlu narkotykami to jeden wielki skandal – odpowiadają przeciwnicy. Narkotyk na własne potrzeby Czy legalizować marihuanę i odstąpić od karania posiadaczy niewielkich ilości narkotyku, i czy liberalizować ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii? Dyskusja na ten temat rozgorzała w całej Polsce. Wywołał ją minister zdrowia, a głos w niej zabierają różne środowiska - przedstawiciele instytucji rządowych, organizacji społecznych, media i tzw. zwykli obywatele. Zwolennicy liberalizacji chcą m.in., aby posiadanie niewielkiej ilości narkotyku nie było karane, a zażywających marihuanę czy haszysz nie traktować jak przestępców, których się wsadza do więzień. Twierdzą oni, opierając się na opiniach lekarskich, że narkotyki te są mniej szkodliwe niż alkohol i papierosy, a w niektórych chorobach wręcz pomagają. Argumentem koronnym stają się też zakłady karne przepełnione skazanymi z ustawy o narkomanii. Zdaniem ministra zdrowia narkomani to ludzie chorzy, a nie przestępcy. Trzeba ich leczyć, a nie wsadzać do więzień. Zwolennicy liberalizacji ustawy uważają ponadto, że legalizacja marihuany przyniosłaby zarobek państwu, a nie dealerom i całemu podziemiu narkotykowemu. Mimo tych argumentów blisko 90 proc. społeczeństwa jest przeciwko legalizacji marihuany, podaje Biuro ds. Narkomanii. Zapytaliśmy przedstawicieli sochaczewskich środowisk przeciwdziałających narkomanii, co sądzą o planowanych zmianach. Zgodnie przypominają, że pracowali już pod rządami ustawy, która zezwalała na posiadanie niewielkich ilości narkotyku i trzeba było ustawę zmienić. Sławomir Szadkowski - szef ośrodka wsparcia dziennego Polskiego Towarzystwa Zapobiegania Narkomanii twierdzi, że powrót do niekaralności będzie odebrany jako przyzwolenie, wręcz zachęta do posiadania narkotyków, ze wszystkimi negatywnymi medycznie i społecznie skutkami. Można przyjąć, że spowoduje to znaczny wzrost liczby osób wchodzących w kontakt ze środowiskami uzależnionymi i osłabi motywację do utrzymywania abstynencji. Jeśli dojdzie do zmiany zapisu, to ustawodawca powinien ściśle określić (wagowo) tzw. nieznaczną ilość. Sławomir Szadkowski dodaje, że obecnie ¾ „klientów” podejmuje leczenie, gdyż wybiera ośrodek zamiast więzienia, w momencie, gdy odpowiednie służby zainteresują się ich narkotykową aktywnością. Podobne stanowisko prezentuje Zarząd Główny PTZN. Sochaczewska policja również jest przeciwna nowelizacji ustawy. Rzecznik KPP komisarz Grzegorz Radzikowski uważa, że możliwość posiadania nawet niewielkiej ilości, na własny użytek ułatwi działalność dealerom, a co zrozumiałe utrudni policji. „Zjawisko narkomanii trzeba zwalczać wszelkimi sposobami, a zliberalizowanie ustawy spowoduje bezkarność w korzystaniu z narkotyków”- dodaje kom. Radzikowski. Co do surowego karania, rzecznik przypomina, że to sąd każdorazowo decyduje o winie i o karze. To nie koniecznie musi być od razu wiezienie, są też inne możliwości. Poza tym zażywanie narkotyków jest szkodliwe, po co więc sankcjonować prawem to, co nas niszczy? – pyta rzecznik policji. Zaniepokojone zmianami są również środowiska szkolne. Psycholog Gimnazjum nr 1, Anna Poczobut jest za utrzymaniem ustawy w obecnym kształcie, gdyż działa ona odstraszająco na niektórych amatorów skręta czy tabletek ekstazy. „Z rozmów z młodymi ludźmi wynika, że są nagabywani przez dealerów narkotyków w różnych miejscach, takich, gdzie trudno odmówić, nie naraziwszy się na komentarze sprowadzające się do tego, że odmowa oznacza zepsucie zabawy. „Dobry kolega” częstuje narkotykiem na koncercie, w dyskotece, w klubie i mówi: „wyluzuj się stary”. Młody człowiek nie znajduje w sobie często tej wewnętrznej siły, aby odmówić - twierdzi Anna Poczobut. Argument, że posiadając przy sobie jakiś narkotyk, naraża się na konflikt z prawem, jest właściwie nie do zbicia. Przecież większość ludzi idących na zabawę nie zamierza łamać prawa. Myślę również, że dyskusja na ten temat, jaka przetacza się w mediach, jest bardzo pożyteczna, gdyż nagłaśnia obowiązujące prawo. Może skłoni rodziców do skontrolowania nastolatka, czy nie posiada jakichś środków odurzających? Może przyczyni się do zmiany zbyt liberalnej postawy organizatorów niektórych koncertów lub zabaw młodzieżowych” – dodaje pani psycholog. Nauczyciele pytają natomiast, jak mieliby się zachować, przyłapując ucznia na braniu lub posiadaniu narkotyków, skoro nie byłyby one zabronione? Jeśli nie karać, to co?- pyta retorycznie ks. Mirosław Kurek ze Stowarzyszenia Arka Noego, pracującego z uzależnionymi i ich rodzinami. „Dam taki przykład, zjawiamy się na interwencji, stawiamy ultimatum: poddajesz się leczeniu, albo kierujemy sprawę do sądu. Dzięki temu wprowadzamy dyskomfort w życie narkomana. Po zmianie przepisów, jakich użyjemy argumentów? Pewnie usłyszymy, że „wziął działkę” na własne potrzeby” – mówi ks. Kurek. Według naszego rozmówcy nie istnieje coś takiego, jak nieznaczna ilość na potrzeby własne, bo często narkoman jest jednocześnie dealerem. Jak więc odróżnić działkę, którą posiada dla siebie, od tej którą chce sprzedać? „Statystyki mówią, że wykrywalność dealerów, nie detalistów, wzrosła o 13 proc. Ja nie będę się wypowiadał za policję, ale przecież często jest tak, że zatrzymany „drobny posiadacz” doprowadza do dealera – twierdzi ks. Kurek. Generalnie rzecz biorąc, środowisko terapeutyczne jest oburzone pomysłami legalizacji narkotyków. Jest to naszym zdaniem tani populizm, jakaś gra wyborcza, bo inaczej tego nie można nazwać. Łatanie dziury budżetowej wpływami z legalnego handlu narkotykami to dla mnie jeden wielki skandal”- dodaje. Ks. Mirek przypomina, że w praktyce może to wyglądać tak, jak z egzekwowaniem ustawy antyalkoholowej. „Dwunasto- , trzynastolatek bez problemu może kupić alkohol, więc nie wierzę, że zakup narkotyków z legalnych źródeł będzie zarezerwowany jedynie dla ludzi pełnoletnich. Holandia już przyznaje się do porażki związanej z legalizacją narkotyków. Szczerze mówiąc, nawet nie chcę myśleć, że miałoby dojść do tego samego w Polsce” – kończy ks. Kurek. Zamieszczone komentarze pokazują, że ludzie znający problem nie wyobrażają sobie zmian w obecnych przepisach. Woleliby raczej, aby nie obcinano co roku środków na antynarkotykową profilaktykę i nowoczesne metody leczenia. Na miejsce w ośrodku stacjonarnym dla uzależnionych czeka się bowiem miesiącami, a placówki pozarządowe klepią przysłowiową biedę. Ich zdaniem legalizacja tzw. miękkich narkotyków doprowadzi do wzrostu uzależnień, przestępczości i ogólnej degradacji społeczeństwa. A w ogólnym rozrachunku i tak podatnicy zapłacą za leczenie uzależnionych. Trzeba więc mieć nadzieję, że przeważy zdrowy rozsądek parlamentarzystów, którzy zdecydują o ostatecznym kształcie ustawy. Jolanta Śmielak - Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze