Gdy wydarza się jakaś tragedia, wieści rozchodzą się szybko. Również media starają się na ogół wykorzystać taki fakt, by zwiększyć swą poczytność. Być może tak będzie i tym razem, kiedy to trafiła do szpitala w Sochaczewie pielęgniarka, po tym jak otrzymała decyzję o eksmisji z zajmowanego dotychczas mieszkania. 185 osób w naszym mieście otrzymało lub otrzyma w najbliższym czasie, pozwy o zapłatę zaległych czynszów - powiedziała nam Agnieszka Kupryjaniuk, naczelnik Wydziału Gospodarki Mieszkaniowej UM - trafiły bowiem na listę osób zalegających z zapłatą powyżej trzech miesięcy. W tej grupie zobowiązania są jednak bardzo różne, od 4 do 20 tys. zł. To jest pierwsze ostrzeżenie, potem następuje kolejne przedsądowe wezwanie do zapłaty, zaś następnym etapem jest sprawa sądowa i wyrok, którym jest na ogół nakaz zapłaty zaległości. W tym momencie często osoby zalegające „układają” się z Zakładem Gospodarki Mieszkaniowej, co do sposobów spłaty, najczęściej chodzi o rozłożenie sumy na raty. Jest możliwość rozłożenia spłaty nawet na 36 rat. Jeśli natomiast żadnej umowy się nie podpisze i nadal brak jest odzewu ze strony lokatora, nakaz sądowy trafia do komornika a on zajmuje wynagrodzenia, renty, emerytury, oczywiście tylko do pewnej granicy, by człowiek miał z czego żyć. Właściciel budynku ma też prawo dochodzić opróżnienia mieszkania, choćby z powodu dłuższego zalegania z płatnością. Aktualnie w Wydz. Gospodarki Mieszkaniowej jest przygotowanych do realizacji 21 wyroków eksmisji z lokali komunalnych, oraz 18 takich samych wyroków z zasobów prywatnych i spółdzielczych. A więc łącznie 40 rodzin może być i pewnie będzie w najbliższym czasie wyeksmitowanych do lokali socjalnych, bo właśnie takie wyroki najczęściej wydaje sąd. Przypadek, o którym dziś piszemy, swe początki miał już dawno. W 2000 r. – jak mówi Agnieszka Kupryjaniuk – pani ta otrzymała sądowy wyrok eksmisji, zaś w 2004 r. gmina wskazała zamienny lokal socjalny. Mimo tego rodzina nie wyprowadziła się. Wówczas sprawa została skierowana do komornika. Komornik wyznacza termin eksmisji, ale jednocześnie daje miesiąc czasu na dobrowolne opróżnienie lokalu. Jeśli nadal rodzina nie wyprowadza się, komornik wyznacza termin eksmisji, która w tym przypadku miała się odbyć 27 kwietnia. Jednak na prośbę lokatorki, obiecującej dobrowolne wyprowadzenie się, wstrzymano się z tymi czynnościami do 5 maja. Wyprowadzka jednak nie nastąpiła, więc 9 maja komornik powiadomił zainteresowaną o eksmisji. Tego dnia trafiła ona do szpitala. Eksmisji wtedy nie dokonano, ale następny termin wyznaczono na 3 czerwca. I wówczas komornik razem z policją zapewne spróbuje dostać się do mieszkania, by wykonać sądowy nakaz, czyli przenieść tę rodzinę do lokalu socjalnego, przy ul.Okrzei. Wyznaczony lokal metrażowo jest nawet nieznacznie większy niż ten obecnie zajmowany, tyle tylko, że woda i w.c. są na zewnątrz. Być może jednak zmieni się sytuacja, bowiem, jak słyszymy, przedstawiciele władz szpitalnych, gdzie osoba ta jest zatrudniona, zadeklarowali wpłatę pewnej sumy na poczet zaległości, z prośbą, aby w obecnie zajmowanym mieszkaniu została. Podobno również część radnych miejskich zamierza przekonywać burmistrza, aby cały dług pani tej umorzył. Taki szlachetny odruch może mieć jednak swoje konsekwencje. Jak wspominaliśmy bowiem, na eksmisję czeka kolejnych kilkadziesiąt rodzin. Kto się za nimi ujmie? Czy trzeba aż targnąć się na życie, aby zainteresować swoją sytuacją pracodawcę i innych władnych ludzi w mieście? Czy nie zachęci to innych do podobnych dramatycznych kroków? Rodzi się więc tu szereg pytań, na które nie ma łatwych odpowiedzi. Być może przypadek ten stanie się przyczynkiem do zastanowienia nas wszystkich nad wzajemnymi relacjami sąsiedzkimi i zawodowymi, aby pomoc miała szansę dotrzeć również przed czasem. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze