10 lat temu, w słoneczną sobotę 20 września, tysiące mieszkańców miasta żegnały proboszcza sochaczewskiej parafii, ks. infułata Franciszka Łupińskiego. Pamiętam ten dzień, jak by to było całkiem niedawno.
Kilka miesięcy wcześniej udało mi się namówić proboszcza Franciszka na długi wywiad do gazety. Był już bardzo chory. Jego serce nie pracowało jak trzeba. Opowiadał w nim, jak obejmował sochaczewską parafię, jak w stanie wojennym był obserwowany przez bezpiekę, jak przeżył śmierć prymasa Wyszyńskiego i zamach na Ojca św. Podczas naszej rozmowy często się wzruszał, a jego łzy powodowały, że i ja płakałam. To było jedno ze spotkań, które pamięta się do końca życia.
W maju 2003 r., na jednej z niedzielnych Mszy św. ks. Franciszek przekazał parafię swojemu następcy, obecnemu proboszczowi Piotrowi Żądło. Relacjonowałam tę uroczystość dla czytelników Ziemi Sochaczewskiej. Msza była długa i wyraźnie męcząca dla ks. infułata. Wytrwał jednak dzielnie, przyjmując wiele podziękowań od władz różnego szczebla, organizacji świeckich i kościelnych. Podczas mszy kościół był wypełniony po brzegi, ja jednak miałam zgodę na fotografowanie z bliska. Kręciłam się więc przed ołtarzem i udało mi się uściskać go po raz ostatni. I ostatni raz sfotografować.
Podczas Mszy św. żałobnej nowy proboszcz mówił: Ksiądz Franciszek był człowiekiem prawym, wymagającym, ale ojcowskim. W sprawach najważniejszych nigdy nie szedł na kompromis. Ukochał Kościół i strzegł wartości. Proboszcz Żądło przypomniał także fragment z testamentu ks. Infułata, w którym ten prosił o wybaczenie wszystkich, którzy mogli doznać od niego jakiegokolwiek zła lub zgorszenia. Bardzo was kochałem, proszę o modlitwę brzmiały ostatnie słowa pasterza parafii św. Wawrzyńca.
22 lata budował wspólnotę w Sochaczewie, miał jeszcze wiele planów. Te osobiste wyraził w ostatnim wywiadzie dla naszej gazety: Chciałbym jeszcze raz pojechać do Rzymu i do Asyżu. Rzym, to Rzym, wiadomo. A Asyż, bo to miejsce mojego patrona, św. Franciszka. Ale jeśli nie pojadę, nie będę robił wyrzutów św. Piotrowi. Nie pojechał. Udał się natomiast w swoją ostatnią ziemską podróż na sochaczewską nekropolię. Może warto go tam czasami odwiedzić. Na pewno się ucieszy.
Jolanta Sosnowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze