Reklama

Od stu lat w Szymanowie

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
19/12/2007 12:57
Do klasztoru w Szymanowie, mimo takiej bliskości, jadę pierwszy raz w życiu. Moim przewodnikiem jest Marlena Złoch, absolwentka liceum sióstr niepokalanek, która nie kryje fascynacji tym miejscem. Otoczenie jest rzeczywiście piękne, a to za sprawą zabytkowego pałacu, w którym znajduje się liceum i gimnazjum prowadzone przez siostry. W hallu wita nas s. Angela – polonistka, która, jak się wkrótce okaże, jest skarbnicą wiedzy o historii szkoły. Jest ósma rano, wizytę zaczynamy więc od śniadania w czarnym refektarzu. Poznaję kolejne siostry, a wkrótce zjawia się w refektarzu dyrektorka szkoły – siostra Wawrzyna.
Powodem mojej wizyty jest 100-lecie szkoły w Szymanowie, które zbiega się ze 150-leciem Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia N.M.P. W tym roku rozpoczęły się obchody obu rocznic, ale uroczystości centralne odbędą się we wrześniu 2008.
W sercu Rzeczypospolitej
Siadamy w gabinecie s. dyrektor, która pokazuje stare, oryginalne dokumenty dotyczące szkoły, pisane jeszcze w języku rosyjskim, a s. Angela rozpoczyna swoja opowieść. - Założycielka naszego zgromadzenia, bł. Marcelina Darowska marzyła, aby choć jeden nasz dom mógł powstać w sercu Rzeczypospolitej. Długi czas nie było takiej możliwości, ze względu na restrykcyjne działania caratu i silne wpływy rosyjskie. Trzeba tu dodać, że po opuszczeniu Rzymu, gdzie powstało zgromadzenie, nasz dom generalny znajdował się w Jazłowcu na Podolu (obecna Ukraina). Po wprowadzeniu ukazu tolerancyjnego w 1905 r. pojawiła się możliwość, że zgromadzenia, nawet te objęte kasatą, mogły wznawiać działalność. Właśnie wtedy – 28 października 1906 r. Matka Marcelina dostała list od pewnej arystokratki o korzeniach polsko – francusko - rosyjskich, Marii Ciechanowskiej. To bardzo ciekawa postać, przez całe życie dosyć słabo mówiąca po polsku, ale kochająca nasz kraj. List zawierał prośbę o objęcie domu w Królestwie. Problem polegał na tym, że założycielem szkoły, a o nią także chodziło, mogła być osoba prywatna, zgromadzenia nie miały takich możliwości.
Matka Marcelina, niemal natychmiast zdecydowała się na realizację prośby. 14 listopada dwie siostry wyjechały z Jazłowca do Królestwa, aby rozpoznać możliwości założenia szkoły. Początkowo myślano o Kieleckiem, gdzie było bardzo przychylne środowisko. Ostatecznie jednak wybór padł na teren Mazowsza. Pod uwagę brane były dwie lokalizacje – Guzów lub Szymanów. W tym czasie hrabia Lubomirski, właściciel szymanowskiego pałacu, zbankrutował i majątek został wystawiony na licytację. To przesądziło sprawę. Pałac zakupiła w imieniu zgromadzenia Maria Ciechanowska, która w połowie 1907 roku wyjechała do Petersburga, aby uzyskać pozwolenie na przyjazd 50 sióstr. W tym czasie budynki zostały wydzierżawione na okres roku na szkołę dla chłopców, dlatego siostry wprowadziły się do pałacu w lipcu 2008, rok spędzając w Komorowie.
Pod groźbą likwidacji
Działalność szkoły wzbudzała duże zainteresowanie władz lokalnych. Na początku siostry nie bardzo zdawały sobie sprawę, że nie wszystko co robią można pokazać. Uczyły np. historii, geografii, języka polskiego, co było oczywiście zakazane. Siostry były przyzwyczajone do warunków galicyjskich, gdzie panowała dużo większa swoboda. Nic więc dziwnego, że już pierwsza wizytacja w Szymanowie spowodowała kłopoty. Wizytator obszedł całą szkołę, a jego uwadze nie uszła mapa Polski zajmująca pół ściany w klasie czy brak wymaganej ilości godzin rosyjskiego. Po tej wizytacji na poważną rozmowę do Warszawy została wezwana Maria Ciechanowska, a siostry musiały zastosować się do zaleceń, przynajmniej oficjalnie. Między innymi dlatego na furcie został zainstalowany dzwonek, którym siostra dyżurująca na furcie powiadamiała o ewentualnej wizytacji lub kontroli. Było wtedy trochę czasu na to, aby schować polskie książki, wyjąć rosyjskie i nie narażać się wizytatorowi. Nie udało się jednak całkowicie ominąć problemów. W 1911 roku umiera Matka Marcelina, na część sióstr spada nakaz opuszczenia Szymanowa i powrotu do Jazłowca, a wkrótce widmo zamknięcia szkoły. Po raz kolejny energią i determinacją wykazała się Maria Ciechanowska, która w Petersburgu wydeptała możliwość dalszego funkcjonowania zgromadzenia i szkoły. A trzeba dodać, że przez lata istniała tu, oprócz prywatnej szkoły dla dziewcząt, szkoła powszechna dla miejscowych dzieci.
Szkoła przetrwała dwie wojny i niejedną burzę. W latach 1914-15, kiedy na tym terenie panowała epidemia cholery, budynki klasztorne stały się miejscem schronienia dla chorych. Urządzono w nich szpital. W czasie II wojny odbywało się tu tajne nauczanie, ukrywane był dzieci pochodzenia żydowskiego przywożone z warszawskiego getta. I można powiedzieć, że to wszystko pod nosem Niemców stacjonujących w okolicy, a nawet zajmujących część klasztornych budynków. Siostra Angela, która przygotowuje monografię szkoły i zgłębia jej historię, mówi, że w czasie okupacji w Szymanowie ok. 170 dziewcząt i chłopców (wtedy uczyli się tu także chłopcy) zdało maturę licealną, ok. 70 gimnazjalną.
Niełatwe były także lata powojenne, głębokiego stalinizmu i władzy komunistycznej. W 1951 roku była nawet decyzja o likwidacji szkoły, jako wyjątkowo szkodliwej. Jednak, jak mówi s. Angela, Matka Boża nad nimi czuwa. Siostry podejrzewają, że wtedy pomogła interwencja kogoś wysoko postawionego we władzach państwowych, kto miał dług wdzięczności wobec szkoły jeszcze z czasów wojny.
Sprawdzona marka
Dzisiaj szkoła w Szymanowie nie ma już takich problemów. Troską sióstr pozostają głównie kwestie edukacyjne i wychowawcze. Do liceum dołączyło w 1999 r. gimnazjum. W obu szkołach uczą się dziewczęta z naszego terenu, ale i z całej Polski, od Przemyśla po okolice Gdańska, a w tym roku pojawiła się nawet uczennica z Wilna. Te przyjezdne mają do dyspozycji internat z całym
zapleczem, dobre warunki do nauki i odpoczynku, a wszystkie do zaakceptowania twarde zasady, także religijne. W Sochaczewie krążą o nich legendy, ale mimo to szkoła ma kilka tysięcy absolwentek i zawsze komplet uczennic. Ma też sprawdzoną markę, która plasuje ją w czołówce najlepszych szkół w kraju.
Z sentymentem wspominają ją byłe uczennice. Joanna Stępowska – Sokołowska, znany w Sochaczewie lekarz pediatra, uczyła się w Szymanowie w latach 1979-83. Przypomina, że były to lata niezwykłe. W 1978 r. Polak został papieżem, w 1980 powstała „Solidarność”, a w 1981 r. wprowadzono stan wojenny. Dziewczęta nie uczyły się wtedy z „komunistycznych” podręczników, a z opracowań literackich autorów wielkiego formatu.
Grażyna Dominiak, nauczycielka matematyki w SP w Paprotni, absolwentka Szymanowa z roku 1979, wspomina, że prawdę o Katyniu ona i jej koleżanki ze szkoły znały już wtedy, a więc w czasach, kiedy nikt oficjalnie o tym nie mówił.
Anna Beśka, przewodnik i pilot wycieczek po Warszawie, absolwentka sprzed blisko 30 lat mówi, że im dalej od matury, tym większą wdzięczność czuje do sióstr, mimo że trzeba się było dużo uczyć, a częstą oceną była zaledwie „trójka”. Wtedy mogło się to wydawać krzywdzące, zwłaszcza jeśli koleżanki z innych szkół większość czasu spędzały w dyskotekach czy na prywatkach i miały lepsze oceny. Ta optyka zmienia się jednak po latach, a wiedza zdobyta w Szymanowie pozostaje na całe życie. Grażyna Dominiak dodaje, że siostry wymagały pracowitości, ale też dużo dawały z siebie. – Z pozycji nauczyciela widzę, że stawianie wymagań młodym jest konieczne – dodaje.
Waga wspomnień
Wszystkie moje rozmówczynie dużą wagę przywiązują do religijności wyniesionej z Szymanowa i co najważniejsze, twierdzą, że nigdy nie było to dla nich przykrym obowiązkiem, wręcz przeciwnie. Joanna Stępowska-Sokołowska mówi, że właśnie Szymanów nauczył ją wiary. – Często wspominam wspaniałe rekolekcje adwentowe i wielkopostne. Pamiętam zwłaszcza te z o. Janem Górą, znanym obecnie dominikanem. Ojciec Góra sprowadzał na ten czas orkiestrę studencką z Poznania, bo, jak mówił, śpiewać to modlić się podwójnie. Wieczorami chodziło się do kaplicy, aby przy cichej, nastrojowej muzyce porozmawiać z Bogiem.
Trzeba tu dodać, że w Szymanowie jest obecnie nowa piękna kaplica, w której centralne miejsce zajmuje figura Matki Bożej Jazłowieckiej. Ma ona swoją wyjątkową historię, to jednak temat na oddzielną opowieść.
Anna Beśka przypomina, że do szkoły trafiały nie tylko uformowane religijnie dziewczęta. Dla niektórych to był pierwszy kontakt z wiarą. – Pamiętam koleżankę, która w wieku 17 lat została ochrzczona, właśnie w Szymanowie. To było wielkie przeżycie dla niej i dla nas. I wszystkie rozumiałyśmy wagę tego wydarzenia.
Do wartości religijnych Grażyna Dominiak „dorzuca” jeszcze wyniesioną ze szkoły formację duchową i pewne postawy moralne. Pod tym względem Szymanów był wizytówką. – Na studiach opowiadałam czasami, że siostry zostawiały nas w klasie podczas sprawdzianu i żadnej z nas nie przyszło do głowy ściągać. Koledzy z uczelni nie wierzyli, a dla nas to była norma.
Byłe uczennice z sentymentem wspominają też swoje nauczycielki, w większości zakonnice. Grażyna Dominiak i Anna Beśka szczególnie pamiętają swoją niezwykle energiczną wychowawczynię i nauczycielkę matematyki – s. Martę, s. Irmę uczącą historii, nieżyjącą już s. Mateę, s. Janinę – mistrzynię internatu, „która pilnowała, żeby skarpetki nie leżały w zlewie”, s. Paulę od fizyki. Joanna Stępowska-Sokołowska wymienia też świecką nauczycielkę j. polskiego – Agnieszkę Riedel, która skutecznie poszerzała horyzonty swoich uczennic, s. Elżbietę, s. Olgę, s. Annę, s. Joannę, s. Magdalenę.
Poza tym, jak zapewniają absolwentki, Szymanów to wielka rodzina. Marlena Złoch, znana w Sochaczewie anglistka, mówi, że spotykają się na kolejnych „leciach”, utrzymują ze sobą bliskie kontakty, z radością odwiedzają dawną szkołę.
Szczególną okazję ma teraz do tego Anna Beśka, której córka podjęła decyzję o przeniesieniu się z publicznego gimnazjum do gimnazjum w Szymanowie, a w dniu, w którym rozmawiałyśmy dostała „czwórkę” z matematyki, co, jak uważa jej mama, jest wyjątkowym sukcesem.
Co więc takiego jest w tej szkole, że mimo rygoru, jak twierdzą niektórzy, niezłomnych zasad, wysokich wymagań – młode dziewczyny decydują się na naukę tutaj? Zakładają słynne mundurki z marynarskimi kołnierzami i próbują zmierzyć się z rzeczywistością elitarnej szkoły katolickiej.
To chyba jedna z wielu Boskich tajemnic.
Jolanta Śmielak-Sosnowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama