Nasz dzisiejszy felieton chcielibyśmy zacząć od stwierdzenia, że Sochaczew jest niezwykle czystym miastem. Ogólnie Polska jest bardzo czystym krajem, w którym dbałość o ochronę środowiska naturalnego jest niemal wzorowa. Do tego zaskakującego wniosku doszliśmy po niespełna dwóch miesiącach w Indonezji. Krótko mówiąc w Indonezji jest przeraźliwie brudno. W miastach, na wsi, w domach czy jadłodajniach, wszędzie trzeba uważać po czym się stąpa i gdzie siada. Właścicielka warungu, w którym zwykliśmy jadać umyła krzesła dopiero wtedy, gdy jedna nasza koleżanka przykleiła się tak, że rozdarła sobie sukienkę przy wstawaniu. Teraz jest już dobrze, może z czasem uda nam się przyzwyczaić Ibu Darmi do pewnych zachodnich standardów. Co ciekawe, wcześniej pracowała w hotelu jako kucharka. Raczej nie mam ochoty na zwiedzanie hotelowych kuchni. Jednak nie ma co narzekać. Jesteśmy na Bali, czyli wyspie, gdzie turystów jest niemal tyle samo co miejscowych. Efekt tego jest taki, że Bali jest względnie czysta, szczególnie w porównaniu z Jawą, która generalnie wygląda jak wysypisko śmieci. Trzykrotnie pokonaliśmy autobusem trasę z Dżakarty do Denpasar, co oznacza około 1000 kilometrów przez Jawę. I tak naprawdę nie możemy z ręką na sercu powiedzieć, że widzieliśmy jakiekolwiek miejsce, które chociaż dawałoby lekką sugestię czystości. Szczęściem, autokar był całkiem w porządku. Świeżo wyprane koce i jaśki, czyste fotele i przejście. Mają tam nawet osobne odgrodzone od reszty autobusu miejsca dla palących. Niestety toaleta już nie była taka czysta, prawdopodobnie nie widziała szczotki już od dawna. Ale toalety w Indonezji to całkiem inny, skądinąd bardzo rozległy temat, którego jednak tutaj poruszać nie będziemy. Przerażający jest brak jakiejkolwiek idei ochrony środowiska. Nawet w Sochaczewie w ciągu ostatnich lat popularne stały się pojemniki segregujące odpady, a wzdłuż ulic równomiernie porozstawiane są kosze na śmieci. Tutaj taki luksus to rzadkość. Na terenie ISI miejscami stoją wielkie puszki, niezwykle niepasujące do zadbanego ogrodu naszej uczelni. W Jakarcie podobną rolę pełniły plastikowe beczki. Na ulicach śmieci leżą w dowolnej ilości i w najróżniejszych konfiguracjach – raj dla bezpańskich psów oraz robali. Zrozumieniem można obdarzyć co najwyżej hinduistyczne ofiary dla demonów zwyczajowo pozostawiane na ziemi przed domami i sklepami. One właśnie mają zostać rozdeptane, rozjechane lub zjedzone przez zwierzęta. Co wieczór nasza ulica zamienia się w wysypisko. Śmieci zostawia się po prostu przy krawężniku. My europejskim zwyczajem zostawiamy je w plastikowych torbach, ale niektórzy bez skrępowania wysypują je z koszy prosto na ulicę. Gangi, czyli zaułki odchodzące od głównych ulic również pełnią funkcję publicznych śmietnisk, tak samo kanały, zarówno te odkryte, jak i te płynące pod chodnikami (mają one kluczowe znaczenie w porze deszczowej, opady tutaj są najwyraźniej wystarczająco wysokie by poradzić sobie ze śmieciowymi zaporami). Za wrzucanie śmieci do odkrytych kanałów grozi kara trzech miesięcy więzienia oraz grzywna w wysokości 5.000.000 Rp, czyli dziesięciokrotności średniej pensji. Mimo to, gdy opada poziom wody, wyłaniają się foliowe siatki i inne nieulegające szybkiej degradacji odpady. Cóż za bezmyślność w kraju, gdzie możesz swoje śmieci pozostawić po prostu przy ulicy i gdzie nikt nie zapyta czy masz podpisaną umowę z Zakładem Oczyszczania Miasta. Segregacją odpadów zajmują się tutaj „śmieciarze”, którzy podróżują po mieście na rowerach z przyczepionymi ogromnymi koszami, do których wrzucają wygrzebane aluminiowe puszki i szklane butelki. Wydaje się, że opakowania są tutaj bardzo drogie. Dżem w plastikowym słoiku jest ponad trzykrotnie tańszy od identycznego produktu w szklanym. Wszystko można dostać w wersji jednorazowej, gdzie normalny pojemnik zastąpiony jest folijką o pojemności nieprzekraczającej 50 ml. Popularne w Europie próbki kosmetyków, tutaj sprzedawane są masowo. Ponadto dostać można również w tej postaci środki odstraszające komary, płyny do płukania i do zmywania naczyń, a przede wszystkich najróżniejsze kawy i herbatki instant. Można je kupować na sztuki lub od razu wziąć dużą paczkę, zawierającą.....dwadzieścia pojedynczych saszetek. No dobrze, w Polsce również można dostać w tej formie kawę Nescafe lub Tchibo, jednak w Indonezji jest tego dużo większy wybór i jest nieporównywalnie tańsze. W telewizji pojawiają się nawet reklamy produktów w jednorazowych opakowaniach oraz promocje – ostatnio saszetki szamponu pewnej znanej również w Polsce marki dodawane mają 50% gratis. Pakowanie ryżu czy cukru w plastik w zastępstwie papieru wytłumaczyć można niezwykłą wilgotnością powietrza, w którym najtwardsze ciastka pozostawione na noc bez opakowania, rano rozpływają się w ustach. Reasumując, wszystko pakowane jest w trudne do pokonania dla przyrody materiały i w maksymalnie małych ilościach tak, że wagę niesionych do domu zakupów w 30 % stanowią opakowania. Wybór sprzętu AGD jest tutaj właściwie żaden. Królują marki australijskie i chińskie. Na etykietach brak jakichkolwiek informacji na temat zużycia prądu - najwyraźniej kupujący nie są ta kwestią wcale zainteresowani. W większości miejsc zamontowane są żarówki energooszczędne, ale wątpię by wybierano je ze względu na środowisko. Powietrze w miastach jest bardzo zanieczyszczone. Jest to dużym problemem w takich miejscach jak Dżakarta, ale da się to odczuć również na Bali. Problemem nie jest liczba samochodów, ale raczej przyzwyczajenia Indonezyjczyków. Większość z nich posiada motor. Jest to tutaj najpopularniejszy środek transportu. Używają go nie tylko do pokonania dłuższych tras lub gdy jadą po zakupy. Wsiadają na niego, gdy udają się do sąsiada lub by odebrać dziecko ze szkoły mieszczącej się na tej samej ulicy. Na rowerach jeżdżą tylko starcy oraz dzieci. Na pieszo właściwie nikt nie chodzi. Chodniki maja nie więcej niż metr szerokości, są to często po prostu płyty położone nad kanałem zbierającym z ulicy wodę w porze deszczowej. Miejscami tych płyt brakuje, straszą tam dziury o półmetrowej głębokości, do połowy zapełnione śmieciami. Naprawdę nie wiemy jak oni sobie radzili zanim motory stały się tak łatwo dostępne jak są obecnie. Jest jeszcze jedna ciekawa rzecz odnośnie Indonezji i indonezyjskiego poszanowania przyrody. Mianowicie w latach 90-tych rząd Indonezji sprzedawał olbrzymie połacie dżungli na Borneo i Papui. Cała operacja była przeprowadzana bez żadnego planu, bez jakiegokolwiek zastanowienia. Jeśli rząd potrzebował akurat pieniędzy na budowę np. autostrady, sprzedawał kilkaset kilometrów kwadratowych dżungli. Tereny te kupowały amerykańskie i europejskie firmy i wycinały lasy. Oczywiście sprzedawano je niemal za bezcen i w dowolnie dużych ilościach. Firmy, które kupowały te lasy zarabiały krocie, między innymi dlatego, że zarobki miejscowych zatrudnionych przy wycince były bardzo niskie jak na europejskie standardy. Jednak w porównaniu z zarobkami reszty Indonezyjczyków były i tak kilkukrotnie większe, więc ludzie popierali taką działalność. Efekt jest taki, że gigantyczne obszary lasów tropikalnych zostały bezpowrotnie stracone, a rząd Indonezji i tak nie ma z tego żadnych długotrwałych korzyści.
Autorami felietonu są: Małgorzata Olechniewicz i Adam Komorowski Pochodzą z Sochaczewa. Są typowym młodym studenckim małżeństwem. Każde z nich ukończyło pierwszy stopień studiów, chociaż na całkiem innych kierunkach: Adam uzyskał stopień inżyniera na Wydziale Mechaniki, Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej, Małgorzata obroniła pracę licencjacką w Instytucie Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego. Obydwoje pochodzą z muzycznych rodzin i to właśnie miłość do muzyki wpłynęła na decyzję o wyjeździe do Indonezji. Wcześniej obydwoje uczestniczyli w organizowanych przez Uniwersytet Warszawski przy współpracy z Ambasadą Indonezji warsztatach gry w gamelanie jawajskim. Przez najbliższy rok w Institut Seni Indonesia będą poznawać sztukę karawitanu, czyli tradycyjnej muzyki balijskiej.
Darmasiswa jest programem stypendialnym Republiki Indonezji mającym na celu promocję kultury i języka tego kraju. Począwszy od 1974 roku skorzystało z niego 2405 studentów z 77 krajów. Uczestnikom do wyboru pozostawia się zarówno przedmiot: język, taniec, muzyka, sztuki plastyczne, jak i miejsce studiów – 38 szkół wyższych i uniwersytetów rozsianych po całym archipelagu. Zachęcamy do odwiedzenia strony Ambasady Indonezji w Polsce: www.indonesianembassy.pl .
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
jedno male zdjatko Gosi na moturze
http://fotoo.pl/hosting-zdjec/links/jadzie-motur/
artykul bardzo ciekawy, a czy mozna wiecej zdjec?