Debiutancka książka Ołowiany świt autorstwa sochaczewianina Michała Gołkowskiego, już w dniu swojej premiery 26 kwietnia, trafiła na listę bestsellerów w salonach Empik. O świecie S.T.A.L.K.E.R.a, opiniach o książce i planach na przyszłość, z autorem powieści rozmawia Maciej Frankowski.
Â
To już ponad miesiąc od ukazania się Ołowianego świtu. Ciekaw jestem Pana wrażeń z odbioru książki, opinii, jakie do Pana docierają, reakcji czytelników na spotkaniach autorskich?
 Jest nieźłe. Patrząc na ilość recenzji, widać że książka trafiła do o wiele szerszych kręgów niż mógłbym się spodziewać. Największym komplementem są dla mnie pozytywne opinie czytelników, którzy nigdy wcześniej nie zetknęli się z czymś takim jak S.T.A.L.K.E.R., a mimo to książka ich zainteresowała. Na spotkaniach autorskich w Empiku, czy na Warszawskich Targach Książki było spore grono czytelników, którzy podchodzili do mnie z książką, prosząc o podpis. Doskonale ich rozumiem, bo sam bym się ogromnie cieszył, gdyby, przypuśćmy, dwa lata temu wyszedł S.T.A.L.K.E.R. po polsku, a ja mógł się spotkać z jego autorem.
Â
Skąd wzięła się Pana inspiracja uniwersum S.T.A.L.K.E.R.a i ogólnie mówiąc to podłączenie się do nurtu postapokaliptycznej radzieckiej fantastyki?
Ja jestem 81 rocznik, pokolenie stanu wojennego. Ciężko jest się z tej postradzieckiej przestrzeni wyrwać, ciężko jest bez niej żyć. Dlaczego akurat S.T.A.L.K.E.R.? Jako uniwersum fascynuje mnie od momentu, gdy pierwszy raz o nim usłyszałem. Jakoś w 2003 albo 2004 roku. Dowiedziałem się wtedy, że ma być taka gra wideo, że coś takiego powstaje.
Â
Pierwszy polski S.T.A.L.K.E.R - takim hasłem reklamowany jest Ołowiany świt. Czy będą kontynuacje?
Co do kontynuacji w Polsce, to wydawca książki - Fabryka Słów na swojej stronie pisze: kolejne książki już wkrótce. Mogę więc potwierdzić, że Ołowiany świt, zresztą zgodnie ze swoją nazwą, jest początkiem całej serii literackiej S.T.A.L.K.E.R.a w Polsce. Tytułów bazujących na tym uniwersum, czekających w kolejce u wydawcy jest ponad 80. Jest pełen przekrój jakościowy. Moim szczerym marzeniem jest to, żeby na polskim rynku ukazały się tylko te najlepsze.
Â
A Pana osobiste plany dotyczÄ…ce kontynuacji serii?
Nie chciałbym za dużo zdradzać. Powiem tylko tyle, że przygoda trwa, piłka jest w grze. W zasadzie byłoby to bardziej pytanie do wydawcy, ponieważ od momentu, gdy wziąłem się za pisanie, do tej pory nie przestałem. Ołowiany świt miał być początkowo jednym opowiadaniem, które napisałem w 4 dni. Później powstało drugie, trzecie, aż zaczęła mi się kształtować w głowie pełna fabuła i takim to sposobem rozrosło się to do rozmiarów powieści.
Â
Premiera książki odbyła się w najlepszym możliwym terminie 26 kwietnia, w rocznicę wybuchu elektrowni w Czarnobylu, udało się dogadać z wydawcą?
Bardzo mi zależało i walczyłem o tę datę, to był zupełny obłęd. Pisałem do różnych wydawców jeszcze w październiku, w takim dość szalonym mailu na zasadzie słuchajcie, jestem w trakcie pisania książki, może byście chcieli ją wydać. Fabryka Słów najwyraźniej wyczuła bluesa. Wydawnictwo z Lublina było i jest znane z tego, że idzie na takie dziwne rzeczy, wydaje pozycje, których nikt inny nie chciałby się podjąć na polskim rynku wydawniczym.
Â
Czy planuje Pan tłumaczenia na inne języki? Najbardziej logiczny w pierwszej kolejności byłby kierunek wschodni i przekład na język rosyjski?
Wszystko zależy od wydawców, inicjatywa leży po ich stronie. Nie ukrywam, jeżeli skontaktowaliby się ze mną wydawcy ze wschodu, to z chęcią wszedłbym z nimi we współpracę. Żeby było śmiesznie, to osobiście pracuję zawodowo jako tłumacz angielsko-rosyjski, więc sam z dziką przyjemnością mógłbym przetłumaczyć swoją własną książkę. Byłaby to kolejna wielka przygoda i wyróżnienie, trochę na zasadzie bumerangu, gdyby udało się zapożyczonego S.T.A.L.K.E.R.a przerzucić z powrotem na wschód.
Â
Pojawiło się wiele, głównie pochlebnych, recenzji Pana książki, ale pozwolę sobie zacytować jeden powtarzający się w kilku opiniach zarzut: Michał Gołkowski byłby świetnym mistrzem gry RPG albo scenarzystą gier komputerowych, jednak jako pisarz jest średni. Co Pan na to?
Przede wszystkim od 1993 roku jestem RPGowcem i mistrzem gry. Co do zarzutu, powiem tak: ludzie piszą dwie linie. Jedna jest w stylu: Gołkowski chciał wejść w zdecydowanie za duże buty, próbując udźwignąć serię literacką S.T.A.L.K.E.R.a, ale to przerosło jego siły. Druga linia - Gołkowski poszedł na łatwiznę próbą prymitywnej kontynuacji, prymitywnej serii książkowej. Gdybym dostał propozycję napisania scenariusza do gry komputerowej, to pewnie bym się tego nie podjął. Nie lubię pisać scenariuszy, bo zakładają pewną przewidywalną liniowość fabularną, z której główny bohater nie powinien schodzić, natomiast ja w ten sposób pisać nie umiem. Uniwersum S.T.A.L.K.E.R.a wcale nie ułatwiło mi pracy. Większość ludzi myśli, że jak się pisze książkę na podstawie jakiegoś uniwersum, to się skleja rożne kawałki, wrzuca w to parę potworów, karze się bohaterowi biegać z bronią i, kolokwialnie mówiąc, rozwalać łby. Natomiast ja postanowiłem kiedyś policzyć, ile amunicji zużywa mój bohater. Jeżeli się dobrze doliczyłem, to będzie 18 albo 19 sztuk amunicji.
Pełen tekst w kolejnym numerze "Ziemi".
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze