Rolnicy powiatu sochaczewskiego tłumnie zjechali do Urzędu Gminy Sochaczew. W piątek, 2. grudnia odbyło się tu szkolenie na temat zasad wzajemnej zgodności, zorganizowane przez Mazowiecką Izbę Rolniczą i Mazowiecki Ośrodek Doradztwa Rolniczego.
Liczba przybyłych osób przeszła najśmielsze oczekiwania organizatorów. Choć tak właściwie należałoby się tego spodziewać, ponieważ spotkanie zorganizowane było dla wszystkich gmin powiatu sochaczewskiego. Wyjątkowo wielu rolników postanowiło dowiedzieć się czegoś więcej na temat czekających ich nowości w przepisach unijnych i ściśle z nimi powiązanych krajowych. Wypełniona po brzegi sala konferencyjna okazała się i tak zbyt mała dla blisko 300 osób. Właściciele gospodarstw rolnych lubią wiedzieć, o co tak naprawdę chodzi w zmieniających się lub dokładanych aktach prawnych. Pisaliśmy już na łamach Echa Powiatu o mających obowiązywać w Polsce od 2009 roku zasadach wzajemnej zgodności, zwanych z angielska cross compliance. Tomasz Kostyra z MIR-u przypomniał zebranym, że tzw. dobra praktyka rolnicza od dawna obowiązuje rolników. Wkrótce jednak ma być ona egzekwowana, a brak dostosowania się do konkretnych przepisów prawa sankcjonowany. W Polsce, jak do tej pory, funkcjonuje uproszczony system, a od 2012, może 2013 roku, powinien działać na takich samych zasadach, jak w krajach starej „15”. Organizacje rolnicze nie ze wszystkim, co narzuca nam Unia Europejska, zgadzają się. Duże opóźnienia przy uruchamianiu rozlicznych programów powodują bałagan i zmniejszają potencjalne możliwości skorzystania z nich. Do tego dochodzą co jakiś czas nowe obostrzenia związane z prowadzeniem gospodarstwa. Tomasz Kostyra przypomniał, że płatności obszarowe, które dostają rolnicy, nie są jakimiś ich nadzwyczajnymi dochodami. Tak właściwie jest to płatność do konsumenta. Miała ona bowiem z założenia pozwolić na utrzymanie cen płodów rolnych, od momentu wejścia Polski do Unii. Wiele osób, niestety za sprawą mediów, jest informowana, jak ogromne pieniądze idą na polską wieś i jak to wzrastają tam dochody. A to wcale tak pięknie nie wygląda. Niejeden rolnik wolałby nie dostawać unijnej jałmużny, a móc płacić za nawozy czy środki ochrony roślin tak, jak przed czterema czy pięcioma laty, a nie 200 czy 300 % więcej, jak obecnie. Żadne dopłaty bowiem tego nie są w stanie zrekompensować. Urszula Milczarek z ODR-u w Bielicach mówiła już konkretniej o przepisach, które polską wieś obowiązują i wywołała lekką burzę na sali, przypominając sprawę płyt obornikowych. Zmuszani bowiem do ich budowy byli wszyscy hodowcy trzody i bydła, podczas gdy konkretne przepisy mówiły o konkretnych wielkościach stada, obligujących do ich posiadania. Największe poruszenie wywołało jednak pojawienie się przedstawicieli Biura Kontroli na Miejscu ARiMR z Warszawy. Długa lista wymagań, które musi spełnić rolnik, by być w zgodzie z przepisami, mocno zbulwersowała obecnych na sali. Wiele pytań pozostało bez odpowiedzi. Jacek Krysicki, kierownik Biura, obiecał przysłać wiarygodne wyjaśnienia. Może wtedy dowiemy się czy posiadacz 5 świń lub 2 krów zobowiązany jest do posiadania płyty obornikowej, jakie to ślady na polu powiedzą o sposobie i rodzaju zastosowanych środków ochrony roślin i jak będą kontrolowane przydomowe oczyszczalnie ścieków. Nie było też odpowiedzi na pytanie, jak składować nawóz naturalny w postaci obornika, by kontrola nie zarzuciła podejrzanych wycieków, szkodliwych dla środowiska. O problemach poruszonych podczas dwudniowego szkolenia będziemy informować na stronach gminnych Echa Powiatu.
monika gadzińska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze